Menu Region

Tej filiżanki nie powstydziłby się król

Tej filiżanki nie powstydziłby się król

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Alina Gierak

Prześlij Drukuj
Zdobią domy w całej Europie. Dla Amerykanek naczynia z Bolesławca to dowód na niezłą zawartość portfela i dobry gust. Sprzedawał je przecież sam Robert Redford. Minister Skarbu Państwa kolejny już raz rezygnował ze sprzedaży Zakładów Ceramicznych "Bolesławiec". Czy nadal będziemy mieli kubki w niebieskie wzorki?
Joanna Kubieniec ostrożnie zanurza w szkliwie pomalowane ręcznie naczynia. Nie można nic zamazać, bo malowanie trzeba by powtarzać. Ruchy muszą być płynne i pewne. Pani Joanna pracuje od 17 lat. Wyciera szkliwo od spodu naczynia, bierze następne i tak w kółko.

- Ja to bardzo lubię - zapewnia Jadwiga Urbańska, której podobają się firmowe wyroby, ale nie stać jej na kupno serwisu i kompletuje sobie po jednej filiżance czy talerzu, gdy są kiermasze ceramiczne i wyroby po niższych cenach.
- W tej pracy kobiety znakomicie się sprawdzają - chwali Janina Bany-Kozłowska. - Trzeba mieć wyczucie, cierpliwość i dryg.

Lucyna Mosorka przyszła do zakładu od razu po szkole 26 lat temu. Pracuje na odlewni. Musi pilnować, by naczynia były odpowiedniej grubości. Pracuje, jak inne koleżanki, na akord i na trzy zmiany. Nie ma czasu na pogaduchy. Jeszcze bardziej trzeba uważać przy malowaniu i stempelkowaniu. Wzory są niby te same, ale każdy ręcznie wykonany i wprawne oko widzi różnicę.
Stempelki zostaną

Choć koło Bolesławca kilka lat temu powstała specjalna strefa ekonomiczna, to wciąż miasto kojarzymy raczej z charakterystycznymi garnuszkami z niebieskimi stempelkami niż elementami siedzenia samochodowego wyprodukowanymi w zakładzie ze strefy. Czy ceramiczny symbol doceni nabywca Zakładów Ceramicznych "Bolesławiec"? Ministerstwo Skarbu Państwa po raz szósty wycofało się ze sprzedaży firmy, ale niewykluczone, że pomysł wróci.

- Potencjalny właściciel nie pozbędzie się produkcji zastawy ceramicznej. To znak rozpoznawczy miasta - przekonuje Tomasz Orawiec, kustosz w Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, który mógłby godzinami opowiadać o dzbanach żeberkowanych, krugach, paterach i talerzach. Dla niego jest istotne, czy filiżanka, kubek czy waza powstały w "Cepelii", czyli Spółdzielni Ceramika Artystyczna, czy w Zakładach Ceramicznych "Bolesławiec" - dwóch największych i najbardziej znanych producentach zastaw z ceramiki. I z pewnością rozróżnia ich wyroby, czego nie można powiedzieć o zwykłych ludziach. Dla nich "bolesławiec" to po prostu niebieskie stempelki lub ozdobne, malowane ręcznie kwiaty na naczyniach, które dla gospodyń z Poznania, niemieckiego Aachen czy amerykańskiego Houston są gwarancją niepowtarzalności.

Chińczycy nie dali rady
Janina Bany-Kozłowska, główny projektant zakładów, to żywa reklama i historia firmy. Energiczna, konkretna i zakochana w bolesławieckiej glinie. Tworzy wraz z prezesem Karolem Stasikiem niezwykły duet. On - inżynier ceramik, znawca technologii ceramicznej, konkretny i zasadniczy. Ona - ciepła, kobieca, pełna pomysłów, lubiąca proste wzory, ale nieodżegnująca się od stempelkowej tradycji.

Razem przeżyli ciężkie chwile, gdy dwa lata temu zakład dotknął kryzys. Gdy Karol Stasik opowiada o tym dzisiaj, brzmi to prosto. Ale przecież zwolniono 200 osób, zwiększono asortyment, zaczęto budować własną sieć sklepów firmowych. Do produkcji weszły nowe wzory.
Czy ceramiczny symbol doceni nabywca Zakładów Ceramicznych "Bolesławiec"?
- Wkrótce otworzymy sklep przy drodze do Wrocławia - planuje Stasik. - I nikt nie będzie błądził - mówi z wyraźną irytacją i trudno mu się dziwić, skoro miasto i powiat nie mogą wyegzekwować do Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad ustawienia przy autostradzie drogowskazu wskazującego zjazd na Bolesławiec. Ale choć sypie przykładami o błądzących fanach bolesławieckiej ceramiki, to w przyzakładowym sklepie jest międzynarodowy ruch. Niemiecka rodzina kupuje serwis do herbaty. Każda filiżanka ręcznie malowana. Jedna kosztuje 25 zł. Waza 108 zł. Talerzyk 35 zł. Drogo. Ale za rękodzieło tak się płaci. Gdyby ktoś chciał mieć serwis unikatowy, robiony na zamówienie, zapłaciłby prawie 900 złotych.
1 3 »
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama