Menu Region

Pamięć o Kresach

Pamięć o Kresach

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Agata Grzelińska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Rozmowa z ks. dr. Krzysztofem Bojką, duszpasterzem środowisk kresowych i Sybiraków w diecezji legnickiej, organizatorem spotkania Kresowian w Białej, które odbędzie się w najbliższą niedzielę.
W PRL temat Kresów był zakazany. Dziś wiele osób akcentuje bolesne wydarzenia, np. mordowanie Polaków przez bandy UPA. Jak mówić o Kresach, by nie dzielić?

Jestem z wykształcenia historykiem. Patrzę na relacje polsko-ukraińskie, polsko-litewskie czy polsko-żydowskie z perspektywy kilku stuleci. Spoglądanie na związki Polaków z innymi narodami w kontekście zaledwie kilku dekad wypacza obraz Kresów.
Przez kilkaset lat Polacy żyli z Ukraińcami i Litwinami w zgodzie. Tworzyli wspólnotę. Potem pojawiły się konflikty, które były inspirowane z góry. Władze stawiały ludzi w sytuacji historycznej, której sporo osób nieświadomie ulegało. Mam korzenie litewskie i wiem, że stosunki polsko-litewskie były serdeczne do czasów powstania styczniowego.
Potem carat skutecznie skłócał Polaków i Litwinów. Podobnie było na Ukrainie. Dopiero polityka austro-węgierska doprowadziła do skłócenia Polaków z Ukraińcami. Celowo budzono nacjonalizmy, by rozbić jedność. Za czasów II Rzeczypospolitej Ukraińcy, którzy mieszkali na terenach polskich, np. w okolicach Lwowa, które dziś należą do zachodniej Ukrainy, mieli swobodę wyrażania poglądów. I do dziś jest im bliżej do Polski niż do Rosji. Ci zaś, którzy mieszkali po stronie Związku Radzieckiego, byli strasznie stłamszeni. Oczywiście, nie możemy zapominać o bolesnych wydarzeniach. Pokazywanie prawdy jest bardzo ważne. Ale mówiąc o ranach, trzeba widzieć przyczyny. Niestety, te ostatnie wydarzenia bardzo wpływają na ogólne widzenie Kresów Wschodnich.

Pamięć o Kresach jest żywa w całej Polsce? Czy są miejsca, gdzie się pamięta, i takie, gdzie o Kresach się nie mówi?

Ruch kresowy jest silny tam, gdzie żyją przesiedleńcy. Na terenach północnych, od Pomorza do Białostocczyzny, gdzie jest wielu ludzi z Wileńszczyzny i dzisiejszej Białorusi. Tam jest najwięcej stowarzyszeń wileńskich. Na południu, od Lubuskiego przez Dolny Śląsk aż do Gliwic, żywsza jest tradycja Kresów Południowo-Wschodnich. Dominują tu towarzystwa lwowskie, tarnopolskie, drohobyckie, buczackie. Nie jest to oczywiście żelazna reguła. Dowodem na to jest moja rodzina. Ojciec pochodzi z Litwy, mama z okolic Lwowa. I na północy, i na południu są rodziny pochodzenia ormiańskiego. Zresztą, gdy przesiedlano ludzi ze wschodu, celowo ich mieszano, by rozbijać silnie związane, dobrze zorganizowane wspólnoty. To często wiązało się z wielkimi dramatami. W PRL na siłę niszczono świadomość kresową. Mówienie o byłych terenach polskich na wschodzie było zakazane. Ludziom, którzy urodzili się na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi czy Ukrainy, w dokumentach wpisywano, że przyszli na świat w Związku Radzieckim.
1 3 »
Reklama
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

a jednak żal

+4 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

wrocławianin (gość)  •

Nie jestem związany z tamtymi terenami a jednak mi żal że kiedy już można było - a można było od 1989 roku jak sądzę czyli już od 20 lat , - że nie powstało poważne , duże muzeum-instytut historyczny gromadzący póki to możliwe świadectwa historii, relacje ludzi którzy tam mieszkali i którzy byli przesiedlani. Niemcy próbują to zrobić i zrobią a my co ? Ludzie umierają i za chwilę nie będzie nikogo kogo relacje by mozna nagrać, zarejestrować , pomóc mu opisać.

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama