Pierwszaki nudzą się na lekcjach jak mopsy

    Pierwszaki nudzą się na lekcjach jak mopsy

    Magdalena Kozioł

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Siedmiolatki drugi raz uczą się w szkole literek. To efekt reformy, zaserwowanej przez ministerstwo.
    Nauczyciele z wrocławskich podstawówek rozkładają ręce. Sześciolatki, które od tego roku mogą uczyć się w pierwszej klasie, nie nadążają za starszymi o rok kolegami. Z kolei siedmiolatki, zamiast uczyć się pisania, są zmuszone powtarzać program z zerówki, więc się nudzą.

    To efekt reformy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Eksperyment z posyłaniem sześciolatków do pierwszej klasy resort prowadzi od początku września. W tym roku nauka jest dla takich dzieci dobrowolna (we Wrocławiu rodzice wysłali do szkoły 142 maluchy). Za trzy lata dzieci w tym wieku miałyby uczyć się już w szkołach obowiązkowo.

    Justyna Domagała, mama sześcioletniego Kuby, który chodzi do SP nr 50 przy ul. Obornickiej jest rozczarowana.
    - Mój syn od trzeciego roku życia chodził do przedszkola, więc myślałam, że ze szkołą spokojnie sobie poradzi. Tymczasem ma problemy. Program zupełnie nie jest dostosowany do jego umiejętności, więc muszę mu poświęcać o wiele więcej czasu i uczyć go najpierw literek, a potem czytania i pisania. Czyli tego, co siedmiolatki już potrafią - opowiada Justyna Domagała.

    W tej samej szkole z młodszymi o rok dziećmi uczy się siedmioletnia Natalka Gołębiowska. Jej mama, Ewa, nie kryje, że córka w szkole się nudzi.
    - Musi od nowa uczyć się, jak wyglądają cyfry i litery - mówi Ewa Gołębiowska. - Staram się pracować z nią jeszcze wieczorami, żeby nie straciła zapału do nauki. Czytamy bardzo dużo książek.

    Psychologowie podkreślają, że właśnie w tym wieku dziecko najszybciej i najwięcej się uczy. Tymczasem reforma MEN spowodowała, że wszystkie pierwszaki w szkołach podstawowych mają obniżony program nauczania i to bez względu na to, czy w swoich klasach mają młodszych kolegów, czy nie. Bo program wszędzie dostosowano tak, by pasował do umiejętności sześciolatków.

    Anna Marczewska-Stręk, psycholog z Poradni Psycho-logiczno-Pedagogicznej nr 5 przy ul. Czajkowskiego we Wrocławiu, nie ma wątpliwości, że sposób wprowadzenia reformy jest zły. Dlaczego?
    - Bo większość dzieci starszych traci czas - przekonuje. Podpowiada przy tym, że to rodzice powinni teraz zadbać o prawidłowy rozwój uczniów. Jak? Choćby zapisać je na lekcje języka obcego, taniec czy na szachy. W szkole niewiele da się już robić. Program, który narzuciło ministerstwo, trzeba realizować.

    Radosław Sieczka, ojciec siedmioletniego Artura, też z SP nr 50, uważa, że największy obowiązek spoczywa jednak na nauczycielu, który powinien dostosować program do umiejętności dziecka. Z tym może być jednak problem, bo w klasach uczy się nawet trzydzieścioro dzieci. 142 - tylu sześciolatków 1 września zaczęło naukę w podstawówkach we Wrocławiu.

    Nauczyciele starają się jak mogą. Jolanta Gawlik, która jest wychowawczynią w pierwszej klasy w szkole przy ul. Obor-nickiej, przyznaje, że z najmłodszymi dziećmi jest problem.
    - Ciężko im usiedzieć przez całą lekcję w ławkach i trudno im się skoncentrować na zadaniach - wskazuje.

    Współpraca: AW i JP


    Uczniu, jak sobie radzisz w nowym roku szkolnym po zmianach? Rodzicu, czy wiesz, co się dzieje w szkole Twego dziecka? Jak oceniacie nowości w szkołach? Czekamy na komentarze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Reforma ale MEN

      neron13 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 4

      Gdyby w Polsce zamiast MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej) istniał jakiś instytut mający ministerialne uprawnienia decyzyjne to byłoby spokojniej. Żaden z nowo mianowanych ministrów MEN nie...rozwiń całość

      Gdyby w Polsce zamiast MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej) istniał jakiś instytut mający ministerialne uprawnienia decyzyjne to byłoby spokojniej. Żaden z nowo mianowanych ministrów MEN nie musiałby zaistnieć od razu w historii (bo za pół roku może przestać być ministrem). I dlatego rzadziej szef takiego instytutu zaczynałby swoje rządy od reformy systemu edukacyjnego. A jakby miał kadencję co najmniej 7 lat z opcją przedłużenia na kolejne 7 to może cała jedna generacja uczniów mogłaby przejść system edukacyjny jedną spójną ścieżką. Ech, pomarzyć można...zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Szafki

      gaax (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 5

      Z 10 lat temu w mojej szkole problem szafek rozwiązano jednorazowo - szkoła wraz z rodzicami je sfinansowała. Każdy uczeń zapłacił jakieś 50zł (a może 35?) za swoją szafkę (później przechodziły w...rozwiń całość

      Z 10 lat temu w mojej szkole problem szafek rozwiązano jednorazowo - szkoła wraz z rodzicami je sfinansowała. Każdy uczeń zapłacił jakieś 50zł (a może 35?) za swoją szafkę (później przechodziły w ręce kolejnych roczników, więc obciążono kosztami tylko aktualne klasy). Nie wiem czy to było najlepsze rozwiązanie, ale nikt przy tym nie ucierpiał, a przynajmniej z dnia na dzień zniknęły beznadziejne peerelowskie boksy. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama