Z bronią w ręku okradają małe, osiedlowe sklepy. Bandyci znaleźli łatwiejszy cel niż banki z kamerami.
Nie ma tu kamer, nie ma ochrony. Na ulicy rzadko pojawiają się piesi, a sprzedawczyni jest w sklepie sama. Ma za to kasę wypełnioną gotówką. Wrocławscy przestępcy odkryli, że to łatwy cel.
Na Sępolnie mieszkańcy nie mówią o niczym innym. Uzbrojony przestępca od kilku tygodni napada na małe, osiedlowe sklepiki. Terroryzuje przerażone ekspedientki, zabiera pieniądze i wszystko, co jest pod ręką.
Bandyta był m.in. w sklepie u zbiegu ul. Kosynierów Gdyńskich i Monte Cassino. Ekspedientki, którą sterroryzował, nie zastaliśmy w pracy. Ale zastępująca ją koleżanka też nie kryje przerażenia. - Od te-go dnia, gdy do naszego sklepu wchodzi młody człowiek w czapce, moja pierwsza myśl brzmi zawsze: "Zaraz wyciągnie pistolet" - opowiada kobieta.
Ekspedientki z saloniku prasowego przy ulicy Celtyckiej na Kozanowie też świetnie wiedzą, co to strach. Był 12 stycznia, środek dnia, godz. 13.30, a one siedziały w sklepie we dwie. - Kończyłam już zmianę, koleżanka namówiła mnie na kawę - opowiada jedna z nich.
Gdy ją piły, do sklepiku wpadł mężczyzna. Miał ok. 30 lat, na głowie kaptur, twarz próbował zakryć szalikiem. Wygrażał nożem. - Niby mamy tutaj gaz do obrony, ale pojemnik leżał za daleko - opowiadają dziś ekspedientki. Szczęśliwie w tym przypadku policja zatrzymała sprawcę po kilkunastu minutach. Okazało się, że pistolet, którym straszył kobiety, był atrapą. Mężczyzna miał we krwi miał ponad 2 promile alkoholu.
Jerzego Laszczaka, byłego komendanta wrocławskiej straży miejskiej, a teraz właściciela firmy ochroniarskiej, to, że przestępcy przerzucili się z banków na małe sklepiki, wcale nie dziwi.
- Tam czują się bezkarni. Banki mają skomplikowane systemy ochrony i monitoring, to odstrasza - tłumaczy. - Samotna sprzedawczyni w osiedlowym sklepiku to łatwa ofiara. Nie ma się jak bronić. Jedyne, co może zrobić, to powiadomić policję. I to wtedy, gdy złodziej może być już daleko - dodaje.
Banki mają skomplikowane systemy ochrony i monitoring, to odstrasza. Przestępcy rzadziej napadają dziś na banki, bo policja ostatnio coraz lepiej radzi sobie z ich ściganiem. W styczniu na przykład zatrzymano 44-latka ze Zgorzelca, który miał okraść osiem banków na całym Dolnym Śląsku, w tym cztery we Wrocławiu. Tłumaczył, że potrzebował pieniędzy, bo stracił pracę. Ściganie bandytów, którzy okradali banki, stało się skuteczniejsze, bo i te zaczęły więcej inwestować w monitoringi i ochronę. Sklepikarzy na to nie stać.
Najważniejsza zasada: rób wszystko, by ratować życie Rozmowa z Jerzym Dziewulskim, antyterrorystą, byłym posłem.
Jak ma reagować bezbronna ekspedientka, gdy do sklepu wchodzi "klient" z pistoletem i żąda pieniędzy? Zasada jest prosta: zrobić wszystko, by uratować własne życie, pieniądze są w tym momencie mniej ważne. Trudno jednak radzić, co zrobić, gdy się stanie twarzą w twarz z napastnikiem.
Trudno w takiej sytuacji zachować zimną krew. To prawda. Ważne jest, by podczas napadu zapamiętać jak najwięcej szczegółów związanych z napastnikiem. Większość napadniętych jest w takim szoku, że trudno im zapamiętać nawet, w co rabuś był ubrany. A przecież takie szczegóły są niezbędne w odnalezieniu napastnika. Nawet gdy przychodzi w kominiarce, warto zwrócić uwagę, jaki ma głos. Sepleni? Mówi gwarą? Może ma tatuaż na ręce albo brakuje mu kilku zębów? Wszystko to może potem pomóc policji w odnalezieniu rabusia.
Ważne jest, by podczas napadu zapamiętać jak najwięcej szczegółów związanych z napastnikiem. A jak zachowywać się tuż po napadzie? Kluczowe jest kilkanaście pierwszych sekund po tym, jak napastnik wychodzi ze sklepu. Oczywiście, od razu wzywamy policję. Ale nie poprzestajemy tylko na telefonie. Warto trochę pomóc funkcjonariuszom - np. wychylić się ze sklepu, by sprawdzić, czy złodziej wsiada do samochodu, zanotować markę auta i numery rejestracyjne. Ważny jest sam kierunek, w którym ucieka rabuś - policja, która przyjedzie pewnie kilkanaście minut później, będzie przynajmniej wiedziała, gdzie go szukać. Czy jest jakiś sposób, by ustrzec się takiego napadu? Warto zwracać uwagę na osoby, które kręcą się w pobliżu sklepu - nigdy nie wchodzą, tylko zerkają albo co kilkanaście minut przechodzą obok. Rabusie lubią wcześniej "zbadać teren". W takich sytuacjach, gdy nie czujemy się bezpiecznie, warto wezwać policję. Nawet gdy okaże się, że alarm jest fałszywy, do potencjalnych napastników dociera prosty komunikat: "skoro już w takich sytuacjach na miejsce przyjeżdżają funkcjonariusze, na żaden sklep nie będzie można bezkarnie napaść".
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.