PGE Turów w przypadku zwycięstwa wciąż liczyłby się w grze o czwarte miejsce po sezonie zasadniczym. Gospodarze z kolei po czterech porażkach z rzędu muszą bić się, aby w fazie play-off w ogóle się znaleźć.
W pierwszej kwarcie oba zespoły grały falowo, a w ich poczynaniach mnożyły się błędy i niecelne rzuty. Mecz dobrze rozpoczął się dla gości, którzy po punktach Justina Graya i Konrada Wysockiego prowadzili 5:2.
Słupszczanie odpowiedzieli ośmioma oczkami z rzędu (10:5), ale pierwszą kwartę gospodarze wygrali jedynie 17:16. W barwach zgorzelczan w tym okresie bardzo dobrze prezentował się zwłaszcza Michael Wright, który zdobył 6 punktów.
W drugiej kwarcie obraz gry niewiele się zmienił. Po 16 min meczu obie ekipy miały na swoim koncie 6 strat. Goście ponadto grali na słabej skuteczności - zwłaszcza jeśli chodzi o rzuty z dystansu (2/12 po 20. min).
Mimo to wynik cały czas oscylował blisko remisu, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Za sprawą skuteczniejszej defensywy i lepszej skuteczności w ataku przyjezdnym udało się odskoczyć na kilka punktów i pierwszą połowę wygrać 34:31.
Głównie za sprawą punktów Wrighta, Krzysztofa Roszyka i Michała Chylińskiego w trzeciej kwarcie PGE Turów odskoczył na dystans 10 punktów (50:40) i do końca trzeciej kwarty mógł kontrolować grę. W ostatniej odsłonie zrobiło się jednak nerwowo. Częściej trafiali bowiem gospodarze i na 5 minut przed końcem za sprawą rzutów wolnych Tyrona Brazeltona przegrywali tylko 60:62.
Ten sygnał ostrzegawczy podziałał na gości, którzy odbudowali przewagę, ale do końca meczu nie mogli być pewni sukcesu. Na 10 sekund przed końcem dwa rzuty wolne wykorzystał Chyliński, w ostatniej akcji Cesnauskis spudłował z dystansu i PGE Turów ostatecznie wygrał 72:69.