In memoriam zmarłemu Januszowi Kurtyce

    In memoriam zmarłemu Januszowi Kurtyce

    prof. Włodzimierz Suleja

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W piątek, 23 kwietnia, w swą ostatnią drogę wyruszy w Krakowie prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Janusz Kurtyka. Historyk, człowiek o wyrazistych poglądach, współtwórca i organizator krakowskiego Oddziału Instytutu, od grudnia 2005 roku kierujący już całą placówką. W sierpniu skończyłby 50 lat. Dopiero.
    Słowa, formułowane w takiej właśnie perspektywie, nie będą w stanie oddać ani wewnętrznego bogactwa tej wielowymiarowej postaci, ani nawet sprawiedliwie opisać wszystkie pola Jego zewnętrznej aktywności.

    Żył szybko. Wiedział, dokąd zmierza. Instytut Pamięci Narodowej z naddatkiem pochłaniał cały Jego czas, ale mimo to nie rezygnował ze zwężającej się, choć wciąż obecnej, naukowej ścieżki.
    Był cenionym w środowisku mediewistą, ale z prawdziwą pasją dążył do wprowadzenia na stałe do historycznej narracji dramatycznego czasu, w którym przyszło walczyć o Polskę pokoleniu "żołnierzy wyklętych", zwłaszcza spod znaku Zrzeszenia WiN.


    Janusz Kurtyka był świadom dramatycznego sporu o kształt historycznej narracji, zwłaszcza w odniesieniu do jej dziejów najnowszych. Co więcej, sporu tego był czynnym i znaczącym uczestnikiem. Podjął go na długo przed pojawieniem się IPN. Podczas wykładów w podziemnym Chrześcijańskim Uniwersytecie Robotniczym. Na łamach "Zeszytów Historycznych WiN", których był twórcą. Na kartach biografii generała Okulickiego.

    Z tej właśnie perspektywy był przekonany o konieczności przeprowadzenia rzetelnej, naukowej dyskusji "o początkach PRL - wasalnego wobec ZSRR totalitarnego państwa zainstalowanego nad Wisłą przemocą przez wojska sowieckie dzięki obojętności wojennych sojuszników Polski, przy aktywnej współpracy lokalnych struktur komunistycznych i w warunkach zdrady części elit".

    Opinię tę, zamieszczoną w jednej z ciekawszych, a poświęconych WiN monografii, wydanych w krakowskim Oddziale IPN, przywołuję nie bez powodu. Nie odbiega ona przecież od ustaleń historyków epoki, niemniej jednak się od nich różni. Właśnie wyrazistością, jednoznacznością osądu, brakiem przestrzeni tak dla poznawczego, ale przede wszystkim moralnego kompromisu.Jednoznaczność i wyrazistość poglądów sprawiała, że funkcję prezesa Instytutu sprawował pośród ciągłych ataków

    Jednoznaczność i wyrazistość osądów sprawiała, że funkcję prezesa Instytutu Pamięci Narodowej sprawował pośród ciągłych, częstokroć personalnych, ataków. Rozpoczęły się one od nieuprawnionych, nieprawdziwych oskarżeń o wyeliminowanie kontrkandydata do prezesury. Towarzyszyły publikacjom IPN, niewygodnym czy podważającym społecznie nośne mity. W ostatnim czasie objęły nawet sferę tak wrażliwą, jak stosunki rodzinne.

    Ataki, tak na instytucję, którą kierował, jak i ad personam, znosił z godnością. Wiedział, że błoto, którym był obrzucany, przylgnie na krótką tylko chwilę. Siłę czerpał zaś z przekonania, że służy Państwu. Należał bowiem do tych nielicznych, dla których termin "służba publiczna" nie był pustym dźwiękiem. I przekonanie to zaszczepiał swoim współpracownikom i podwładnym.
    Był wymagającym szefem. I ciepłym, czarującym człowiekiem. Żył zbyt krótko - dla Polski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama