Listkiewicz się nie przyznaje

    Listkiewicz się nie przyznaje

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Michał Listkiewicz był przesłuchiwany we wrocławskiej Prokuraturze Apelacyjnej. Jest jednym z podejrzanych o działanie na szkodę wierzycieli klubu sportowego Widzew Łódź.
    Kilka dni temu we Wrocławiu Listkiewicz usłyszał zarzuty przestępstwa. Wczoraj - razem z jednym ze swoich adwokatów, mecenasem Krzysztofem Mali-nowskim - stawił się na przesłuchanie. Trwało przeszło cztery godziny.

    - Nie przyznałem się do postawionych mi zarzutów - powiedział dziennikarzom zaraz po przesłuchaniu Listkiewicz. Mówił, że pytano go o zdarzenia sprzed 10 lat. Na pytania o szczegóły swoich wyjaśnień nie chciał odpowiadać, powołując się na zakaz prokuratury.

    Śledztwo przeciwko byłemu szefowi PZPN to jeden z wątków sprawy przekrętów i korupcji w PZPN, którą od kilku lat prowadzi wrocławska Prokuratura Apelacyjna.
    Zdaniem wrocławskich śledczych w 2000 roku Michał Listkiewicz wydał polecenie, by pieniądze należne Widzewowi Łódź przekazać prywatnej firmie należącej do właściciela Widzewa, Andrzeja G. Dziś jest on jednym z podejrzanych we wrocławskim śledztwie. Chodziło o pieniądze od stacji telewizyjnej Canal+ za prawa do transmisji meczów ekstraklasy.

    Za sprawą decyzji Listkiewicza - twierdzi prokuratura - przeszło 7 mln złotych nie wpłynęło na konto łódzkiego klubu.
    Gdyby pieniądze te trafiły na rachunek Widzewa, zabraliby je komornicy. Łódzki klub winny był pieniądze m.in. urzędowi skarbowemu i Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych.

    - Nigdy nie podejmowałem żadnych decyzji, które miałyby wyrządzić szkodę wierzycielom jakiegokolwiek klubu - przekonywał nas wczoraj po przesłuchaniu Michał Listkiewicz. - Nie wiedziałem nic o jakichkolwiek długach czy prowadzonych wobec klubów egzekucjach. To nie była moja działka. Jeśli coś wiedziałem, to z doniesień mediów. Pytałem wówczas fachowców z działu prawnego.

    Przypomnijmy, że wrocławska Prokuratura Apelacyjna nakazała Listkiewiczowi, by wpłacił 60 tysięcy złotych kaucji. Wczoraj przed przesłuchaniem przekazał połowę tej kwoty. Dziś prokurator wyznaczy mu termin, do którego będzie musiał zebrać resztę.

    Oprócz Michała Listkiewicza w finansowym wątku piłkarskiej afery zarzuty usłyszało siedem osób. Wśród nich dwaj ważni działacze PZPN - sekretarz generalny Zdzisław K. i były wiceszef związku Eugeniusz K.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama