Dawno już nie toczyły się w Sejmie tak żywe debaty, jak w tym tygodniu. Co wywołało emocje polityków Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości?
Ano, nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Ustawę znowelizowano głosami posłów PO i SLD. Gorąco było tym bardziej, że w tym roku upływa kadencja obecnego prezesa Instytutu - Janusza Kurtyki.
Oto najważniejsze zmiany, jakie wprowadzono:
- Zastąpiono 11-osobowe Kolegium IPN Radą składającą się z 9 członków. Powołanie i odwołanie prezesa IPN Sejm ma przyjmować zwykłą większością głosów, a nie jak teraz - większością 3/5;
- Instytut ma pokazywać zainteresowanemu oryginały akt służb specjalnych PRL na jego temat, nie zachowując zasady "anonimizacji" danych osobowych.
Do tej pory "anonimizowano" dane osób trzecich występujących w tych dokumentach; każdy będzie miał prawo dostępu do własnej teczki (także tajni współpracownicy, którzy dotąd swoich teczek nie mogli oglądać).
Ponadto osoba, która nie była pracownikiem lub agentem służb specjalnych, może zastrzec informacje dotyczące jej pochodzenia, przekonań religijnych, przynależności wyznaniowej oraz dane o stanie zdrowia, życiu seksualnym i stanie majątkowym.
Profesor Włodzimierz Suleja, szef dolnośląskiego oddziału IPN, nie chce komentować nowelizacji ustawy. Podkreśla, że politycy są od uchwalania prawa, a on ma je realizować. Niechętnie o zmianach mówi również profesor Leon Kieres - pierwszy prezes IPN, a obecnie senator Platformy Obywatelskiej z Wrocławia.
- Przyjąłem zasadę, że nie wypowiadam się o Instytucie - podkreśla wrocławski senator. - Tym bardziej jest mi niezręcznie, że podczas dyskusji odwoływano się do sposobu kierowania Instytutem w czasie, gdy byłem jego prezesem. Na przykład poseł Arkadiusz Rybicki, zarzucając Januszowi Kurtyce upolitycznienie IPN, pokazywał drogę jego postępowania po moim odejściu.
Dlatego profesor Kieres nie komentuje likwidacji Kolegium IPN i powołania w jego miejsce Rady, a także zmiany sposobu wybierania prezesa Instytutu. Dodaje jednak, że wbrew temu, co mówią posłowie PiS, w Instytucie przez ostatnie pięć lat kolejki wcale się nie zmniejszyły.
Powoływanie się na Instytut Gaucka jest nieporozumieniem, ponieważ tam czeka się do trzech lat na dokumenty.
- A co do reszty? Powiem tylko, że już w 2005 roku przygotowałem wspólnie z profesorem Rzeplińskim propozycję ujawniania akt osób, które miały kandydować do funkcji publicznych - mówi Kieres. - Miało to wyglądać w ten sposób, że kandydat wyrażałby zgodę na dostęp do materiałów na jego temat. Inną sprawą byłoby ustalenie, o jakie funkcje publiczne chodzi. Czy od kandydata na dyrektora biblioteki gminnej wzwyż, czy może od kandydatów na wójtów czy burmistrzów do najważniejszych funkcji w państwie.
Znacznie bardziej rozmowny jest małopolski poseł Prawa i Sprawiedliwości - Arkadiusz Mularczyk. W poprzedniej kadencji Sejmu był on autorem ustawy lustracyjnej, która w zdecydowany sposób zmieniała zadania IPN. Mularczyk jest przeciwnikiem nowelizacji ustawy. Uważa, że Platforma Obywatelska, ręka w rękę z lewicą, wprowadziła zmiany, które prowadzą do ubezwłasnowolnienia, a w konsekwencji nawet do likwidacji IPN.
Zmiany bowiem powodują, że na wybór prezesa IPN nie będzie miała żadnego wpływu opozycja. Platforma może przegłosować swoją kandydaturę zwykłą większością głosów. Podobnie może odwołać prezesa, który nie będzie się jej podporządkowywał. Nowa Rada dostała do ręki potężną broń - będzie miała decydujący wpływ na program prac IPN, a w grę przecież wchodzą duże pieniądze i godzi to w prezesa Instytutu, który ponosi odpowiedzialność budżetową.
- Niektóre zapisy są niemożliwe do zrealizowania - podkreśla Mularczyk. - Choćby opublikowanie w półtora roku 25 milionów jednostek archiwalnych! IPN zgromadził przecież 88 kilometrów akt! Wygląda to tak, jakby ktoś chciał odciągnąć pracowników Instytutu od ważnych z punktu widzenia interesów Polski prac i obarczyć ich obowiązkiem wklepywania do internetu numeru teczki, sygnatury akt i tytułu.
Małopolski poseł tłumaczy, że opublikowanie jednostek archiwalnych wcale nie oznacza otwarcia archiwów, a jedynie upublicznienie "spisu treści", a więc listy dokumentów przechowywanych w Instytucie. I zwolennicy, i przeciwnicy nowelizacji ustawy o IPN mówią o interesie Polski, upolitycznianiu Instytutu, grze teczkami. Jedno jest pewne - Platformie zależy na czasie. Tak, by nowelizacja weszła w życie przed tegorocznym wyborem nowego prezesa Instytutu.
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.