Kubuś w klinice czeka na nowych rodziców

    Kubuś w klinice czeka na nowych rodziców

    Eliza Głowicka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Poszukujemy nowych rodziców dla chorego, 5-letniego Kubusia, którego matka zostawiła w klinice onkologii dziecięcej we Wrocławiu
    Kuba za kilka dni skończy pięć lat. Żywe, bystre dziecko garnie się do każdego. Aż trudno uwierzyć, że walczy ze śmiertelną chorobą. Od trzech miesięcy jego domem jest klinika onkologii i hematologii dziecięcej przy ul. Bujwida we Wrocławiu. Trafił tam we wrześniu z ostrą białaczką.

    Krótko po tym matka go porzuciła. Chłopiec ma jeszcze ośmioro rodzeństwa, z których część jest już w domach dziecka.
    - Matka była tu dwa razy. Powiedziała, że nie chce Kuby z powrotem. Niedawno zrzekła się praw rodzicielskich do niego. Nasza klinika stała się więc jego rodziną zastępczą - opowiada prof. Alicja Chybicka, kierownik placówki. Opiekunem prawnym Kuby została pani psycholog z kliniki.


    Teraz chłopcu trzeba pilnie znaleźć nowych rodziców, bo jego leczenie już się kończy.
    - Kuba powinien być w domu. To czarujący chłopiec, ale nie może przebywać w klinice wśród chorych dzieci. W domu małego dziecka też nie, bo byłby narażony na groźne dla niego infekcje - tłumaczy dr Elżbieta Grażyńska z kliniki. I dodaje, że chłopiec wymaga wzmożonej opieki i czasu, bo leczenie potrwa dwa lata. Przyszli rodzice muszą się też liczyć z tym, że choroba może wrócić.

    Kuba nie jest jedynym chorym dzieckiem, które zostało porzucone w szpitalu przez rodziców. Wiosną opisywaliśmy przypadek dwukrotnie odrzuconej 3-letniej Natalki, którą zastępczy rodzice pozostawili po operacji w szpitalu na ul. Borowskiej we Wrocławiu. Mimo tych przejść, dziewczynka jest pogodnym i pełnym energii dzieckiem. Ale od urodzenia choruje na fenyloketonurię i wymaga specjalnej diety. Nie ma też części czaszki po operacji usuwania krwiaka mózgu.

    Nie mieli szans na normalną rodzinę Piotr i Fabian z Legnicy, którzy urodzili się jako wcześniaki i cierpieli na przewlekłą chorobę płuc. Od urodzenia leżeli na oddziale intensywnej terapii noworodków w szpitalu w Legnicy. Mieli objawy choroby sierocej, byli opóźnieni w rozwoju. Matki nie chciały ich odwiedzać. Obydwaj chłopcy zmarli pod koniec ubiegłego roku w wieku dwóch lat.

    Pracownicy ośrodków adopcyjnych przyznają, że niezwykle ciężko jest znaleźć w Polsce rodziców adopcyjnych dla chorych dzieci. Zwłaszcza że nie mogą oni liczyć na żadne wsparcie finansowe. W tym roku udało się znaleźć nowe rodziny zaledwie dla dwóch dziewczynek. Ale nie dla Natalki. - Na początku zgłaszało się po nią sporo chętnych, jednak zniechęciła ich choroba dziecka. Rozumiemy to, bo to ogromna odpowiedzialność - przyznaje siostra Joanna Górka, dyrektor Ośrodka Wychowawczego w Wierzbicach, gdzie mieszka Natalka.

    Na Dolnym Śląsku na adopcję czeka 155 dzieci, z czego 45 jest chorych. Część z nich cierpi na schorzenia fizyczne, m.in. choroby serca, czy głuchotę . Inne mają zaburzenia emocjonalne lub są upośledzone umysłowo. Najpierw przez dwa miesiące szuka się dla nich rodziny na Dolnym Śląsku, potem rodziców za granicą próbuje znaleźć ośrodek z Warszawy. - Czasem takie dzieci czekają nawet kilka lat, zanim znajdą rodzinę. Albo wcale - mówi Anna Mucha z Wrocławskiego Centrum Opieki, Wychowania i Adopcji.
    Współpraca: AAG, PEKA
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama