Jeszcze nie jest tak dobrze, że wszyscy na świecie wiedzą, gdzie leży Polska. Ciągle jeszcze tak z pół świata kojarzy nas z białymi niedźwiedziami i sąsiedztwem Syberii. Właściwie, śledząc tylko tegoroczne prognozy pogody (które, jak na złość, ciągle i złośliwie ostatnio się sprawdzają) i to, co za oknem, trudno wspomnianej połowie świata odmówić racji.
Ale jeżeli tak, to dlaczego w kraju "wiecznych śniegów" plackiem leżą sporty zimowe? Dlaczego kolejne zimowe igrzyska olimpijskie podniecają tylko komentatorów sportowych TVP? Na marginesie: Panie Redaktorze Naczelny! Proszę zauważyć, ze nie czepiam się akurat słowotwórczych i językoznawczych wygibasów kolegów komentatorów, zwracam tylko uwagę na ich niczym nieuzasadnione chciejstwo.
Wracam do naczelnego wątku.
W Vancouver zimowi sportowcy spotykają się 21.
raz w historii. Jak dotąd Polacy zdobyli 9 medali. Jeden krążek na co drugich igrzyskach. Przerażająco niewiele, jak na kraj "białych niedźwiedzi". I dlatego tym bardziej mi przykro, gdy czytam w sieci: "Spośród 47 polskich sportowców, którzy pojechali na igrzyska do Vancouver, tylko trójka ma szansę przywieźć z zawodów medale. Pozostali cieszą się nawet z miejsc w trzeciej dziesiątce. Maciej Ustynowicz po swoim biegu w rywalizacji panczenistów na 500 m cieszył się, jakby wygrał. Ostatecznie zajął 22. miejsce" (gazeta.pl). W chwili, gdy to piszę, ze wspomnianej trójki jeden (Małysz) medal zdobył, Justyna Kowalczyk była 5. i Tomasz Sikora raz 29., drugi raz 18. Reszta na wspomnianych 22. miejscach i dalej.
Przepraszam. Ewelina Staszulonek z MKS Karkonosze Jelenia Góra zajęła 8. miejsce w konkurencji jedynek (sanki). I prawdę powiedziawszy, to ona swoim występem najbardziej mnie ujęła i rozgrzała na tej olimpiadzie. Jej klubowy kolega Maciej Kurowski zajął miejsce 23. Kurowski jest jednym z trójki (!!!) seniorów uprawiających saneczkarstwo. Latem dorabia jako kelner. Fajnie.
Spośród 47 polskich sportowców, którzy pojechali na igrzyska do Vancouver, tylko trójka ma szansę przywieźć z zawodów medale.
Gdzie jest pies pogrzebany? Myślę, że w Chinach. Po 46 latach hegemonii chińscy łyżwiarze figurowi zdetronizowali Rosjan w parach sportowych. Niewielu się jednak dziwi, skoro w Rosji państwowe dotacje odcięto, a lodowiska zamieniono na samochodowe komisy. Odwrotnie niż w Chinach. I to jest pewnie podstawowa odpowiedź na pytanie, dlaczego igrzyska zimowe nie grzeją Polaków. Chociaż mój przyjaciel, też kibic, ma swoją teorię. - Nie ma po co oglądać! Wszyscy zwycięzcy, i nie tylko oni, są na koksie. Inaczej wygrywać się nie da.
- A kontrole? A upuszczanie krwi na chwilę przed treningiem? A polowanie na sportowca? Przecież od tego nie da się uciec!
- Uciec się nie da. Ale da się wyprzedzić.
- I o to chodzi.
- Nie zrozumiałeś. Da się wyprzedzić kontrolę antydopingową...