Sam w to nie mogę uwierzyć, że po dziesięcioleciach sukcesów i absolutnej dominacji schabowy znika z talerzy. Wszystkim niedowiarkom radzę zrobić test na sobie. Pytanie jest proste: kiedy ostatni raz jadłem schabowego i jak często go smażę w domu albo zamawiam w restauracjach. Ja sobie zrobiłem. Od paru lat staram się nie jeść dań z panierką i od wielu lat prawie nie jadam wieprzowiny. Z ostatnich badań, na które trafiłem, wynika, że w restauracjach i barach oraz hotelach Polacy z dań głównych najchętniej zamawiali pierś z kurczaka, stek wołowy, kaczkę i polędwicę wieprzową.
Jako osoba upośledzona, ze skłonnościami do gromadzenia informacji nikomu niepotrzebnych, wygrzebałem w swoich papierach, że jeszcze w roku 1991 najchętniej spożywanym daniem w tej kategorii był oczywiście schabowy, a za nim… filet z indyka i zaraz zraz wołowy. Na samym dnie tych moich statystycznych danych z tamtych lat, a więc niekoniecznie wiarygodnych zbiorów, znalazłem pożółkły wycinek ze "Słowa Polskiego" z roku 1975, w którym czarno na żółtym było widać, iż absolutnym królem na polskich stołach jest schabowy: 78 proc. głosów, za nim kotlet mielony 23 proc., a na trzecim miejscu zraz zawijany 18 proc. Może tylko młodym dodam dla wyjaśnienia, że to były podstawowe i często jedyne dania w dziewięćdziesięciu procentach restauracji w Polsce.
Wróćmy do ostatnich badań z końca ubiegłego roku. Parę pozycji trochę Was zaskoczy. Przypominam, że są to dania zamawiane najczęściej w polskich restauracjach. Co ciekawe, właściwie od dziesięcioleci, a pamiętam to przecież doskonale, wśród przystawek królem był i jest nadal befsztyk tatarski. Między sałatkami na pierwsze miejsce wysunęła się zdecydowanie sałatka grecka z fetą. W zupach najbardziej trzymamy się polskiej kuchni i tradycji, bo bezapelacyjnym, liderem jest barszcz czerwony, ale przypomnijmy od razu, iż w minionych dziesięcioleciach wyprzedzały go na zmianę: rosół, żurek i nawet pomidorowa.
Teraz za barszczem jest cała rodzina zup grzybowych, najczęściej w restauracjach serwowanych w specjalnie wypieczonym chlebie. Tuż za nimi - krem pieczarkowy. Przypomnę, że najlepszy krem pod koniec lat 70. serwowała kuchnia hotelu starej, orbisowskiej, bez francuskich wspólników, Panoramy, jeszcze naprzeciwko Muzeum Architektury. Zostały nam już tylko desery i wygląda, że Polacy kompletnie zapomnieli o kisielach, budyniach, owocowych galaretkach, lodach i kompotach. W starych stołówkach jeszcze kompoty podają. W restauracjach dziś najczęściej na deser zamawiamy: tiramisu, gorący sernik z lodami i nie do uwierzenia - naleśniki!!!
Na finał zostawiłem sobie ciekawostkę. Dziś częściej podróżujemy samochodami niż koleją, ale kolej (PKP) przez lata na ten wybór sobie zapracowała. Teraz Wars wita Was. Co z tego warsowego menu dziś wybieramy? Jak dawniej, bo kolej jest muzeum PRL-u: na śniadanie jajecznicę, a na obiad schabowego. To są oczywiście preferencje podróżnych, ale menu nie daje dużego wyboru.