Maciej Paruzel. Życie na motocyklu

    Maciej Paruzel. Życie na motocyklu

    Anna Gabińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Maciej Paruzel. Życie na motocyklu
    1/25
    przejdź do galerii

    ©Archiwum prywatne

    Jak to się jedzie w rajdzie Paryż - Dakar? - zastanawiał się Maciej Paruzel, mikrochirurg ze szpitala imienia Świętej Jadwigi w Trzebnicy w przerwach pisania pracy doktorskiej o zbawiennym wpływie pijawek na zdrowie człowieka. I wychodząc po wielogodzinnych operacjach, w których wraz z kolegami przyszywał ręce i nogi pacjentom, chciał poczuć żar Sahary na własnej skórze. Znalazł więc do kompanii Piotra Rembikowskiego ("Sam bym nie pojechał, wariatem nie jestem"), dyrektora sprzedaży Peugeota we Wrocławiu, ucałował rodzinę i wyruszył w stronę Hiszpanii.

    Nawet nie marzył, że jadąc od Maroka aż do Senegalu przeżyje najprawdziwszą burzę piaskową w Mauretanii, z której go uratuje sześciu czarnych jeźdźców z przygotowaną do strzału bronią typu Kałasznikow. A potem w Casablance zepsuje mu się motocykl i będzie musiał go dopchać do Europy.
    - No nie, wcześniej przez pół roku do tego wszystkiego się przygotowywałem - śmieje się Paruzel, szpakowaty, wysoki czterdziestolatek. - W końcu motor ważył z bagażem pół tony, a ja w razie potrzeby mogłem zrobić na środku pustyni operację wycięcia wyrostka robaczkowego. Nawet sobie, bo zabrałem też butelkę whisky.

    ***
    Mama - stomatolog, ojciec - inżynier elektronik. Mieszkali na Górnym Śląsku, w Tarnowskich Górach.
    - Nigdy nie chciałem być dentystą, bo kojarzyło mi się to z zadawaniem bólu - opowiada doktor. Medycyna mogła być, ale chodziło o zauważalny, natychmiastowy efekt. I adrenalinę. Dlatego wybrał chirurgię.
    Przez swoje pomysły, które dla kolegów były jak rzucanie się z motyką na słońce, dostał ksywę Mad Max.
    Nie pasjonował się jednak specjalnie biologią. Funkcjonowanie ciała ludzkiego widział raczej przez pryzmat chemii, fizyki i elektroniki. Grał też na pianinie i gitarze, malował obrazki, wygrywał międzynarodowe zawody strzeleckie w ówczesnej NRD. Pływał też z sukcesami.
    - Jak miałem 13 lat, skonstruowałem niewielką maszynę parową - wspomina lekarz. Nigdzie nie można było dostać do niej tłoka, więc ojciec z kolegą odlali go w hucie.

    Puszczał też muzykę na potańcówkach. Zwały się już wtedy dyskotekami, od najmodniejszego wówczas stylu italo-disco. Dziś dr Paruzel gustuje w mocniejszych brzmieniach. W komórce ma ustawiony dzwonek z "Whiskey in the Jar" Metalliki. Przez swoje pomysły, które dla kolegów były jak rzucanie się z motyką na słońce, dostał ksywę Mad Max - od bohatera filmu, w którym grał Mel Gibson. Teraz przyjaciele mówią na niego po prostu Maks.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      :-))

      Maciola (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 274 / 282

      jeżeli będziesz szukał dodatkowe koło na następną wyprawę daj znać
      Maciola1@wp.pl

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      :)

      meg (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 295 / 291

      sympatyczny:)

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama