Ważne
    Zmarł, czekając na pomoc

    Zmarł, czekając na pomoc

    Zygmunt Mułek

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Przed legnickim Sądem Rejonowym zakończył się wczoraj proces lekarza Tomasza Sz., oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci pacjenta.
    Prokurator Małgorzata Halikowska zażądała kary roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, rocznego zakazu wykonywania zawodu oraz 5000 zł grzywny. Obrońca dowodził, że Tomasz Sz. jest niewinny. Sąd ogłosi wyrok za tydzień.

    Tragedia rozegrała się 18 grudnia 2006 r. Jarosław Gawor (44 lata) przyjechał do szpitala ze swoją matką Haliną. Źle się czuł, według matki miał kłopoty z mówieniem, pociągał nogami, co miałoby świadczyć o udarze.
    Lekarz z oddziału ratunkowego odesłał jednak pacjenta do przychodni. Po kilku godzinach stan Jarosława Gawora się pogorszył. Mężczyzna z matką ponownie przyjechał do szpitala. Ale, według oskarżenia, czekał przez kilka godzin na przyjęcie na oddział. Zmarł, gdy już tam trafił. Wina lekarza polega na tym, że nie udzielił choremu pomocy.

    - Wina lekarza polega na tym, że nie udzielił choremu pomocy - grzmiała prokurator Halikowska. - Karygodne było odesłanie go do domu.

    Oskarżyciel posiłkowy Karol Węgliński dorzucił, że lekarz pozbawił pacjenta prawa do leczenia.
    - Przez 10 godzin nie udzielił mu pomocy - mówił oskarżyciel. - A powinien natychmiast skierować go na oddział.

    Oskarżony przez godzinę udowadniał swoją niewinność. Przypomniał, że pacjent chorował na marskość wątroby i miał anemię.
    - Gdy do mnie trafił po raz pierwszy, zrobiłem podstawowe badania, które nie wykazywały, że ma problemy z układem krążenia - zapewniał. - Kiedy przybył po raz drugi, też nic nie wskazywało, że ma poważne dolegliwości. Skierowałem go rutynowo na oddział, gdzie doznał nagłego wylewu.

    Lekarz Tomasz Sz. został już ukarany naganą w legnickim szpitalu. Zmienił miejsce pracy.
    W innym procesie lekarzy oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci pacjenta, sąd warunkowo umorzył postępowanie. Oskarżeni byli ordynator chirurgii legnickiego szpitala Jerzy P. i lekarz prowadzący Czesław A.

    W listopadzie 2005 r. na chirurgię trafił pacjent z ostrymi bólami brzucha. Po 24 godzinach został wypisany. Jego żona wspomina, że cały czas skarżył się na ból. Mimo to lekarze zdecydowali, że może leczyć się w domu. Zdzisław J. zmarł w samochodzie na parkingu, chwilę po wyjściu z lecznicy.

    W pierwszej instancji obaj lekarze zostali ukarani grzywnami po 5000 zł. W drugiej sprawa została umorzona. Biegli stwierdzili, że przyczyną śmierci był tętniak. Lekarze go nie wykryli, bo nie zbadali pacjenta.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      no tak, lekarze to święte krowy...

      maja (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 8 / 8

      tylko oni mogą w tym kraju zabijać legalnie i bez konsekwencji...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo