Ważne
    Półtora miliona ludzi odwiedziło Wrocław w sto dni

    Półtora miliona ludzi odwiedziło Wrocław w sto dni

    Cezary Kaszewski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    60 lat temu, po trzech latach odbudowy, potwornie okaleczone miasto wracało do życia. Wystawa Ziem Odzyskanych we Wrocławiu była przedsięwzięciem bez precedensu. Przyjechał na nią nawet Pablo Picasso.
    - Pamiętam kontrasty: wagon kolejowy nieopodal Hali Ludowej, a po drugiej stronie ul. Wróblewskiego, w sektorze obok zoo, pokazy zwierząt gospodarskich - przypomina prof. Ryszard Badura, pionier Wrocławia, wieloletni rektor Akademii Rolniczej. Hodowcy z Dolnego Śląska chlubili się swoimi krowami, owcami, kozami. Pokazywano co bardziej dorodne świnie. Studenci sprzedawali papierosy, które nosili na tackach przywieszonych u szyi. Pojawia się egzotyczne w owym czasie kakao.
    - Mało kto pamięta, że w Hali Ludowej Opera Bytomska wystawiała "Aidę"- uzupełnia profesor.

    Alicja Zahaczewska, przyszła żona profesora, pracowała na stoisku z kryształami. Miała wtedy 22 lata, studiowała na Akademii Medycznej i sprzedawała wyroby huty Julia ze Szklarskiej Poręby. Pisze w liście do Ryszarda Badury, narzeczonego: "Mój pawilon łatwo znaleźć. Ma szklaną wieżyczkę, fontannę z żabami i numer 11".
    - Za pierwsze w życiu zarobione pieniądze kupiłam sobie torebkę - wspomina.

    "Istnieją wystawy, które są kłamstwem. Czyta się to wtedy w oczach ludzi. Tutaj, ludzie i wystawa tworzą krąg prawdy" - taką opinię Pierre'a Seghersa, francuskiego literata i wydawcy, uczestnika Światowego Kongresu Intelektualistów, odnotowano we wrześniowym numerze informatora WZO.
    Wrocławscy strażacy Jan Popławski i Stanisław Włosek przez cały czas trwania wystawy, w samo południe, z wieży wrocławskiego ratusza grają "Rotę". Słuchacze w myśli dopowiadają: "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród". Niejedna wtedy łza spłynęła. Na samych terenach wystawowych wokół Hali Ludowej przetaczają się od rana do wieczora tłumy. Drugiego dnia zwiedza ją ponad 55 tysięcy osób.
    Na czas wystawy nie obowiązywały dni bez mięsa i bez ciastek.
    Po trzech latach odbudowy, w domach się nie przelewa, produkty żywnościowe racjonowane są na kartki. Ale... przez ponad trzy miesiące, od 21 lipca 1948 roku do końca października w stolicy Dolnego Śląska nie obowiązują dni bezmięsne i bezciastkowe. "Dozwolony jest obrót mięsem i wyrobami cukierniczymi bez ograniczeń" - donosi "Słowo Polskie" 3 lipca 1948 r.
    Biuro wystawy liczy pięć osób i mieści się przy ul. Kościuszki. Na odbudowę i uporządkowanie Wrocławia przed wystawą, wyasygnowano z budżetu centralnego 113 mln zł.

    Jesienią 1947 roku przygotowania do WZO ruszają pełną parą. Pawilon Przemysłowy powstaje w tak niewiarygodnym tempie, że pod koniec budowy obserwują go tłumy wrocławian. Przypomina to seans filmowy. "Pojęcie czasu jest jednak bardzo rozciągliwe. Jadąc rano do pracy, obserwowaliśmy jakąś mizerną dłubaninę w ziemi, wieczorem zarysowywały się już śmiało fundamenty. I oto, jak grzyby po deszczu, zaczęło wyrastać miasto domów i wież o najdziwniejszych kształtach. Romby, trapezy, kule, obeliski, elipsy, sześciany; fantastyczny ogród księżycowy szybko nabierał wyrazu i treści. Praca trwa 24 godziny na dobę. Ludzie chwieją się ze zmęczenia, oczy mają czerwone z bezsenności" - relacjonuje Kazimierz Mierzeja na łamach "Słowa Polskiego" (21 lipca 1948).
    1 3 4 5 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo