Grupa mieszkańców miasta może wyrażać swoje przekonania i ufundować pomnik upamiętniający ważne dla niej wydarzenie lub osobę. Ale reszta z nas ma prawo żyć w pięknym mieście.
I choć wielu ekspertów ostrzega, że powinniśmy się zastanowić, czy aby nie mamy już wystarczająco dużo monumentów, to jestem daleki od odmawiania komukolwiek prawa do manifestowania tego, w co wierzy. We Wrocławiu znajdzie się miejsce dla uczczenia pomnikiem tych, co podnosili nasze miasto z powojennych gruzów, ale i dla najwybitniejszych naukowców z naszego miasta - tych, którzy za swoją pracę dostali Nagrodę Nobla. Choć może w tym ostatnim przypadku nie wszyscy zasługują, by im dziś stawiać pomniki.
Ale nie o to chodzi. Nie chcę wdawać się w dyskusję o tym, kto zasługuje na monument, kto na tablicę pamiątkową, a kto na zapomnienie. Chodzi o to, by symbolicznej treści nadać właściwą formę.
Potrafię zrozumieć tych, którzy twierdzą, że forma przedstawienia Bolesława Chrobrego na cokole przy Renomie mu uwłacza. Pierwszy król Polski był władcą wielkim i zasługuje we Wrocławiu na podziw, choćby za to, że mamy tu biskupstwo. Ale ponieważ sam pomnik do urodziwych nie należy, spora część z nas się z niego podśmiewa. Co pamięci Chrobrego uwłacza.
Kluczowe w dyskusji o wrocławskich pomnikach jest nie tylko komu, ale jak oddajemy cześć. Parowóz upamiętniający kolejarzy świetnie będzie wyglądał obok dworca czy Pafawagu, ale nie pod katedrą. A aniołki dobrze zaprezentują się na Ostrowie Tumskim, ale już koło Hali Ludowej - nie za bardzo. Trzeba więc uważnie wybierać, co gdzie stawiamy. I ewentualnie przenieść część z tych pomników, które gryzą się z budynkami wokół siebie, w miejsca, gdzie nie będą się tak rzucać w oczy.