Problem jednak w tym, że po porażce tydzień temu zawodnicy Śląska na pewno nie czują się psychicznie lepiej. Można nawet zakładać, że w najbliższą sobotę w pojedynku z Lechią Gdańsk będzie jeszcze gorzej, bowiem presja po blamażu z Jagiellonią jest znacznie większa. Kibice nie będą liczyli, ale żądali lepszej gry i wygranej.
- Nie uważam, że tak musi być - stwierdza na początku rozmowy trener Tarasiewicz.
Dalej jednak dodaje: - Piłkarze muszą się z tym oswoić. Ta presja nie dotyczy przecież tylko Śląska Wrocław. Poza tym, jeżeli oni mają presję przy 24 punktach, to co by było, gdybyśmy ich mieli 16 czy 17? Nie wolno szukać tego typu usprawiedliwień. Najlepszą rzeczą na taki stan ducha jest taka gra, jaką prezentowaliśmy przez większą część drugiej połowy z Jagiellonią. Czyli większa aktywność i bardziej agresywna gra w środku pola.
Śląsk nie ma wyjścia i jeżeli nie chce zanotować drugiej porażki z rzędu na własnym stadionie, musi zagrać inaczej niż z Jagiellonią. Inaczej, czyli zdecydowanie lepiej. Jest to tak oczywiste, że właściwie nie ma o czym dyskutować.
Problem jednak w tym, że sama świadomość i chciejstwo nie oznacza, iż musi być lepiej. Potrzebni są jeszcze odpowiedni wykonawcy, a okazuje się, że trener Tarasiewicz znowu będzie musiał myśleć o łataniu dziur w składzie. Tydzień temu nie mogli zagrać Antoni Łukasiewicz, Sebastian Dudek, Krzysztof Ulatowski i Tomasz Szewczuk. Na pewno po karencji za kartki z Lechią Gdańsk będzie mógł już zagrać Dudek. A co z pozostałymi?
- Krzysiek trenuje, ale nie doszedł jeszcze całkiem do siebie. Tomek też jest już w treningu. Antek natomiast w środę przerwał trening, bo odczuwa ból przywodziciela. Zobaczymy, jak się to ułoży. Pod największym znakiem zapytania stoi jednak występ Antka Łukasiewicza - opowiada Tarasiewicz.
Jeżeli okaże się, że Łukasiewicz nie będzie mógł zagrać i biorąc pod uwagę fakt, że Ulatowski dopiero wznowił zajęcia, Śląsk może znowu mieć problemy ze środkiem pola. Co prawda będzie do dyspozycji trenera Dudek, ale jest to gracz o predyspozycjach bardziej ofensywnych od wspomnianej dwójki. Trzeba też jeszcze do tego dodać problemy zdrowotne Piotra Ćwielonga, który już z Jagiellonią grał z bólem. W tygodniu skrzydłowy Śląska trenował indywidualnie, ale czy będzie gotowy do występu przeciwko Lechii, okaże się zapewne dopiero w piątek.
Jeżeli oni mają presję przy 24 punktach, to co by było, gdybyśmy ich mieli 16 czy 17- Jak zagrać z Lechią, aby wygrać? Musimy zagrać, co graliśmy do tej pory, oczywiście poza meczem z Jagiellonią - odpowiada trener Śląska. Dalej sam zadaje sobie pytanie i odpowiada: - Co było naszym największym atutem do tej pory? Bardzo szybko odzyskiwaliśmy piłkę, bo ją atakowaliśmy. Musimy nie tyle poprawić naszą grę, ile odświeżyć. Musimy też podejmować więcej pojedynków jeden na jeden i po odbiorze piłki nie można jej tak szybko tracić, bo wtedy traci się dwa razy więcej siły.
Sobotni rywal Śląska Lechia też czuje niedosyt po pierwszych dwóch kolejkach wiosennych. Na inaugurację rundy gdańszczanie zremisowali na wyjeździe z Odrą Wodzisław 0:0, a tydzień temu również podzielili się punktami z Polonią Warszawa (1:1). W tym drugim pojedynku podopieczni Tomasza Kafarskiego prowadzili do przerwy 1:0, ale nie zdołali utrzymać prowadzenia do końca.
- Nas sama Lechia i jej wyniki nie interesują. My po prostu musimy się koncentrować na sobie i ten mecz wygrać - krótko stwierdza Dariusz Sztylka.
Warto jednak zwrócić uwagę, że Lechia jest jednym z tych nielicznych zespołów w naszej lidze, który lepiej spisuje się na boisku rywala niż u siebie (13 punktów u siebie, 15 punktów na wyjeździe). To jest tylko kolejny argument za tym, że o trzy punkty Śląskowi będzie niezwykle trudno.
Jednego można być w tej chwili pewnym - w sobotę na trybunach stadionu na Oporowskiej niezależnie od wyniku będzie panowała wspaniała atmosfera, bowiem kibiców Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk od ponad 30 lat łączy przyjaźń. Doping dla obu zespołów będzie gorący. Czy dostosują się do tego piłkarze?