Gazeta Wrocławska » Magazyn » Bogdan Ziobrowski i szalona wyprawa po podpis Anny...

Bogdan Ziobrowski i szalona wyprawa po podpis Anny Walentynowicz

Data dodania: 2010-03-26 12:42:53 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-08-31 13:01:33

Gazeta Wrocławska

Hanna Wieczorek

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Bogdan Ziobrowski i szalona wyprawa po podpis Anny Walentynowicz

(© Paweł Relikowski)

Bogdan Ziobrowski zrezygnował z przedłużenia zagranicznego kontraktu, bo dowiedział się, że we wrocławskim PKS-ie organizują kursy dla kierowców. Był czerwiec 1979 roku, Ziobrowski miał wtedy 23 lata. I uśmiecha się, mówiąc, że nie żałuje zagranicznego kontraktu, bo zawsze chciał prowadzić autobus

Zaczynał w warsztatach. Potem był kurs i czekanie na własny autobus. Siedzieli z kolegami na ławce rezerwowych. Starzy kierowcy niechętnie oddawali im, szczawikom, swoje wozy.

26 sierpnia 1980 roku Ziobrowski wracał do Wrocławia z nocki. W bazie przy Kościuszki wszyscy mówili o strajku, ale nikt nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje.

Kolega wziął nyskę i we dwóch pojechali na ulicę Grabiszyńską, do zajezdni MPK.
∨ Czytaj dalej
Tam usłyszeli: strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. Wrócili do bazy, opowiedzieli, co się dzieje w mieście.

Wtedy ktoś rzucił: zamykamy bazę. Kierowcy zablokowali autobusami wjazd od ulicy Prądzyńskiego. Wyjazd na Kościuszki zamknęli szlabanem. Wyszedł dyrektor, otworzył bramę i kazał wracać do pracy. Ziobrowski nie zastanawiał się długo - pobiegł do sklepu żelaznego. Kupił łańcuch i dwie kłódki. Zamknął na amen bazę wrocławskiego PKS.

W bazie było z pięćdziesięciu pracowników. Ciągle zjeżdżali nowi kierowcy. Kiedy przyszło do wyboru delegata do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, załoga wybrała Bogdana Ziobrowskiego.

Do strajku przyłączały się coraz to nowe zakłady. Przyjeżdżali strajkujący górnicy z Wałbrzycha. Przychodziła inteligencja, z politechniki, uniwersytetu.

- Nam, robotnikom, dodawało to wiary - opowiada. - Pojawili się też łącznicy z Wybrzeża. Tak dotarły na Grabiszyńską postulaty ze Stoczni Gdańskiej.

Z łącznikami wiąże się zresztą inna historia. Krzysztof Turkowski zaklina się, że w zajezdni pojawił się Jarosław Kaczyński. Władysław Frasyniuk mówi: "To niemożliwe, nie pamiętam go, a przecież wszyscy goście trafiali wtedy do mnie. Może przyjechał do Wrocławia, ale do zajezdni nie dotarł".
A potem była msza święta. Tego nie zapomni nikt, kto był wtedy w zajezdni. Tłum ludzi pod bramą.

Krzyż to były dwie zbite deski. Kiedy zobaczyłem księdza Orzechowskiego, trochę się przestraszyłem. Był potężny- Krzyż to były dwie zbite deski. Kiedy zobaczyłem księdza Orzechowskiego, trochę się przestraszyłem. Był potężny, a tam wszystko to taka prowizorka. Choćby schodki, z warsztatu, mocno niepewne. Pomyślałem: byleby tylko nie spadł - wspomina Ziobrowski.

30 sierpnia Szczecin podpisał porozumienie. W zajezdni zdecydowano - przerwiemy strajk, kiedy Gdańsk podpisze porozumienie. Ale strajkujący chcieli mieć dowód. I wysłali delegację do stoczni. Pojechali Hubert Hanusiak, Antoni Skinder i Bogdan Ziobrowski (Hanusiak już nie żyje, Skinder wyprowadził się z Wrocławia. Ziobrowski prowadzi obecnie firmę przewozową).

Jechali rozklekotaną skodą octavią. Kluczyli przez pół Polski. Najważniejsze było, żeby nie zatrzymała ich milicja, tak jak dwie wcześniejsze delegacje.

- Pod stocznią zebrał się taki tłum, że nie dało się przejść. Mówimy, że jesteśmy z Wrocławia. Nie zorientowałem się nawet, kiedy ludzie podali nas górą i rozpłaszczyłem policzek o bramę - opowiada.

Trafili do Wałęsy. Mówią, że Dolny Śląsk stoi, przerwie strajk dopiero, kiedy wrócą z porozumieniem. Było trochę zamieszania, w końcu zaprowadzili ich do Anny Walentynowicz. Podpisała jeden z egzemplarzy.

- O to nam chodziło - wspomina Ziobrowski. - Przecież to o nią strajkowała stocznia.

Trzeba było wracać do Wrocławia. Ale kierowca ze skodą zagubił się. W końcu wojewoda gdański dał im samochód z kierowcą. Pruł jak szatan. Do Wrocławia dojechali o 4 rano.

Ziobrowski wrócił do PKS. Potem poszedł do domu przespać się. Kiedy wstał, dowiedział się, że MKS przeniósł się na plac Czerwony. Zajrzał tam.

- Już myśleliśmy, że cię zgarnęli - usłyszał od kolegów z MKS. - Trzeba brać się do roboty.
Tekst porozumienia z podpisem Anny Walentynowicz zachował się do dzisiaj. Jest w zbiorach Ossolineum.

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy aby zostać taksówkarzem, potrzebne są specjalne szkolenia i egzaminy?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.