Po premierze "Akropolis. Rekonstrukcja" we Wrocławskim...

    Po premierze "Akropolis. Rekonstrukcja" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Czy Państwo sobie wyobrażają na scenie gołego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego albo Politechniki Wrocławskiej? Słyszę skandowanie: Uchowaj, Boże!
    A to jest właśnie brak wyobraźni... Rektor może publicznie się obnażyć i to nie jest żaden wstyd, a tym bardziej skandal. To może być wyraz naturalnej artystycznej ekspresji.

    Tak było w wypadku prorektora wrocławskiej szkoły teatralnej, profesora Krzysztofa Kulińskiego, który nago pluska się w teatralnym baseniku przed swoją macierzystą sceną, czyli we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, razem z gołymi koleżankami i kolegami z pracy. Nie piszę tego, by studentom aktorskiej uczelni podpowiadać wizytę na ul. Rzeźniczej, bo i tak mi teatr za reklamę nie zapłaci. Piszę to, bo sprawa znacznie poważniejsza.

    W niedzielę obejrzałem przedsięwzięcie artystyczne pt. "Akropolis. Rekonstrukcja" na wspomnianej wyżej scenie. Jej animatora zainspirowali Stanisław Wyspiański i Jerzy Grotowski. Dla mnie natomiast jest to bardzo wrocławski spektakl. Zrobiony ze świeżością, jaką niosły ze sobą przedstawienia z całego świata, które oglądałem na pierwszych wrocławskich Festiwalach Teatru Otwartego Bogusława Litwińca.

    Takie przedsięwzięcia nazywane i podpisywane były w programach teatralnych jako... KREACJE ZBIOROWE. Pomysłodawca i kreator całego zamysłu korzystał z inteligencji i talentu całego zespołu, z którym pracował. Wydaje mi się, że to jest taki przypadek. Rzadki dziś na naszych scenach.

    Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie, iż sprawcą owego zdarzenia jest Grek, a nie Polak. Potem reżysera Michaela Marmarinosa wyobrażałem sobie jako osobę nieco starszą ode mnie. Niestety, jest dużo młodszy, ale myśli kategoriami artystycznymi tamtych czasów. Takie spektakle były wielką siłą studenckiej kontrkultury. Przypominam sobie błyskotliwą "Gargantuę" Centro Universitario Teatrale z Parmy (1967) czy "Pokój" na kanwie Arystofanesa Theatre Creation z Lozanny (1969) czy wreszcie polskie "Spadanie" wg Różewicza, zrobione przez krakowski Teatr STU Krzysztofa Jasińskiego (1971). To zbiorowe kreacje przypominające hipisowskie komuny. Przez taki pryzmat patrzyłem na tę premierę.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama