Gazeta Wrocławska » Magazyn » 50 lat bronili Polski we Lwowie

50 lat bronili Polski we Lwowie

Data dodania: 2010-01-22 13:44:38 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-01-22 13:44:38

4KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
50 lat bronili Polski we Lwowie

Anna i Tomasz Durysowie z synem Leszkiem na Wałach Hetmańskich, w tle stoi jeszcze pomnik Jana III Sobieskiego. Rok 1948 (© Archiwum autorki)

Wrocławska dziennikarka Anna Fastnacht-Stupnicka opisała dramatyczne losy polskich rodzin, które po wojnie zostały na Wschodzie i walczyły o nasze kościoły, szkoły, dobra kultury i zachowanie naszej polskiej, narodowej tożsamości w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jako pierwsi publikujemy fragmenty reportażowej książki "Zostali we Lwowie".

W moim rodzinnym, wrocławskim domu od dziecka słyszałam rozmowy dorosłych o Lwowie. Wspominali studenckie lata - wtedy najczęściej wybuchali śmiechem; albo lata okupacji - wtedy dyskutowali z powagą; albo zsyłki - wtedy ściszali głos. Czasem opowiadał ojciec o swoim stryju Edwardzie Fastnachcie i kuzynce Janinie, w domu nazywanej Naną. Przy stryju Edwardzie zawsze padało zdanie: został we Lwowie na straży kultury polskiej. Ależ to działało na wyobraźnię! Romantyczny heroizm, narodowa misja. (...)

Zobaczmy najpierw przed-wojenny Lwów oczyma dziecka. Momenty zarejestrowane emocjami są jak fotograficzne ujęcia, kadry archiwalnego filmu. Janusz Tysson miał skończonych siedem lat, gdy wybuchła wojna, łatwo więc odnajduje w pamięci "czar swoich wspomnień", jak to określa, z lat wcześniejszych.
∨ Czytaj dalej
Oto parada 11 listopada 1938 roku. Oglądał ją z balkonu domu przy ulicy Łyczakowskiej, gdzie mieszkali znajomi rodziców.

Janusz Tysson: Dwadzieścia tankietek polskich (to nie były takie wielkie tanki, jakie mieli Niemcy czy Rosjanie) zjeżdżało z Łyczakowa i wjeżdżało na ulicę Hoffmana, potem pojechały na ulicę Piekarską. Jedna się rozpędziła, zarzuciło ją i uderzyła o kraj chodnika, aż iskry poszły. To doskonale pamiętam. Także przedstawienia w Teatrze Wielkim: "Kwiat paproci", jasełka Rydla. I otwarcie Targów Wschodnich w 1938. Były akrobacje, jeden z harcerzy złamał rękę na placu wystaw. Pamiętam, jak wyrywałem się, żeby zobaczyć tramwaj, a motorowy powiedział: "Co, on będzie kiedyś dyrektorem tramwai?". (...)

W maju albo w czerwcu 1939 roku myśmy poszli na Wzgórza Wuleckie, gdzie było zbieranie pieniędzy na Fundusz Obrony Narodowej. Stały tam armaty przeciwlotnicze, z osiem samolotów nadleciało ze strony cytadeli, biało-czerwone szachownice widziałem. W tym roku skończyłem pierwszą klasę w prywatnej szkole pani Makowieckiej przy ulicy 29 Listopada pod numerem szóstym. Pamiętam koleżanki i kolegów: córkę Hausvatera (po wojnie kierownika Polskiego Teatru Ludowego) i Romcię, którą potem Sowieci wywieźli na Sybir, Żydka, którego Sznycel nazywali, bo zawsze ze sznyclami przychodził, Anię, moją pierwszą sympatię, którą odprowadzałem pod parasolem na ulicę Strzały. Jej ojciec był muzykiem. Ciekawe, czy ona żyje... (...)

Piętnastego sierpnia odbyła się wielka parada, grała orkiestra wojskowa. Nie przypuszczałem, że to będzie ostatnia parada polska, którą ja widzę. Zbieraliśmy się już wracać do Lwowa, ale ojciec przetele-grafował, żeby nie przyjeżdżać, bo jest mobilizacja. Bał się, że jak zajedziemy na dworzec, może być bombardowanie. Potem przyszedł sąsiad i mówi, że mobilizację odwołano, bo Niemcy przyczyny znajdują, żeby napaść na Polskę, która się mobilizuje przeciw nim. Pierwszego września widzieliśmy samolot niemiecki. Wysoko leciał, obserwował wiadukty. Zarządzono zaciemnienie. Wszyscy mieliśmy maski przeciwgazowe, które gdzieś tu jeszcze są w domu.

Dla zachowania chronologii wydarzeń przenieśmy się teraz do innej dzielnicy Lwowa, gdzie mieszka Jadwiga Jamróz w do-mu kupionym po pierwszej wojnie światowej przez jej dziadka Mariana Wieleżyńskiego. (...) W kuchni, otoczona stosami książek, gazet, z maszyną do pisania przy fotelu, ogrzewająca się gazową kuchenką, bo dzień chłodny, jesienny, siedzi Jadwiga Jamróz i z pogodnym uśmiechem, dobrym, przyjaznym spojrzeniem, zaprasza, by spocząć.
1 2 3 4 5 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Zostali we Lwowie

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Zygmunt z Hrubieszowa (gość), 19.11.11, 16:22:11

Mieszkam tuż przy granicy,w prostej linii ok.100 km od Lwowa.Byłem kilkakrotnie w tym cudnym mieście.Moja nastoletnia córka jest miastem urzeczona i zawsze pyta kiedy znów pojedziemy do Lwowa.Mam tam wielu znajomych,lecz niestety z kazdym rokiem ubywa tych,którym ważna jest polskośc tego miasta.Dlatego też wielka chwała tym co tam zostali i jeszcze dbają o polskie mogiły i cmentarze!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Bo Lwów to miejsce szczególne

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

jjk (gość), 29.01.10, 10:56:22

Nie jestem z Kresów, ale od kiedy pierwszy raz byłem we Lwowie (początek lat 90-tych) to miasto mnie zauroczyło. Byłem tam już cztery razy i każdy wyjazd, to nowa przygoda. Włóczęgi po starych podwórkach, wspinanie się na kościelne wieże, wieczory pełne opowieści mieszkańców Lwowa (Polaków, Ukraińców, Rosjan, Kazachów, Ormian). A spotkałem tam naprawdę wspaniałych ludzi. To miasto wielu narodów, choć oczywiście nam bliskie w "polski sposób", o którym pisze pani Fastnacht Stupnicka. A jest to książka ciekawa, ważna, odkrywająca kilka tajemnic. Szkoda tylko, że nie pokazuje w mocniejszy sposób tego lwowskiego narodowego tygla...

odpowiedzi (0)

skomentuj

Plus ode mnie

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jerzy (gość), 26.01.10, 10:52:14

W pełnej rozciągłości przychylam się do opinii Pani Oli. Jestem od niej trochę starszy, chociaż tak jak pani Ola z Lwowem nie łączą mnie rodzinne korzenie (pochodzimy z Wielkopolski i z okolic Grodziska moi dziadkowie przyjechali do Wrocławia), ale pewne sentymentalne na pewno. Byłem w tym mieście trzy razy, spotkałem się tam z Polakami, Ukraińcami. Zawsze przyjmowano mnie ciepło, nawet przyjaźnie. Wszyscy znają tam historię tego cudownego miasta, skomplikowane losy mieszkańców. Dobrze, by poznali je również wrocławianie. Książka Pani Fastnacht Stopnickiej jest do tego świetnym przyczynkiem. Tym wartościowszym, że pozycję tę czyta się wyjątkowo "przyjaźnie". Może warto, by Państwa gazeta spróbowała jeszcze szerzej pokazać kilka wątków i postaci, którym autorka poświęca uwagę. Szkoda tylko, że na tę książkę trzeba "polować" w księgarniach. Mi udało się na nią trafić dopiero w trzeciej księgarni jaką odwiedziłem (przy ulicy Wita Stwosza). Przy okazji pozdrowienia dla pana Andrzeja Górnego za jego krzyżówki.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Moje wielkie uznanie

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ola (gość), 24.01.10, 00:27:54

Przeczytałam tę książkę jeszcze w grudniu, bo dostałam jako świąteczny prezent. Gorąco polecam. I chociaż korzenie mojej rodziny, to nie Lwów, ani nawet Kresy, to książka Anny Fastnacht jest opowieścią, którą czytałam z niekłamanymi emocjami. Znakomicie, że ktoś jeszcze wydaje takie książki, no i że są osoby, które takie rzeczy piszą. Moje wielkie uznanie.
Ola Żarnecka
PS. No i uznanie dla Państwa gazety, że promujecie takie lektury. To dzisiaj nie jest codziennością. Zresztą i czytanie (jak obserwuję moich znajomych, a mam trzydzieści lat) jest teraz "średnio na topie". jestem jednak przekonana, że to przejściowe. Ciepło pozdrawiam. OŻ

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdzie będziesz ogladał mecze Euro?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.