Miłoradzice już się boją węgla

    Miłoradzice już się boją węgla

    Piotr Kanikowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Stefanię Śliczną Rosjanie wywieźli na Sybir. Po latach polski rząd chce wysiedlić ja z całą wsią.
    W Miłoradzicach - jednej z 36 wiosek leżących na terenie przyszłej odkrywki - jest kościół, sklep spożywczy, ośrodek zdrowia, świetlica z przedwojenną salą taneczną na resorach, stary dąb w parku i domy, w których mieszka 340 ludzi. Wszystko to ma zniknąć w wielkiej dziurze z węglem na dnie.

    Wiesław Rydel budował się w Miłoradzicach jako pierwszy. Był rok 1982, sam początek stanu wojennego. Cwani urzędnicy zaznaczyli w decyzji, że Rydel stawia dom na własne ryzyko i gdyby doszło do budowy kopalni, to rodzinie nie należy się żadne odszkodowanie. Więc Wiesław Rydel nawet nie liczy na pieniądze.

    Wcześniej jacyś geolodzy chodzili po polach, jakieś odwierty robili - ludzie mówili, że węgiel brunatny pod wsią znaleźli.
    Któż teraz policzy, ile chałup poniemieckich, ile stodół przez ten ich węgiel poszło na zatracenie? Waliły się, bo władza nie pozwalała na kapitalne remonty, chcąc w razie czego zaoszczędzić na wykupie nieruchomości. Już wtedy Miłoradzice były skazane na zagładę.
    - Postanowiłem zaryzykować, bo gdzieś trzeba było mieszkać - Wiesław Rydel zaciąga się dymem z papierosa, wspierając się mocniej o rdzawe ogrodzenie. Pobudował się naprzeciwko kościoła, obok poniemieckiego domu, w którym wychowali go rodzice - repatrianci ze Wschodu, przywiezieni tu pierwszym transportem w 1945 roku. Myślał jak wszyscy, że jeśli państwu naprawdę zależałoby na tym węglu, to dawno zrobiłoby wykop, zamiast czekać nie wiadomo na co.

    25 lat przepracował w Spółdzielni Kółek Rolniczych w Miłoradzicach. Tu się ożenił i wychował dwoje dzieci. SKR rozwaliła komuna. Wiesław Rydel zachorował, dostał rentę i tak powolutku dociągnął do roku 2009, kiedy stary demon - kopalnia - znowu zaczął go straszyć w snach.
    - Tu zatyka - mówi, kładąc dłoń na gardle. - Córkę będę wydawał w lipcu. Mam działkę przekształconą na budowlaną, chciałem jej dom postawić. Ale co mi z działki, jak wsi nie będzie?
    Rydel za żadne skarby nie da się wyrzucić z domu na poniewierkę. Zapowiada, że choćby miał się położyć na skarpie, nie opuści gospodarstwa.
    Któż teraz policzy, ile chałup poniemieckich, ile stodół przez ten ich węgiel poszło na zatracenie?
    Ale Kazimierz Dyrba wie, że opór nic nie da. Ludzie to mróweczki maleńkie, a kopalnia wielka - zrobi z nimi, co zechce. Więc Dyrba weźmie odszkodowanie i wyjedzie z Miłoradzic, choć żal mu wioski, gdzie spędził całe życie.

    Jego matka, Karolina Dyrba, 77-letnia drobna staruszka o nieśmiałym, dziewczęcym uśmiechu, na cmentarzu ma męża i trzech innych synów. Przyjechała na Ziemie Odzyskane w bydlęcym wagonie z Jagielnicy w powiecie czortkowskim (województwo tarnopolskie). Z przerażeniem myśli, że znowu przyjdzie jej się tułać po świecie z tabołami.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama