Abp Marian Gołębiewski: Miłość może wszystko

    Abp Marian Gołębiewski: Miłość może wszystko

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z arcybiskupem Marianem Gołębiewskim, metropolitą wrocławskim o rodzinie jako wielkiej wartości, którą trzeba pielęgnować, o roli miłości w życiu człowieka, o Świętej Rodzinie, która musiała się zmierzyć z problemami zwykłych ludzi, oraz o tym, jak wyglądały jego relacje z mamą i tatą w rodzinnym domu.
    "Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej nie ma, samotnyś jak pies". Zgodziłby się Ksiądz Arcybiskup ze słowami tej piosenki?

    Powiedziałbym, że rzeczywiście coś w nich jest, bo to rodzina nas stwarza, wyprawia nas w dorosłe życie, jest dla nas oparciem, ale i często zdarza nam się na tę rodzinę narzekać.


    A Księdzu zdarzyło się narzekać na swoją?
    Hm, nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Ale trochę się buntowałem, jak każdy dorastający chłopak.

    Bardzo?

    Nie tak znowuż bardzo. Ot, raz rodzice kazali mi gdzieś coś zanieść i było to bardzo nie po drodze z moimi planami.

    Ja bym tego nie nazwała jakimś szczególnym buntem.


    Bo i szczególnego buntowania się nie było. Z rodzeństwem wiedzieliśmy, czego wymagają od nas rodzice. Zasady były jasne, zresztą rodzice z nami rozmawiali, wiele tłumaczyli. Pamiętam, jak w jakimś momencie tato zaczął mnie poważniej traktować, i często w czasie rozmów na różne tematy pytał mnie o zdanie. Czułem się wtedy prawie dorosły.

    Ma Ksiądz poczucie, że to właśnie rodzinny dom ukształtował go na przyszłość?

    Tak. To z domu przecież wyniosłem poczucie odpowiedzialności, system wartości, którym kieruję się całe życie, i szacunek dla ludzi.

    A rodzicom nie było żal, jak usłyszeli, że ich syn chce iść na księdza? Żal? Czemu?


    Bo to oznaczało, że nie założy rodziny. Od czego jest rodzeństwo? Tato w jakimś momencie zorientował się chyba w moich zamiarach, bo wziął mnie na rozmowę i zapytał wprost, czy chcę iść do seminarium. Potem, jak już przyjeżdżałem z seminarium do domu, to często czułem się trochę niezręcznie, bo zauważyłem, że oboje rodzice odnosili się do mnie z zauważalnym szacunkiem, jakby większą uwagą.

    To chyba oczywiste - ich dziecko dotknął Pan.

    Ale ciągle byłem ich dzieckiem.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama