To było w latach siedemdziesiątych. Na rozprawie we wrocławskim sądzie zjawiły się obie. Były świadkami powódki, czyli Magdaleny K.
Pan K., bohater tej historii, nie miał żadnych szans. Po zeznaniach bliźniaczek sąd orzekł rozwód z jego winy.
Maciej K. wyjechał nad Bałtyk zaraz po ślubie z Magdą. Miał zarobić na podróż poślubną do Wenecji. Tak się złożyło, że po tygodniu od zawarcia małżeństwa spakował plecak, pocałował ukochaną i pojechał do nadmorskiego uzdrowiska. Pracował jako ratownik.
Spacer po plaży
Bliźniaczki poznał na stołówce. Dorabiały sobie w sezonie jako kelnerki. Jego stolik obsługiwała ta ładniejsza - Ola.
Druga, Ala, miała inny rewir. Na szczęście - pomyślał Maciek, bo dziewczyna nie dość, że miała bliznę po operacji zajęczej wargi i lekkiego zeza, to jeszcze jakoś tak dziwnie na niego patrzyła swoimi małymi świdrującymi oczami. A Ola była naprawdę warta grzechu.
Teraz sam nie wie, jak to się stało, że już po tygodniu zaprosił ją na romantyczny spacer po plaży. Przecież tęsknił za żoną. Dzwonił do Magdy codziennie. Może tak bardzo mu jej brakowało, że ...
To stało się w nocy. Ola po prostu weszła do jego pokoju i wsunęła się pod kołdrę. Nie zapalił światła.
Nazajutrz, gdy się zbudził, jej już nie było. A przy śniadaniu, podając mu chleb i serek topiony, położyła przy talerzu kartkę papieru: "To była pomyłka. Przepraszam. Ola".
Odetchnął z ulgą. Miał wyrzuty sumienia i chciał jak najszybciej zapomnieć o tej letniej przygodzie, wrócić do Magdy i wziąć ją w ramiona.
Po roku
Właśnie się pakowali i mieli razem wyjechać w góry na weekend. Magda wyjęła pocztę ze skrzynki w korytarzu. Trzy przesyłki. Kartka od cioci, druga od koleżanki z liceum i koperta. Rozerwała ją i przeczytała kilka pierwszych zdań: "Maćku. Wiem, że będziesz w szoku, ale masz syna. Ślicznego. Dobrze się stało, że ma urodę po Tobie, a nie po mamie".
Przeczytała ten list. Wiedziała, że nie powinna, ale po takim wstępie nie myślała już o zachowaniu tajemnicy korespondencji. Czytała dalej.
Wiesz, Maćku, tak to bywa między bliźniaczkami jednojajowymi
Jakaś Ola informowała w nim Maćka, że jej siostra Ala urodziła synka i że dziecko nie ma zajęczej wargi, jest zdrowe i piękne, ma czarne, kręcone włosy i zielone oczy po tatusiu. Potem kilka słów wyjaśnienia. "Widzisz, tej nocy to nie ja, a Ala weszła do Twojego pokoju. Bardzo jej się podobałeś, a wiedziała, że lecisz na mnie. Więc się umówiłyśmy, że ja cię zaciągnę do łóżka, a ona potem do niego wskoczy. Wiesz, tak to bywa między bliźniaczkami jednojajowymi".
Koronny dowód
List był koronnym dowodem w sprawie rozwodowej. Magda nie wybaczyła Maćkowi zdrady. I było jej wszystko jedno, z kim to zrobił w tydzień po ślubie. Z Olą czy z Alą, z brzydką czy z ładną...
Zresztą okazało się, że obie nie są głupie i gdy do nich pojechała do Gdańska (adres podała w liście Ola), zgodnie ustaliły, jak wybrnąć z tej sytuacji. Magda nie chce Maćka i zażąda rozwodu. Ola też nie chce Maćka, ale żal jej Ali... A Ala chce, by jej synek miał tatusia.
Żadna z trzech dziewczyn nie zapytała Maćka, czego on chce. A on wtedy chciał tylko, by Magda mu wybaczyła tę jedną noc w uzdrowisku. Nic więcej.
To nie bajka
W życiu nie wszystko kończy się tak dobrze, jak w bajce. Tym razem też tak było. Maciek stracił ukochaną żonę. Ala zażądała od niego alimentów na dziecko. Gdy je zobaczył, niepotrzebne były badania potwierdzające jego ojcostwo. Mały był bardzo do niego podobny. Płacił więc alimenty i kilka razy w roku jeździł do niego do Gdańska. A potem, gdy z drugą żoną miał już dzieci, jeździł do Gdańska coraz rzadziej.