Są one bardzo zróżnicowane. W tych grupach najwięcej mogą zarobić znani artyści, prawnicy, właściciele dobrze prosperujących firm, niektórzy przedstawiciele handlowi, specjaliści.
Najmniej płaci się sprzedawcom, magazynierom, specjalistom od obsługi klienta. Kasjer w supermarkecie może zarobić ok. 2000 złotych miesięcznie brutto, sprzedawcy w mniejszych sklepach ok. 1500-1600 zł.
Nic więc dziwnego, że do tych ostatnich zawodów niewiele osób się garnie. W handlu brakuje pracowników, a przez to ci, którzy są zatrudnieni muszą pracować ciężej. W handlu i usługach, według różnych szacunków, pracuje około 2 mln osób - połowa w sklepach, z czego ok.
9 proc. w sieciach.
Wiele osób próbuje samemu prowadzić biznes. Dochody w większości z nich, prowadzących małe jednoosobowe firmy, też nie są oszołamiające.
Z reguły nie stać ich również na zapewnienie godziwych wynagrodzeń swoim pracownikom. Z reguły proponuje im się prace na umowę-zlecenie lub samozatrudnienie. Wszystko dlatego, aby zaoszczędzić na składkach ubezpieczeniowych, które w Polsce są bardzo wysokie. Do tego dochodzą biurokratyczne przepisy, niekompetencja urzędników, a ostatnio, co również dało się odczuć we Wrocławiu - gwałtowny wzrost opłat za użytkowanie wieczyste. Z tego ostatniego powodu niektórzy przedsiębiorcy zamierzają opuścić Wrocław. Jest tu dla nich za drogo.
Najmniej płaci się sprzedawcom, magazynierom, kasjerom.
Mimo tych wszystkich problemów i niedogodności większość małych przedsiębiorców nie wyobraża sobie przejścia do pracy najemnej. Właścicielka małego zakładu kosmetycznego w niewielkim dolnośląskim mieście może osiągnąć 4000-5000 złotych brutto dochodu. Jak sama nam powiedziała, otrzymanie takiej płacy w jakiejś firmie byłoby w jej wypadku niemożliwe. Rozwijając firmę tworzy się też majątek, który będzie przecież kiedyś można sprzedać.