Gdyby każdy uczeń z Dolnego Śląska wpłacił złotówkę, to w ciągu 2-3 lat udałoby się uratować wszystkie polskie groby zostawione na Kresach - uważa Grażyna Orłowska-Sondej, dziennikarka TVP Wrocław
Urlop z rodziną czy wyjazd z telewizyjną ekipą na Wschód - co Ci się zdarza częściej?
Najczęściej spędzam urlop na Wschodzie... Mam 6 tygodni wakacji, z czego w tamtym roku 5 spędziłam, pracując na polskich cmentarzach na Ukrainie, a tylko tydzień na wypoczynku z moją rodziną.
Twój mąż twierdzi, że żyjesz dla Wschodu - większość sił, energii i zarobionych pieniędzy przeznaczasz na wyjazdy tam.
To prawda. Telewizja Polska od dawna nie finansuje moich programów związanych z tym. One od początku ukazują się dzięki ofiarności sponsorów. Za pobyt tam płacimy dzięki tym środkom, no i z własnych pieniędzy. Gdybyśmy tego nie robili, programy nie powstawałyby w ogóle.
A nadaliśmy już ponad 400 reportaży ze Wschodu! Za kilka godzin jedziemy tam w naszą 121 podróż.
Wspomniałaś, że wiele czasu spędzasz na remontowaniu polskich cmentarzy na dawnych Kresach Wschodnich. Właśnie wystartował wymyślony przez Ciebie program, dzięki któremu chcesz uratować prawie 50 polskich nekropolii, które popadają w ruinę.
Od ponad 10 lat pracujemy na kresowych cmentarzach, znamy je dobrze - szczególnie te na Ukrainie. W wielu miejscowościach, gdzie są porzucone, ograbione i zdewastowane mogiły, w ogóle nie ma już Polaków. Kto więc ma ratować te cmentarze? Przecież nie Ukraińcy. Najpierw te nekropolie filmowałam i pokazywałam, bo nie było możliwości ich ratowania. Teraz tam przyjeżdżam, a tabliczki są nie do odczytania, groby się zapadły - nie odtworzymy już tego. Jeśli więc teraz czegoś szybko nie zrobimy, nie będzie czego ratować. Państwo polskie nie ma pieniędzy na ten cel. Są jakieś drobne środki, ale przeznacza się je głównie na groby wojskowe i na cmentarze, które już są muzeami, czyli zabytkami, a więc Łyczaków w Lwowie, cmentarz na Rossie w Wilnie, cmentarz grodzieński, Kalwaria Mińska. Ale takich zabytkowych nekropolii jest o wiele więcej. Razem z widzami mojego programu wytypowaliśmy 46 takich miejsc na Wschodzie. Zresztą, ciągle ktoś podpowiada nowe... Jak obliczył kiedyś wrocławski pisarz, Staszek Srokowski, na Dolnym Śląsku mieszka około miliona osób, które mają korzenie kresowe. Gdyby każdy uczeń z regionu wpłacił tylko jedną złotówką na ratowanie grobu pradziadka - jeśli nie swojego, to kolegi - udałoby się nam uratować wszystkie te miejsca w ciągu 2-3 lat. Sami do tej pory wyremontowaliśmy 11 cmentarzy. A przy tej okazji będzie to dla młodych ludzi wielka lekcja historii i patriotyzmu oraz możliwość poznania korzeni swojej rodziny. Wśród tych, którzy z nami pracowali już w poprzednich latach, 90 procent miało korzenie kresowe. Młodzież mało wie o Kresach Wschodnich - przecież od czasów II wojny światowej była wielka luka w podawaniu wiadomości na ich temat.
Używasz słowa "patriotyzm" w odniesieniu do młodzieży. Kultura masowa nie bardzo je lubi. A Ty chcesz uczyć patriotyzmu. Dlaczego sądzisz, że to może się udać?
Jeżdżę na Wschód z młodymi ludźmi od lat. Oni są uprzedzani, że to nie będzie wyjazd rekreacyjny. Nie znam nastolatka, który wróciłby z tych pracowitych wakacji niezadowolony. Wielu odkrywa groby przodków. Poza tym spotykają się z Polakami, którzy tam zostali. To niezwykle wzruszające chwile. Staruszkowie patrzą na młodych Polaków, którzy remontują groby ich bliskich. Potem przychodzą, dziękują, kłaniają się nisko. Dla tych podziękowań, dla tych wzruszeń młodzi tam jadą. I, wierz mi, pamiętają to wszystko. Najlepiej o skuteczności tego, co robimy, świadczy taki przykład: nauczycielka z gimnazjum w Łagiewnikach zawiozła swoje uczennice na cmentarz w Żytomierzu, żeby popracowały. Potem mówiła mi: "Ja je kilka lat uczyłam patriotyzmu, odpowiedzialności, historii. Ale dopiero tutaj zobaczyłam, że je tego nauczyłam skutecznie, że się udało".
"Zbiera na cmentarze na Wschodzie, zamiast pomagać żywym tu na miejscu". Jesteś przygotowana na takie głosy?
Ale ja żywymi na miejscu też się interesuję. Od wielu lat pomagam im każdego tygodnia, organizuję dla nich pomoc przy okazji mojego programu w telewizji. Gdy robimy akcje charytatywne, zbieramy paczki z okazji świąt, ludzie zawsze mają bardziej otwarte serca dla tych na Wschodzie. Uprzedzam, że część darów rozdamy potrzebującym na Dolnym Śląsku. Mamy też dyżur reporterski, porady prawnika - sami to organizujemy. A poza tym organizacji, które tutaj, na miejscu pomagają biednym, jest kilkaset. Tych, którzy jeżdżą na Wschód i remontują tam polskie cmentarze, nie ma w ogóle...
Może to zabrzmi głupio, ale właściwie dlaczego to robisz?
Dlatego, że świetnie znam Kresy i je kocham. Jeżdżę tam od 19 lat. Znam też ludzi, widzę, co tam się dzieje. Bardzo mi żal, że polska kultura popada w ruinę, polskie kościoły, cmentarze, pomniki naszej historii, które budowano przez 6 wieków. A my nie reagujemy! Trzeba coś z tym robić. Potrzebne są choćby małe kroczki. Na cmentarzu w Żytomierzu odkryliśmy mogiłę rodziców Ignacego Paderewskiego, umieściliśmy tam tablicę. Kolejny przykład - wujostwo Stanisława Moniuszki - w ich grobie nocował pies, kości były rozrzucone, a trumna rozwalona. Uratowaliśmy to, wyprawiliśmy im drugi pochówek. Wiele takich grobów uratowaliśmy przed unicestwieniem. Przecież te pomniki polskiej historii przestaną istnieć. Nie możemy o nich zapomnieć!
Nie zapomnijmy, bo kiedyś i o nas zapomną - to chcesz powiedzieć?
Już Mickiewicz powiedział : "Jeśli ja zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie". Tak nam groził palcem. Ale pamiątki po Mickiewiczu też są zaniedbanie. Choćby grób Maryli Wereszczakówny. Może by ci, co tak Mickiewicza wielbią, pojechali tam i coś zrobili? Kresy to kolebka polskiej kultury, nauki. Zależy mi szczególnie na cmentarzach, bo ludzie tam rzadko już mówią po polsku. Jak odejdzie to pokolenie, już tylko kamienie będą mówić w naszym języku. A co mówi po polsku? Cmentarze - tylko tam zostaną ślady kultury polskiej. Ale dla mnie w ogóle cmentarze są bardzo ważne. Zawsze zaczynam oglądanie miasta właśnie od nich. Od razu wiem, że tam żyli Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Rosjanie itd. To mi mówi, gdzie właściwie jestem. Boli mnie tylko jedno - w czasie, gdy tam jeżdżę, zmarli mi rodzice. I nigdy 1 listopada nie pojechałam do nich na grób. Bo zawsze wtedy byłam na Wschodzie albo stałam z puszką i kwestowałam na rzecz kresowych cmentarzy.
Jak odejdzie to pokolenie, już tylko kamienie będą mówić w naszym języku.
Jak rozumiem, Twoi rodzice też pochodzili ze Wschodu?
Skądże znowu! Czy trzeba mieć korzenie kresowe, by pokochać tamtą Polskę? Moi rodzice byli wiejskimi nauczycielami we wsi pod Lublinem. Zaszczepili mi miłość do poetów, pisarzy i do Kresów Wschodnich. Pomogło też to, że od 30 lat pracuję z ludźmi, którzy pochodzą ze Wschodu. Oni opowiadają mi swoje historie. To było dla mnie egzotyczne. Potem, gdy zaczęłam tam jeździć, poczułam się jedną z nich. Można powiedzieć, że ja się nawróciłam na Kresy Wschodnie.
Gdy Cię słucham, odnoszę wrażenie, że dla Ciebie to forma uzależnienia - od Wschodu.
Każdy ma swoje uzależnienia. Ja mam akurat takie. Będę tam jeździć, bo wiem, że oni na mnie czekają.