Beata Kempa, posłanka PiS z Dolnego Śląska, członkini sejmowej komisji śledczej ds. hazardu, opowiada, dlaczego nie przeszła na "ty" ze Zbigniewem Chlebowskim i czemu przez posła Mirosława Sekułę nic nie je cały dzień.
Wyrasta Pani na gwiazdę komisji śledczej... To teza pana redaktora (śmiech). Pewnie to wrażenie stąd, że od pięciu lat dostaję różne zadania: a to zajmowanie się ustawą o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a to praca w komisji śledczej w sprawie zbadania okoliczności śmierci byłej posłanki Barbary Blidy i teraz afera hazardowa. To wszystko są wydarzenia medialne. Osoby, które zostały oddelegowywane do tych prac, siłą rzeczy częściej są pokazywane w mediach.
Ale ja nie czuję się gwiazdą medialną, gwiazdą tej komisji. Mam 44 lata, to jest już słuszny wiek: czas już niedługo być babcią, więc bycie gwiazdą zarezerwujmy dla młodszych.
Niech Pani nie przesadza z tym wiekiem. 44 lata to nie tak wiele: kobieta jest w pełni sił, tryska energią. Niektórzy mówią, że jest Pani bulterierem PiS-u, wilczycą, która rzuca się do gardła przeciwnikom politycznym. To strasznie złośliwi ludzie mówią.
No, na biednego premiera Donalda Tuska rzuciła się Pani w czasie przesłuchania. Gdzie ja się tam na niego rzuciłam? (śmiech). Żadnej mu krzywdy nie zrobiłam.
A te docinki, ostre wymiany zdań? Powiedziała mi Pani kiedyś, że "niekiedy nie potrafi się ugryźć w język". W czasie prac komisji musi się Pani mocno hamować, żeby komuś nie wbić szpili? Czasami jest mi ciężko, bo mam taki temperament, że jak mnie coś gryzie, to od razu to mówię. A potem strasznie żałuję, że za dużo powiedziałam. Ale pracuję nad sobą. Czasami jest mi ciężko, bo mam taki temperament, że jak mnie coś gryzie, to od razu to mówię.
To kiedy Pani "atakuje"? Buntuję się przeciwko nieróbstwu, głupocie, przeciwko kombinatorstwu i złodziejstwu. Wtedy mój poziom emocji jest wyższy. Bulterierem nazywają mnie oponenci polityczni. Ale to mnie nie denerwuje, bo wiem, że atakuje się mocniejszego od siebie, a nie słabszego. I im bardziej mnie atakują, tym bardziej czuję się mocna.
Wracając do premiera Tuska. Źle usłyszała Pani jego słowa i po sprawdzeniu stenogramów, po których okazało się, że nie ma Pani racji, potrafiła powiedzieć "przepraszam". Wiem, że to rzadkie u polityków, ale u mnie jest tak zawsze. Jak się pomylę, to przepraszam. Bo błędów nie robi ten, kto nie robi nic. Nie chcę oczywiście zrzucać tego, co się stało, na akustykę w sali kolumnowej, bo choć jest to prześliczna sala, to jednak słabo w niej słychać.
Nie usłyszałam więc słowa "nie", a tylko dotarły do mnie słowa - "poufne" i "kancelaria". Pan premier niepotrzebnie się zdenerwował całą tą sytuacją. Ale rozumiem go: był na dość wysokim poziomie emocji, stawał pierwszy raz przed komisją śledczą. Dlatego też nie buntowałam się, tylko prosiłam o odsłuchanie jego wypowiedzi. Swoją pomyłkę zrzucam na karb tego, że był to trudny dzień - 100 osób na sali, szum, premier podminowany, ja zmęczona.
Oj, widać po Pani to zmęczenie... Nasza praca jest ciężka, niekiedy śpimy po dwie godziny. Poprzedniego dnia też było kilkunastogodzinne przesłuchanie, setki dokumentów do przejrzenia. Proszę mi wierzyć: nie chciałam, żeby premier się denerwował w czasie przesłuchania. Wręcz przeciwnie: chciałam, żeby czuł się swobodnie.
Nie uwierzę, że chciała być Pani lekiem uspokajającym na jego skołatane nerwy. Naprawdę chciałam być jego walerianą (śmiech). Ale odsuwając żarty na bok, z prac tej komisji najbardziej wartościowy będzie materiał dowodowy w postaci protokołu przesłuchania, a te wszystkie elementy spektakularno-teatralne będą odstawione na bok.
Ludzi jednak te "elementy teatralne" bardzo interesują. Widać, że zmieniła Pani fryzurę - włosy blond na ciemniejsze. Nie można tego nie zauważyć. Nosi Pani garsonki w stonowanych kolorach. To tak specjalnie pod komisję śledczą? To poseł Sebastian Karpiniuk z PO powiedział, że zmieniłam kolor włosów "na występy w komisji". Ale on jest dużo młodszy ode mnie, więc trzeba mu wybaczyć, że jest mało spostrzegawczy. Bo fryzurę zmieniałam dużo wcześniej, niż wybuchła afera hazardowa.
Odchudza się Pani ze względu na komisję, żeby dobrze wyglądać w telewizji, która jak wiadomo, pogrubia? Nie pod komisję, ale przez komisję. Chudnę przez pana przewodniczącego Mirosława Sekułę, który wyznacza kilkugodzinne posiedzenia i nie mam szans na to, żeby dogadzać sobie jedzeniem. Na przykład w dniu, kiedy były przesłuchania premiera, nie zdążyłam nic zjeść. Zero kalorii. Buntuję się przeciwko nieróbstwu, głupocie, przeciwko kombinatorstwu i złodziejstwu.
Żeby tylko Pani nie zemdlała, siedząc przy tym wielkim stole. No właśnie. Właśnie wczoraj doszłam do wniosku, że to z mojej strony bardzo niepoważne zachowanie. Muszę bardziej dbać o siebie.
Ile już Pani schudła? Nie wiem, nie staję na wadze, bo nie mam jej w pokoju hotelowym.
Wagi Pani nie kontroluje, a ma Pani problemy z pamięcią? Czasami tak. W natłoku różnych zdarzeń, sytuacji, dokumentów - w takim tempie, w jakim teraz żyję, to może się zdarzyć, że coś mi wyleci z głowy.
Bo poseł Zbigniew Chlebowski mówił, że na wrocławskim lotnisku przeszedł z Panią na "ty", a Pani tego nie pamięta. To nieprawda, choć pan poseł zeznawał pod przysięgą. Ale mu odpuściłam (śmiech). Nie przechodziliśmy na "ty", bo jest przecież tak w zasadach savoir-vivre'u, że to kobieta powinna zaproponować mężczyźnie mówienie sobie "po imieniu", a ja nigdy panu Chlebowskiemu tego nie zaproponowałam.
W ogóle bardzo rzadko z kimkolwiek przechodzę na "ty", a jeśli już, to po dłuższej znajomości. Musiał mnie więc pomylić z kimś innym. Poza tym rzadko latam samolotem: boję się latać, bo mam lęk wysokości.
Sprawdziła już Pani w dyplomie z Wydziału Prawa i Administracji UWr: ma Pani wpisane prawnik czy też specjalista od administracji? Proponuje wejść na Wikipedię i sprawdzić, co oznacza słowo "prawnik". Odebrałam bardzo solidne wykształcenie na Uniwersytecie Wrocławskim. Poza tym poseł Kalisz z SLD, z którym jesteśmy z całkiem innej bajki, potwierdził moje słowa. Jestem prawnikiem i sprawa jest dla mnie zakończona.
Zastanowiła mnie wypowiedź Sławomira Nowaka z PO: "Pani Kempa ma szczególną miętę do mnie, więc odmówię sobie jej oceniania". Jaką to miętę czuje Pani do Sławomira Nowaka? Zdziwiłam się, kiedy to usłyszałam. Nie wiem, co to jest "czuć miętę do kogoś".
To to, że czuje się do kogoś słabość. O, to dziwne, bo nie znamy się tak dobrze z panem posłem Nowakiem. Już niedługo stanie przed komisją śledczą jako świadek. Zresztą na mój wniosek. Komisja też ściągnie bilingi telefoniczne pana Nowaka - też na mój wniosek.
Ale te Pani wnioski zostały zgłoszone właśnie po tej wypowiedzi "o czuciu mięty"? Nie, nie. Dużo wcześniej. A wracając "do mięty", nie życzę sobie żartów tego pokroju - jestem już żoną, matką, mam swoje lata i pan poseł Nowak powinien zachowywać się z respektem wobec mnie.Odebrałam bardzo solidne wykształcenie na Uniwersytecie Wrocławskim. Jestem prawnikiem i sprawa jest dla mnie zakończona.
Ta komisja to pewnie dla Pani wielki stres: godziny spędzone przed kamerami, reflektory non stop świecą po oczach. Jak Pani od tego odpoczywa, kiedy już wraca do pokoju hotelowego? Światło skierowane na nas powoduje, że cały czas mrużę oczy, żeby cokolwiek widzieć. Przez kilkanaście godzin - to koszmar. Ale jak już wracam do pokoju, to się cieszę, że mam wannę w łazience: napuszczam do niej dużo wody i wypoczywam. A potem dwie, trzy godziny snu. Jednak tak naprawdę to odsypiam dopiero w soboty i niedziele.
Czyli po zakończeniu prac komisji wyjedzie Pani na dłuuugi urlop? I to na całe dwa tygodnie. Wyłączę telefon i będę nieuchwytna.
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.