Zapominamy o sacrum umierania

    Zapominamy o sacrum umierania

    Ksiądz profesor Franciszek Rosiński

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Lęk, jaki budzi w żywych obcowanie ze zmarłymi, od wieków ci pierwsi próbowali oswajać na różne sposoby.
    Wczoraj na łamach naszej gazety opisaliśmy szokującą historię z Legnicy, gdzie pracownicy komunalnego przedsiębiorstwa schowali zwłoki do składzika na śmieci. Obaj mężczyźni najprawdopodobniej usłyszą zarzuty zbeszczenia zwłok. Nie umiemy się zachować w obliczu śmierci?

    Hm, ja mam starą duszę, mam za sobą naprawdę wiele pogrzebów, i w Warszawie na Powązkach, i tutaj we Wrocławiu, i na innych cmentarzach.
    I część moich wspomnień z czasów PRL-u jest przykra, bo zdarzało się i tak, że żałobnicy widzieli pijanych grabarzy, którzy ledwo trzymali się na nogach usiłując zakopać trumnę. Do tego ubrani w byle jakie kombinezony robocze, często brudne. Trudno było to nazwać szacunkiem dla zmarłego i jego rodziny.

    Dzisiaj, zdaniem Księdza, jest lepiej?

    Pod tym względem tak. Rozwinął się ceremoniał pogrzebowy, swoista funeralna celebra, w której każdy szczegół ma znaczenie, a oprawa dodaje tej smutnej uroczystości powagi. Choć z drugiej strony warto pamiętać, że lęk, jaki budzi w żywych obcowanie ze zmarłymi, od wieków ci pierwsi próbowali oswajać na różne sposoby.

    To znaczy?

    W moim artykule zamieszczonym w "Problemach współczesnej tanatologii", wydanych w zeszłym roku pod redakcją profesora Jacka Kolbuszewskiego, piszę o obyczajach związanych z umieraniem i śmiercią w średniowieczu. I przytaczam tam wiele, szokujących dzisiaj, historii. Na przykład w Trewirze w IX wieku podczas czuwania przy zwłokach kultywowano pogańskie zwyczaje, przy zmarłym tańczono, pito, opowiadano żarty, aż tamtejszy proboszcz musiał ukrócić te zachowania. Inna historia przypomina wręcz makabreskę - w pewnym klasztorze w Moguncji zmarł mnich. Ciało położono w kostnicy, a dwóch studentów miało czuwać przy nim i odmawiać różaniec. Ale zamiast zachować powagę w obliczu rzeczy ostatecznych, raczyli się winem i dowcipkowali.

    Tak po prostu?

    To dopiero początek tej historii. Bo kiedy zabrakło im wina, jeden z nich wziął pusty dzban i poszedł do gospody, a drugi w tym czasie posadził umrzyka na piecu, a sam położył się na marach z zamiarem wystraszenia kolegi. Ale umrzyk, najwyraźniej dzięki ciepłu z pieca, ożył i wstał, co tak przeraziło dowcipnisia, że umarł na serce.

    I czego uczą nas te historie?

    Że ludzie zachowują się nieodpowiednio nie tylko dzisiaj, ale robią to od bardzo dawna. Ale na poważnie - kiedy stajemy w obliczu nieznanego, a śmierć jest dla żywych ludzi tajemnicą, to bywa i tak, że zamiast skupieniem próbujemy ją oswoić śmiechem.

    A nie wydaje się Księdzu, że jesteśmy świadkami odhumanizowania śmierci i stąd u ludzi, którzy powinni być szczególnie wyczuleni na sposob obchodzenia się ze zmarłym, swoista obojętność?

    Mówienie o odhumanizowaniu śmierci jest zdecydowanie za ostro postawioną tezą. Rzekłbym raczej o skupieniu się na biologicznym aspekcie tego procesu ze stratą dla bardzo ważnej sfery sacrum. Z różnych badań wynika, że około 85-90 procent ludzi chciałoby umierać w swoim własnym domu, wśród swoich. Ten przywilej dotyczy jednak zaledwie 10-15 procent. Co więcej, postęp medycyny sprawił, że odsuwamy do siebie myśl o śmierci, nie zgadzamy się na nią, chcemy, by lekarze walczyli z nią do końca, nawet wtedy, kiedy to już nie ma sensu - na każdego z nas przychodzi przecież kres i trzeba to zrozumieć i zaakceptować.

    Wypieramy śmierć ze swojej świadomości?

    Tak. Kiedyś śmierć była nieod-łączną towarzyszką życia. Ludzie żyli o wiele krócej niż obecnie, z reguły umierali wśród bliskich. Gdy ktoś czuł zbliżającą się śmierć, wzywał do siebie rodzinę i sąsiadów i prosił ich o wybaczenie wszystkich win. I nie można było odmówić i nie przyjść, bo ludzie bali się, że ten umierający człowiek, niepogodzony z żywymi, może ich przekląć. Pamiętajmy, że kiedyś rzeczą normalną było to, że przy łóżku umierającego ojca stoją jego dzieci, również te małe, które odchodzący błogosławił. Dzisiaj małym dzieciom o śmierci się nie mówi, a już mało kto wyobraża sobie sytuację, że mogłyby stać przy łóżku odchodzącej od nich babci.

    Wróciłabym do tej legnickiej historii. Czy stosunek do ciała zmarłego człowieka jest wyznacznikiem naszego człowieczeństwa? Mówi się o tym, że takim miernikiem jest dbałość o cmentarze.

    Rzekłbym, że stosunek do zmarłego człowieka, do jego ciała, jest jednym z ważnych wyznaczników, które decydują o naszym człowieczeństwie, pokazują naszą wrażliwość, bo sposób odnoszenia się do zwłok jest różny w różnych kulturach. Bywa, że niektóre zachowania czy obyczaje innych społeczeństw są dla nas, Europejczyków, niekiedy szokujące, wiąże się to jednak z ich wierzeniami i ma głębokie uzasadnienie religijne.


    Rozmawiała: Katarzyna Kaczorowska

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama