Legnica: Księgowa latami okradała swoją firmę

    Legnica: Księgowa latami okradała swoją firmę

    Zygmunt Mułek

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Do legnickiego Sądu Rejonowego wpłynął akt oskarżenia przeciwko Grażynie F. (57 lat), podejrzanej o kradzież ponad 250 tysięcy tysięcy złotych z konta firmy dokształcającej nauczycieli.
    Kobieta była tam zatrudniona jako specjalistka do spraw finansowo-księgowych od 1998 roku. Miała uprawnienia do pobierania pieniędzy z rachunku firmy.

    W 2002 roku wzięła dla siebie 6,5 tys. zł.
    - Zeznała, że pieniądze były jej bardzo potrzebne i traktowała je jako pożyczkę - mówi Joanna Sławińska-Dylewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury. - Myślała, że ją spłaci, ale gdy nikt w instytucji nie połapał się, że brakuje pieniędzy, postanowiła brać dalej.


    W 2003 roku wypłaciła sobie ponad 46 tys. zł, w następnych latach kolejno: 64 tys., 76 tys., prawie 50 tys. zł, w 2007 roku - 53 tys. i tylko niecałe dwa tysiące złotych w 2008 roku. Nie były to jednorazowe wypłaty.

    Rok temu latem jej szwindle wyszły na jaw. Podczas kontroli dokumentów okazało się, że za rok 2007 brakuje ponad 53 tys. zł. Grażyna F. przyznała się, że wzięła pieniądze. Została wyrzucona z pracy. W sprawie kradzieży pieniędzy w kwietniu tego roku zapadł wyrok - półtora roku w zawieszeniu na trzy lata i nakaz zwrotu zagarniętych pieniędzy.

    Gdy po wyrzuceniu z pracy Grażyny F. kontrolerzy zaczęli przeglądać dokumenty finansowe, światło dzienne ujrzały inne machlojki z lat 2002-2006 i 2008 - w sumie na 250 tys.zł. Dodając do tego 53 tys. zł z 2007 roku, sprytna pracownica zgarnęła ponad 300 tys. zł.
    Na co wydała tyle pieniędzy? Mówiła, że na codzienne wydatki
    Jak to możliwe, że tak długo była bezkarna?
    - Pobierała pieniądze z bankomatu - wyjaśnia prokurator. - Nie wpłacała ich do kasy firmowej i nie księgowała. Żeby się nie wydało, fałszowała dokumenty, zawyżając albo zaniżając faktury. Sporządziła też fikcyjną listę płac.

    Grażyna F. przyznała się do kradzieży 250 tys. zł. Uzgodniła z prokuratorem wyrok: trzy i pół roku w zawieszeniu na 7 lat, grzywnę 10 tysięcy zł i oddanie instytucji skradzionych pieniędzy w ciągu pięciu lat. Tę ugodę musi jednak zatwierdzić sąd.

    Na co wydała tyle pieniędzy?
    - Mówiła, że na codzienne wydatki, odzież, spłacała kredyty - mówi prokurator Sławińska-Dylewicz. - Nie inwestowała skradzionych pieniędzy. Wszystkie przepuściła.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama