W prezbiterium suto zakrapiana alkoholem impreza, w nawie głównej miejsce do ćwiczeń i pracy nad tężyzną fizyczną, nawa boczna idealnym miejscem na moczenie nóg i odpoczynek po znojach codzienności z papierosem w zębach, a ołtarz alkową rozkoszy lub - jak kto woli - sypialnią.
Obrazoburcze? Niemożliwe? A jednak. W kościołach katolickich i ewangelickich, w synagogach, cerkwiach i innych obiektach sakralnych na całym świecie powstają kafejki, galerie handlowe, księgarnie, dyskoteki, hotele i mieszkania - nie dla duchownych, a zwykłych śmiertelników. Prym wiedzie Europa Zachodnia, ale próby "odświęcenia" kościołów podejmuje się też coraz częściej w Polsce. Nie jest to pomysł nowy. Tuż po wojnie podobne działania podejmowały komunistyczne władze, które zamieniały obiekty kultu religijnego w magazyny czy szkoły. O hotelach lub knajpach w kościołach nikt jednak wtedy nie myślał.
Teraz do kontrowersyjnych miast, które się na to zdecydowały, dołączyła Jedlina-Zdrój, miasto w powiecie wałbrzyskim.
W dawnej ewangelickiej kaplicy cmentarnej mają powstać... mieszkania. Przed laty obiekt przejęła gmina, a teraz na taki cel odkupiła go w przetargu osoba prywatna. Miasto zdecydowało się na to, bo nie miało pieniędzy, a może i pomysłu na zagospodarowanie dawnego kościoła. Wyjścia były dwa. Albo czekać na to, aż budynek popadnie w taką ruinę, że trzeba go będzie rozebrać (a tak stało się choćby z XVIII-wiecznym zborem ewangelickim w Starych Bogaczowicach pod Wałbrzychem, gdzie urzędnikom nie udało się zdobyć gotówki na ratowanie zabytku i ze względów bezpieczeństwa trzeba go było zrównać z ziemią), albo oddać kaplicę na cele świeckie i tym samymuratować zabytkową budowlę.
Jedlina wybrała to drugie wyjście, choć oba budzą kontrowersje. I to nie tylko wśród duchowieństwa i wiernych, ale także konserwatorów zabytków, inspektorów nadzoru budowlanego czy architektów. Z jednej strony mamy moralny obowiązek ratowania przed zniszczeniem dóbr kultury, które - mówiąc górnolotnie - trzeba ocalić, by mogły się nimi delektować przyszłe pokolenia. Problem jednak w tym, jak to zrobić i czy cel uświęca środki? Czy świątynie, które stawia się z myślą o kulcie religijnym, kontemplacji, miejsca, które według wiernych są domem Bożym, można traktować jedynie przez pryzmat starych, bezcennych z punktu widzenia architektury murów? Czy można i da się odciąć od pierwotnego przeznaczenia obiektu i ze spokojem urządzać w byłych świątyniach miejsca świeckich uciech?
Gdzie leży granica między sacrum a profanum? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Czy złoty środek znalazła Twardogóra, która - podobnie jak wiele miast we Francji, czy choćby Kraków - postanowiła przekształcić świątynię w galerię sztuki? Miasto ma już gotową dokumentację i chce w obiekcie sakralnym zrobić galerię i muzeum regionalne. Wydaje się, że to dobry pomysł: monumentalne wnętrze byłej świątyni będzie skłaniać do refleksji i sprzyjać kontemplacji sztuki.
Wcześniej na podobny pomysł wpadli m.in. Holendrzy z agencji Merkx+Girod, którzy w dawnym kościele dominikanóww Maastricht urządzili jedną z najbardziej nietypowych księgarni na świecie. Podobnie jest we Francji, gdzie w opustoszałych kościołach organizuje się galerie wystawiennicze i muzea.
Na Dolnym Śląsku są jednak także tendencje odwrotne, a te nie wywołują już takich kontrowersji. Chodzi o obiekty całkowicie niezwiązane ze sferą religii, a adaptowane na potrzeby kościołów. Za przykład może służyć Legnica, gdzie po odejściu w 1993 roku wojsk Federacji Rosyjskiej zrobiono to dwukrotnie. Na osiedlu Drzymały w czasie pobytu Rosjan funkcjonowało kino. Budynek ten wyremontowano i przekształcono w kościół parafii pw. św. Józefa. Dziś mieści się tam również legnickie Duszpasterstwo Akademickie Ikona.
Drugi przykład to adaptacja na potrzeby parafii pw. św. Joachima i Anny porosyjskiej łaźni przy ul. Rzeczypospolitej. Powstał tam parafialny kościół. Na potrzeby Kościoła polskokatolickiego sprzedano także obiekt posowiecki (budynek wykorzystywany był przez służby łączności) w popularnym legnickim Kwadracie, czyli zamkniętej dzielnicy rosyjskich generałów. Parafia ta nie uniosła jednak ciężaru adaptacji budynku, który został zniszczony m.in. przez pożar. Odkupił go Kościół rzymskokatolicki: uporządkował teren i na tej działce powstała kaplica parafii św. Jadwigi, a w planach jest budowa parafialnego kościoła. Te praktyki nie budzą jednak kontrowersji.
Kiedy w Polsce miejsca świeckie poświęca się, nikt nie protestuje; odwrotnie jest, gdy próbuje się je odświęcić. Czy słusznie?