Stacey Kent. Jazz ze słowiańską duszą

    Stacey Kent. Jazz ze słowiańską duszą

    Marta Wróbel

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa ze Stacey Kent, znakomitą wokalistką jazzową.
    Za Tobą kilkanaście lat na scenie. Najbardziej zaskoczyły cię...

    ... dwie rzeczy. Ostatnio w jednym z magazynów muzycznych przeczytałam, że Steven Tyler, wokalista Aerosmith, jest moim fanem! Bardzo się ucieszyłam, bo był kiedyś moim idolem. Drugie zaskoczenie to propozycja współpracy od laureata prestiżowej Booker Prize, pisarza Kazuo Ishiguro. Kiedyś w programie w BBC Radio powiedział, że lubi moją muzykę. Skontaktowałam się z nim, żeby podziękować za te słowa, a skończyło się na tym, że został współautorem tekstów do czterech piosenek na mojej ostatniej płycie.

    Amerykańska mentalność czy słowiańska dusza? Co jest w Tobie silniejsze? Słuchając Twojej muzyki, odnoszę wrażenie, że to drugie.


    Wielu osobom mój głos kojarzy się ze swego rodzaju melancholią. Może coś w tym jest, bo moja rodzina od strony dziadka pochodzi z Rosji, a mentalność mam zdecydowanie bardziej europejską niż amerykańską. Szczególnie komfortowo czuję się w waszej części Starego Kontynentu. Właściwie nie wiem, jak to nazwać, ale byłam w Polsce wcześniej kilkakrotnie i czuję się tu bardzo dobrze. No i publiczność jest wspaniała. Uwierz, nie mówię tego w wywiadach, których udzielam do gazet z innych krajów (śmiech). Urodziłam się w New Jersey, potem studiowałam w Nowym Jorku, ale to bardzo kosmopolityczne miasto nie zaspokoiło mojego głodu poznawania świata. Dziś nie tęsknię za Nowym Jorkiem. Mieszkam trochę w Londynie, trochę w Colorado, bo uwielbiam góry.

    Polecam piękne polskie Tatry, z najwyższymi polskimi wzniesieniami.


    Możesz przeliterować? Chętnie się tam wybiorę. Dzięki za informację!

    A skąd wziął się Twój związek z Francją? Mówisz płynnie w tym języku, podpisałaś kontrakt z tamtejszym oddziałem legendarnej wytwórni płytowej Blue Note, a ostatnio dostałaś od francuskiego rządu prestiżową nagrodę.

    W tym miejscu znów wrócę do mojego dziadka, bo to on zaraził mnie miłością do Francji. Zatrzymał się tam na... 20 lat w drodze z Rosji do Stanów Zjednoczonych. W końcu przeniósł się z resztą rodziny do USA, ale zanim to się stało, zachwycił się poezją Charlesa Baudelaire'a czy piosenkami Serge'a Gainsbourga. A kiedy byłam mała, o tym wszystkim mi opowiadał. Słuchałam też dużo francuskiej muzyki w radiu. A jeśli chodzi o kontrakt z Blue Note, jest ogólnoświatowy, tylko mój menadżer mieszka w Paryżu.

    Na ostatniej płycie "Breakfast On The Morning Tram" śpiewasz dwie kompozycje Gainsburga. To prawda, że na kolejnym krążku będą same utwory po francusku?

    Zgadza się. Połowa z nich to piosenki mojego autorstwa, reszta to kompozycje, m.in. Gainsburga, ale też francuskojęzyczne wersje utworów Antônio Carlosa Jobima, jednego z twórców bossa novy. Album ukaże się w marcu. We Wrocławiu zaśpiewam kilka nowych piosenek, ale skupię się głównie na utworach z poprzednich płyt.

    Za miesiąc zaśpiewa u nas inna jazzowa diwa - Diana Krall, a w Warszawie wystąpi Cassandra Wilson. Jesteś wymieniana z nimi w jednym rzędzie. Są dla ciebie konkurencją?

    Nie lubię konkurować z innymi. Zostało mi to z czasów, kiedy jako nastolatka grywałam w tenisa i wymagano ode mnie, wbrew mojej woli, wygrywania. Inne wokalistki tylko mnie motywują do większej pracy. Uwielbiam Dianne Reeves czy Patricię Barber. A kiedy mam zaśpiewać, dajmy na to, bossa novę "So Nice", nie zastanawiam się nad tym, czy ostatnio lepiej zinterpretowała ją Diana Krall.


    Kim ona jest?
    Stacey Kent ma 41 lat i jest uważana za jedną z najlepszych wokalistek jazzowych na świecie. Urodziła się w New Jersey, studiowała komparatystykę literacką w Nowym Jorku, potem skończyła londyńską Guildhall School of Music and Drama. Na swoim koncie ma pięć płyt, które współtworzyła z mężem, saksofonistą tenorowym Jimem Tomlinsonem. Ostatni album Stacey - "Breakfast On The Morning Tram" (2007) przyniósł jej nominację do nagrody Grammy. Laureatka BBC Jazz Award (2002) dla najlepszej wokalistki. Piosenki artystki ukazały się na wielu składankach, a ona sama pojawiła się w filmie Richarda Loncraine'a "Ryszard III", śpiewając jazzową wersję kompozycji Christophera Marlowe'a "The Passionate Shepherd To His Love".

    Stacey zaśpiewa w poniedziałek w Capitolu (ul. Piłsudskiego 72) o godz. 19, bilety: 110-150 zł.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama