Po Jeleniej Górze grasują oszuści. Nie daj się nabrać

    Po Jeleniej Górze grasują oszuści. Nie daj się nabrać

    Rafał Święcki

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Nieuczciwi sprzedawcy są na naszych osiedlach. Sprzedają drzwi i okna, które są nic niewarte.
    Grażyna Szymańska, mieszkanka Cieplic, za wymianę wejściowych drzwi, które w sklepie kosztowałyby najwyżej 300 zł, zapłaciła pięć razy więcej.

    W zamian firma, która zapukała do jej mieszkania, obiecała w promocji gratisowy odkurzacz. Padła też propozycja wstawienia nowych okien. Kobieta jednak odmówiła, bo na ich wymianę nie było jej stać. Mimo to przedstawiciel krążącej po jeleniogórskich osiedlach firmy z okolic Bierutowa pod Wrocławiem podetknął jej do podpisu umowę.
    Niechcianych okien nie zamontowano do dziś, Grażyna Szymańska ma jednak za nie zapłacić 2 tys. zł. W sumie razem z odsetkami kredytu ma do spłacenia ponad 4 tys. zł. Obiecanego odkurzacza też nie dostała.
    Firma twierdzi, że kobieta nie wpuściła monterów do mieszkania.

    Miejski rzecznik praw konsumenta w Jeleniej Górze codziennie przyjmuje podobne skargi na domokrążców, sprzedających wprost u klienta: okna, drzwi, piecyki i kuchenki gazowe.
    Wspólną cechą tych firm jest to, że nie mają siedzib w Jeleniej Górze.

    - Przyjeżdżają z Lubania, Oleśnicy, okolic Zgorzelca. Ofertę zawsze przedstawiają ustnie. Proponują np. świetne dębowe drzwi z zamkiem typu Gerda. Po montażu okazuje się, że drzwi są z tektury, a zamek nie jest markowy. Zdarzało się, że próg zrobiono ze zwykłego gipsu, który kruszył się już pierwszego dnia - mówi Jadwiga Reder-Sadowska, rzecznik praw konsumenta.

    Z jej doświadczenia wynika, że na taką ofertę najczęściej dają się nabierać ludzie starsi lub niezaradni życiowo, ale zdarzają się też prawnicy. O tym, że ktoś wcisnął im drogiego bubla, dowiadują się, gdy sprawdzą ceny w sklepach. Bywa on jeszcze kosztowniejszy, gdy na zakup został zaciągnięty wysoko oprocentowany kredyt. Omamieni klienci często podpisują umowę, nie czytając treści. Dopiero gdy z banku przychodzą dokumenty, dowiadują się, że raty, owszem, są niskie, ale trzeba je płacić przez kilka lat.

    - Zdarzali się klienci, którym nie zostawiono żadnych faktur lub umów. Przedstawiciele firm zabierają je ze sobą. To niedopuszczalne - tłumaczy Reder-Sadowska.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama