"Wrocławskie wędrówki przez stulecia" - nowa książka...

    "Wrocławskie wędrówki przez stulecia" - nowa książka Wojciecha Chądzyńskiego

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Lubię poznawać historię miasta, w którym się urodziłam. Tym razem z pomocą najnowszej książki Wojciecha Chądzyńskiego, która trafiła właśnie do księgarń.
    Goethe narzekał, że Wrocław cuchnie. Był sierpień 1790 roku. Już uznany niemiecki poeta zatrzymał się w zajeździe Czerwony Dom. Dom stoi do dzisiaj przy obecnej ulicy Ruskiej. Nic dziwnego, że Goethe miał powody do irytacji i okrzyk "więcej powietrza" mógł co najwyżej wznosić do niebios obojętnych na stan wrocławskiego klimatu - niedaleko płynęła Oława Miejska, która bardziej przypominała zamulony ściek niż rzekę.

    Nie on jeden zresztą utyskiwał na smród w mieście, którego nie były w stanie przesłonić najpiękniejsze zabytki. Dał się on we znaki przyszłemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, który również zawitał do Wrocławia. I był widomym znakiem zagrożenia epidemiologicznego, które zbierało wielkie żniwo, nie oszczędzając nawet sławnych - w czasie epidemii cholery w 1831 roku we Wrocławiu zmarło pięć tysięcy osób. Wśród ofiar zarazy był generał Carl Phillip Gottlieb von Clausewitz, słynny taktyk wojskowy, autor traktatu "O wojnie".

    O zarazie, jaka wybuchła 22 lata później, w lutym, wrocławski korespondent "Gazety Wielkiego Księstwa Poznańskiego" donosił swoim czytelnikom: "Od 23 do 24 bm. zachorowało 37 osób, a jedenaście umarło. Od 24 do 25 liczba ofiar była daleko większa, w przeciągu 24 godzin w samym klasztorze urszulinek umarło jedenaście osób. (...) Cholera wciąż się wzmaga. Epidemia ta tym jest okropniejszą, że na małej przestrzeni skupiła swą siłę. W ostatnim czasie panowała w okręgu miasta około Schuhbruecke (ulicy Szewskiej) i na ulicy Urszulinek (Uniwersyteckiej). W innych częściach miasta pokazała się tylko w niektórych domach. Na Przedmieściu Świdnickim z powodu dochodzącego świeżego powietrza i zdrowych zabudowań dotąd się nie pokazała. Najwięcej cholera sprząta ofiar po ciasnych i brudnych zaułkach Starego Miasta".

    Kilka lat później w mieście pojawiła się ospa (dziennikarz "Kuriera Warszawskiego" ostrzegał, że szczególnie choroba napastuje panny), a kolejna epidemia cholery przyczyniła się do rozwoju niewielkiej wsi Oborniki - bogaci wrocławianie uciekali przed niebezpieczeństwem do uzdrowiska zbudowanego w 1835 roku przez Karola Wolfganga Schauberta.

    Ale nie tylko o zarazach pisze Wojciech Chądzyński. Z jego "Wrocławskich wędrówek przez stulecia" dowiadujemy się mnóstwa ciekawostek, które każdy miłośnik historii miasta znać powinien - i to nie tylko po to, by od czasu do czasu błysnąć wiedzą w towarzystwie. No bo ilu z nas wie, że w rejonie dzisiejszego placu Hirszfelda uprawiano... kapustę? Dworek był jedną ze wsi położonych na południe od Przedmieścia Świdnickiego i aż do sekularyzacji majątków kościelnych przez Fryderyka Wilhelma III należał do joannickiej komandorii.

    Wieś była niewielka - pod koniec XVIII wieku mieszkały tu zaledwie 73 osoby w 14 zagrodach. Ale na żyznych ziemiach uprawiały białą i włoską kapustę, szpinak, kalafiory, rzepę, marchew, cebulę, buraki, ogórki, zioła, ba, były też drzewa owocowe, karczma i kuźnia. Wrocławianie lubili tu urządzać letnie wycieczki, bo z pagórka, na którym stał wiatrak, przy dobrej pogodzie rozpościerał się wspaniały widok na Ślężę, Góry Sowie i Sudety. Konia z rzędem temu, kto dzisiaj z okolic placu Hirszfelda wypatrzy choćby ich cień.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      tak

      podpis (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 55 / 56

      Dobrze, że takie książki powstają. Chętnie poczytam.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama