Co taki pieszy wie?

    Co taki pieszy wie?

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Patrzenie na ruch uliczny z perspektywy pieszego jest rodzajem inwalidztwa. Co taki pieszy wie?
    Z jego perspektywy kierowca pędzący ulicą "beemwicą" wygląda jak ktoś, kto spadł przed chwilą z gałęzi. Bo przecież nawet nie zszedł. Żeby zejść z gałęzi, trzeba mieć choć jedną szarą komórkę. A taki kierowca szaleniec, jeśli już ma jakąś komórkę, to tylko telefoniczną. Pruje taki setką spod jednych świateł na skrzyżowaniu do drugich, by tam gwałtownie zahamować. Przez telefon nikt mu nie powie, że to kompletny idiotyzm.

    Oczywiście, nie wszyscy kierowcy to debile, nie ufajmy do końca statystykom. Tak samo jak nie wszyscy rowerzyści mają prawo uważać się za hinduskie święte krowy, pedałując po chodnikach i kwietnikach. Jedni i drudzy działają takiemu prostemu pieszemu na nerwy, bo narażają go na stresy, urazy, a nawet kalectwo i śmierć.
    Rzadko można spotkać kierowcę, który zatrzyma się przed zebrą dla pieszych. Czy rowerzysta mijający slalomem ludzi na chodnikach jest w czymś lepszy? Tematu ścieżek rowerowych nie będę podejmował, gdyż przypomina kąpiel w zamulonym stawie.

    W roku 1998 Francuzi wymyślili Dzień bez Samochodu. Podchwyciła to prawie cała Europa. Polska dołączyła siedem lat temu. W miniony wtorek, który teoretycznie był owym Dniem bez Samochodów, na ulicach wcale ich nie było mniej. By rozpropagować taki dzień, trzeba prawdziwego mistrza propagandy.

    Na razie kandydaci na etatach ćwiczą na wrocławskim prezydencie. Rezultat było widać właśnie we wtorek, gdy prezydent Wrocławia chciał sobie pojeździć na rowerze po Rynku, ale nikt z mistrzów kreacji i wizerunku miasta nie powiedział mu, że po Rynku na rowerze jeździć nie można. Zresztą, zakaz jest słuszny.

    Nikt też nie pomyślał w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji, jeśli ktoś tam bierze pieniądze za myślenie, żeby zalepić kasowniki biletów czy na tramwajach i autobusach przylepić sztrajfy: "Dziś za darmo". Sam się na tym przyłapałem i z rozpędu skasowałem bilet. Dopiero ktoś zwrócił mi uwagę, że mogę jechać za darmo. We Wrocławiu z darmochy mogli korzystać wszyscy.
    Dzień bez Samochodu promowało 126 polskich miast

    W większości polskich miast tylko właściciele dowodów rejestracyjnych mogli jeździć za darmo komunikacją miejską. W Szczecinie skasowane w tym dniu bilety i sygnowane przez pasażera brały udział w losowaniu bezpłatnych biletów do końca roku. W stolicy ruch i korki były takie same jak zawsze.

    Dziennikarze skalkulowali, że gdy ktoś zdecydował się na tramwaj czy autobus i musiał się dwa razy przesiadać, to zapłacił więcej niż za wypaloną przez samochód benzynę. Słowem, motywacja na poziomie zerowym. Dobrze, żeby w przyszłości pamiętali o tym pomysłodawcy takich akcji. Przy okazji, pomijając dyskomfort przejazdu w zatłoczonym tramwaju, każdy stracił dwa razy więcej czasu. Nie wierzę, żeby we Wrocławiu czy innych większych miastach było inaczej. Po tym tygodniu widać jak na dłoni, że miejska komunikacja w każdym wymiarze jest tematem nie na każdą głowę. W tym roku Dzień bez Samochodu promowało 126 miast polskich i 1670 miast na świecie. Widać, że cała para poszła w gwizdek...

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama