Olga Bończyk: "Cisza bardzo boli"

    Olga Bończyk: "Cisza bardzo boli"

    Robert Migdał

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z Olgą Bończyk, pochodzącą z Wrocławia aktorką znaną z serialu "Na dobre i na złe", którą wychowywali niesłyszący rodzice, rozmawia Robert Migdał
    Jakie trudności mają niesłyszący rodzice, którzy wychowują słyszące dzieci. Pani wychowywała się w takim domu...
    To sytuacja bardzo trudna i zawsze ciąży na rodzinie. Zamienia się bowiem w pewnym stopniu rola opiekuna. Pamiętam to ze swojego dzieciństwa: od najmłodszych lat razem z bratem byliśmy dla naszych rodziców łącznikiem pomiędzy światem ciszy a światem słyszących. To rodziło wiele problemów.


    Jakie to były problemy?
    Jak w każdym domu my też mieliśmy telewizor, ale rodzice nie mogli z niego korzystać w pełni. Nie słyszeli dźwięku, a obraz niewiele im mówił. Dlatego ja i mój brat tłumaczyliśmy symultanicznie rodzicom filmy, dziennik telewizyjny, różne programy - żeby mogli je zrozumieć. W życiu codziennym załatwialiśmy razem z rodzicami wszystkie sprawy biurowe, urzędowe. Pamiętam, że jeszcze jako malutka dziewczynka byłam zabierana przez nich do lekarzy, do urzędów, by być ich tłumaczem. Uczestniczyłam w świecie, który nie dotyczy dziecka: niewiele rozumiałam z tego, o czym mówili dorośli.

    Spadła na Panią, na małe jeszcze dziecko, wielka odpowiedzialność.
    Niestety, tak. Bo to, co rodzice zrozumieli ze spotkania z urzędnikiem i czy sprawę udało się pomyślnie załatwić, zależało przecież w dużej mierze ode mnie. Przejmowałam się tym tak samo jak rodzice, a czasem nawet czułam się winna, że jakiejś ważnej sprawy załatwić się nie udało. Rola tłumacza przypadała również w innych sferach życia. Na przykład, kiedy przychodziła do nas sąsiadka, to ja musiałam tłumaczyć mamie, co ona mówi... Przeszłam szybki kurs dorastania.

    Rodzice nie słyszeli od urodzenia?
    Moja mama straciła słuch, kiedy miała 17 lat. Zdążyła więc skończyć gimnazjum, zawsze bardzo dużo czytała. Całe życie walczyła, żeby nie dać się wyrwać z tego świata dźwięków. Otwierała przed nami normalny świat: wysłała mnie i brata do szkoły muzycznej, stawiała na nasz rozwój. Miałam szczęście, bo wiele osób niesłyszących nie zna świata dźwięków, więc gdy mają swoje dzieci, nie zdają sobie sprawy, co ich dzieci mogą stracić i co tracą: nie słuchając radia, muzyki, nie czytając książek...

    Tato stracił słuch bardzo wcześnie. Miał 5 lat. Dlatego pozostał w świecie ciszy i był osobą głuchoniemą. Gdybyśmy z bratem byli zamknięci w świecie ludzi takich jak mój tato, to obawiam się, że dorastanie i poznawanie świata dźwięków byłoby trudniejsze.

    Bo?
    Bo trudno jest dorastać w rodzinach, w których oboje rodzice nie słyszą. Najczęściej tacy rodzice są gorzej wykształceni, na co dzień niewiele czytają, a ich wiedza na temat dzisiejszego świata, kultury, polityki jest minimalna. W TV tłumaczeń migowych jest tak niewiele, że wiele spraw i tematów życia codziennego ich omija. Jeżeli rodzice są wykształceni, światli, oczytani, inteligentni - to dziecko automatycznie chłonie wszystko to, co daje im rodzic.

    Jeżeli rodzic tego nie ma, to świat jest również ubogi i zamknięty dla tego dziecka. I tak właśnie jest w wielu domach, w których rządzi cisza. Bardzo często takie dzieci są "upośledzone" w podobny sposób jak ich rodzice. Jedynie koledzy, szkoła, znajomi z podwórka potrafią wyciągnąć je z tego świata. A to bardzo trudne. Dzieci potrafią być bardzo okrutne. Ja w swoim dzieciństwie dostawałam sporo kuksańców tylko dlatego, że moi rodzice nie słyszeli. Czułam się dyskryminowana.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama