Czy Moc (w stolicy) truchleje?

    Czy Moc (w stolicy) truchleje?

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Oglądam telewizję z dopadu. To znaczy, gdy mnie gdzieś dopadnie u znajomych.
    Wtedy patrzę z wielkim podziwem na właścicieli ekranu powieszonego na ścianie, którym można z fotela kierować pilotem. Nie wiem, czy ktoś się zastanawiał, co zrobić, gdy pilot z nami nie leci? Wtedy za sterami siada jakiś amator. I szaleje. Sam raz się dorwałem do telewizora bez pilota i włączałem na przemian stacje arabskie z węgierskimi i fińskimi. Dlatego mam takie nieodparte wrażenie, że za sterami telewizyjnymi na Woronicza siedzą tak samo przypadkowi ludzie, jak ja, którzy pojęcia nie mają, czym kierują i jaki bałagan generują swoją głupotą.

    Tytuł mojego dzisiejszego wybuchu słownego podpowiedziała mi pyszna książka Janusza Głowackiego, właśnie pod tytułem "Moc truchleje". Już chciałem napisać: gdy przypadkiem wpadnie wam ta książka w ręce, to... itd. Dlaczego książka ma nam wpadać do ręki przypadkiem? To raczej ty, Drogi Czytelniku, wpadnij do księgarni i kup sobie tę książkę inaugurującą Kanon Literatury Podziemnej.

    Krótko rzecz ujmując - zwłaszcza młodsi miłośnicy literatury będą mogli sobie poczytać coś, co w PRL-u ukazywało się w tak zwanym drugim obiegu. Tych książek w księgarniach nie było można kupić. Rozprowadzali je wśród zaufanych znajomych kolporterzy mający kontakty z nielegalnymi drukarniami i wydawnictwami. Po Głowackim na swoją kolejkę czekają m.in.: Zbigniew Herbert, Stefan Kisielewski, Andrzej Kijowski, Marian i Kazimierz Brandysowie czy Janusz Anderman. W księgarniach, jeśli nie miały poślizgu, powinny już też być "Rozmowy polskie latem roku 1983" Jarosława Marka Rymkiewicza.
    Dlatego rozpasana "warszawka" bierze się za niszczenie lokalnych ośrodków telewizyjnych?
    Tytuł książki Głowackiego odwołuje się do starej polskiej kolędy autorstwa Franciszka Karpowicza "Bóg się rodzi". Autor buduje przewrotny i ironiczny portret Polaka tchórza w latach solidarnościowego zrywu, naigrywa się z naszej narodowej megalomanii i narodowego cierpiętnictwa, a w konkluzji stwierdza, że z głupotą naszą nikt nie wygra.

    Wszyscy sobie ostatnio pewnie pokolędowali i na pewno znają przynajmniej jedną zwrotkę tej bożonarodzeniowej pieśni. Dokładnie chodzi mi o pierwszy wers: "Bóg się rodzi, moc truchleje"...
    Ileż w tych prostych słowach napisanych 218 lat temu jest ludzkiego optymizmu! Jak Państwo doskonale wiedzą, słowo "moc" w tej kolędzie odnosi się do aniołów upadłych, czyli szatana i spółki, którzy wylądowali w piekle po rewolucji w niebie. Wbrew optymizmowi poety, złe moce trzymają się u nas jeszcze mocniej niż kiedyś.

    Nie przypadkiem zacząłem tę dzisiejszą słowną wycieczkę w Waszą stronę od telewizji. Bo właśnie to jest wspaniały przykład symbolicznego zła w rozkwicie. W warszawskiej centrali TVP pracuje prawie pięć tysięcy ludzi, z czego jakieś dwa tysiące zupełnie niepotrzebnie. Ale to są różni znajomi króliczka z jakąś partyjną legitymacją. Gdzieś pracować muszą, żeby zarabiać przyzwoite pieniądze. Dlatego, gdy ktoś krzyknie, że trzeba zaciskać pasa, to rozpasana "warszawka" bierze się za niszczenie lokalnych ośrodków telewizyjnych. Bo po co na prowincji jakaś telewizja. Kiedyś ta wrocławska, lokalna telewizja realizowała znakomite spektakle Teatru Telewizji i programy edukacyjne, które z podziwem oglądała cała Polska. Cóż, teraz Moc jest w stolicy, a tu wystarczy jeden redaktor, byle się słuchał centrali.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama