Ważne
    Sąd kazał legniczaninowi podać adres nieznanej kobiety

    Sąd kazał legniczaninowi podać adres nieznanej kobiety

    Tomasz Woźniak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Mieszkaniec Legnicy zmienił się w detektywa. Sąd zażądał, by podał adres nieznanej kobiety
    Legniczanin Maciej Juniszewski otrzymał pismo z sądu. I oniemiał. Sąd Rejonowy Wydział VII Cywilny zobowiązał go, aby "w terminie 7 dni wskazał adres zamieszkania Kazimiery Winnik". Juniszewski był zaskoczony, bo nazwisko kobiety nic mu nie mówiło. - Skoro sąd mnie zobowiązał, nie chciałem, by mnie ukarał za niewykonanie zadania - opowiada pan Maciej. - Z sądami lepiej nie walczyć. Wie, co mówi, bo jako znany działacz Solidarności dobrze poznał mechanizm działania machiny sądowniczej w PRL-u.

    Jako że wszystko robi skrupulatnie, Juniszewski zaczął od ustalenia, ile osób o nazwisku Winnik mieszka jest w Polsce. I ustalił, że według powszechnie dostępnego spisu z 1997 roku - ponad 700.
    - Jeśli będę sprawdzał po dwie osoby dziennie, to rok powinien mi wystarczyć na uporanie się z zadaniem - uznał legniczanin. I z takim wnioskiem udał się do prezesa legnickiego sądu. W sekretariacie zapytał jeszcze, dlaczego dostał wezwania do szukania nieznanej kobiety.
    - Jak sąd każe, to proszę szukać - usłyszał od sekretarki.

    Więc sporządził na miejscu też drugie pismo do prezesa. Prośbę, by sąd zapłacił mu 20 zł za czas już poświęcony na badanie sprawy. - Na poczcie i w sądzie spędziłem dwie godziny. Biorąc 10 zł jako przeciętną stawkę godzinową, to nie jest wygórowana kwota. Ponieważ nie chciano wyjaśnić panu Maciejowi, dlaczego ma się wcielić w rolę prywatnego detektywa, więc zwróciliśmy się podanie przyczyny do rzecznika Sądu Okręgowego w Legnicy.

    Okazuje się, Kazimiera Winnik wysłała do sądu pocztą prośbę o zbadanie, czy przysługuje jej spadek po zmarłej dwa lata temu żonie Macieja Juniszewskiego. Do wniosku dołączyła akt zgonu. Nie podała jednak własnego adresu. Jak widać, w sądzie uznano, że adres może być znany mężowi zmarłej. - Rzeczywiście, być może niefortunnie i lakonicznie napisano pismo do pana Juniszewskiego, szukając jakiegokolwiek sposobu na ustalenie adresu wnioskodawczyni - przyznaje sędzia Paweł Pratkowiecki, rzecznik Sądu Okręgowego w Legnicy.

    Co ma zrobić Juniszewski, skoro nie zna tego adresu? - Zapewniam, że w takiej sytuacji wystarczy poinformować o tym sąd, najlepiej pisemnie - mówi Paweł Pratkowiecki. - Nadal nie wiem, o co chodzi - komentuje Juniszewski. - Nikt w rodzinie nie słyszał o tej pani. Nawet moje dzieci nie wnosiły o spadek. Żadnego majątku nie mamy.
    Sędzia poważnie potraktował wniosek o spadek. Mimo że nie było na nim adresu
    Nie wie, na jakiej podstawie nieznajoma domaga się udziału w spadku. W legnickim Urzędzie Stanu Cywilnego dowiedzieliśmy się, że nie trzeba skomplikowanych zabiegów, by dostać odpis aktu zgonu dowolnej osoby. Czasem wystarczy napisać, że staramy się o spadek. Co w tej sprawie zrobi sąd? Teoretycznie może do poszukiwań wnioskodawczyni wykorzystać policję lub urzędy stanu cywilnego.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo