Martwa litera prawa

    Martwa litera prawa

    Hanna Weczorek

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z profesorem Leonem Kieresem.
    Platforma Obywatelska przygotowuje nowe kary dla osób znęcających się nad zwierzętami. Między innymi zakaz, nawet dożywotni, hodowli zwierząt. Cel zbożny, ale przepis właściwie nie do wykonania.

    To prawda, trudno chyba będzie wyegzekwować taki zakaz.

    Znajomy zootechnik powtarzał stale: organ nieużywany obumiera. A jak jest z nieużywanym prawem?

    Nieużywane prawo kompromituje prawodawcę. Jest nawet specjalny termin na takie przepisy: martwa litera prawa. Na dodatek zachęca ludzi do łamania innych przepisów. Myślą oni w taki sposób: jeśli nikt nie przestrzega jednego przepisu i wszystkim uchodzi to na sucho, to po co mamy stosować się do innych? Oczywiście trochę przejaskrawiam.

    Prawnicy wiedzą, czym siękończy uchwalanie martwych przepisów?

    To powszechnie znane zasady, uczy się ich na pierwszym roku studiów. Prawnicy doskonale wiedzą, że można uchwalać prawo z powodów propagandowych, medialnych, społecznych czy ideologicznych. Można epatować ludzi przepisami budowanymi pod publiczkę. Ale wartość takiego przepisu sprawdza się w praktyce, a więc wtedy, gdy okazuje się, czy jest on wykonywany i wykonalny. Przykre, że jeśli przepis jest martwy, to brakuje ludzi odpowiedzialnych za taki stan rzeczy.

    Jest Pan senatorem i to przez kolejną kadencję. Co Pan zrobi, jeśli do Senatu trafi projekt zawierający złe przepisy prawne?

    Kieruję senacką komisją spraw zagranicznych, a więc moja komisja raczej nie będzie opiniowała przepisów o ochronie zwierząt. Jednak zapewniam, że podczas dyskusji nad takimi przepisami zadam podstawowe pytanie: jak będzie wyglądało egzekwowanie takiego prawa? Czy w praktyce przepis taki będzie przestrzegany? Czy po roku nie usłyszmy po raz kolejny, że nie można go wykonać, ponieważ brakuje pieniędzy,dobrej organizacji, a samo prawo jest nieprzemyślane i w praktyce oderwane od rzeczywistości.

    Czy udało się kiedyś Panu przekonać posłów i senatorów, żeby zrezygnowali ze złych przepisów?

    Wielokrotnie. Kiedy w 1998 roku uchwalano nowe przepisy o samorządzie, wniosłem ponad 120 poprawek do ustawy o gminach, ponad 50 do ustawy o powiatach i ponad 20 do ustawy o województwach. Wiele z nich zaakceptowano i wiele obowiązuje do dzisiaj. Duża część moich poprawek dotyczyła spraw nie tylko technicznych. Na przykład, naciskałem na zmianę tych przepisów, które nie były dostatecznie precyzyjne, a więc można je było interpretować na wiele różnych sposobów. Co, niestety, jest dość częstą wadą polskich przepisów.

    Dlaczego tak denerwują Pana nieprecyzyjne przepisy?

    Wie pani, która z polskich ustaw jest największym kuriozum?

    Nie. A która?

    Ta mówiąca o partnerstwie publiczno-prywatnym. W ciągu pięciu lat od jej wejścia w życie nie powstała ani jedna, podkreślam: ani jedna inwestycja oparta o partnerstwo prywatno-publiczne.

    Dlaczego?

    Ponieważ partnerzy publiczni, czyli przedstawiciele samorządów, Skarbu Państwa i jednoosobowych spółek Skarbu Państwa boją się. Przepisy stawiają im bardzo wysokie wymagania, a z drugiej strony są na tyle nieostre, że prokurator w jednej sprawie może uznać, że wszystko jest w porządku. W drugiej, identycznej, może postawić zarzut przekroczenia kompetencji i złamania przepisów tej właśnie ustawy.

    Profesor Leon Kieres jest prawnikiem, wieloletnim radnym (Rady Miejskiej Wrocławia i dolnośląskiego sejmiku), senatorem IV i VII kadencji.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama