Wrocław: Urzędnicy chcą oczyścić podwórka z samochodów

    Wrocław: Urzędnicy chcą oczyścić podwórka z samochodów

    Janusz Krzeszowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z centrum Wrocławia mają zniknąć auta. Zapomnimy o darmowych parkingach?
    - Rozważamy zamknięcie podwórek w centrum miasta dla samochodów - zapowiadają urzędnicy z Zarządu Zasobu Komunalnego.

    Chodzi o teren całego Starego Miasta i Śródmieścia, zamykający się od północy ul. Sienkiewicza, od południa - Nasypową. I pomiędzy Pułaskiego i Sokolniczą.
    Jak się okazuje, takie parkowanie było samowolką i musi się skończyć. Miasto chce uporządkować swoje podwórka i stworzyć w nich zielone miejsca do odpoczynku i zabawy dla dzieci, a usunięcie aut ma być pierwszym krokiem.


    ZZK proponuje wstępnie dwa scenariusze. Mieszkańcy mogą dzierżawić od miasta część placów między budynkami i tam tworzyć legalne parkingi. Będą oczywiście zamykane, a pilot będą mieli ci, którzy zapłacą za dzierżawę. Może być też jednak tak, że podwórka zostaną zamknięte całkowicie dla samochodów. Efekt? Ludzie będą skazani na płatne karnety i miejsca na ulicach. Urzędnicy pocieszają, że kupimy je jednak po preferencyjnych cenach.

    Pozamykane dla aut gminne podwórka są np. już w Poznaniu. Tam jednak parking na ulicy przy budynku dla zameldowanych jest gratis.
    - Nie może być tak, że zostawimy to bez zmian. Samochodów w centrum będzie coraz więcej, a przecież trzeba też gdzieś odpoczywać - przekonuje Agnieszka Korzeniowska, rzeczniczka prasowa Zarządu Zasobu Komunalnego.
    Mieszkańcy przyznają, że pomysł ZZK mocno ich podzielił.
    I tłumaczy, że kierowcy, którzy parkują w podwórkach, blokują ich odnawianie i inicjatywy ZZK. Przypomina, że ostatnio było tak przy ul. Szewskiej. Zarząd zaproponował remont wnętrza między budynkami, a kierowcy nie chcieli nawet o tym słyszeć. - Przekrzykiwali innych mieszkańców, bo wolą parking na piasku w zniszczonej wnęce niż ładne podwórku z zielenią i ławkami - argumentuje Korzeniowska.

    Mieszkańcy przyznają, że pomysł ZZK mocno ich podzielił.
    - To nie do pomyślenia. Ulice i pobocza też się przecież wtedy zapchają - denerwuje się Joachim Nawrat z ul. Szczytnickiej.

    - A ja mam dość bawienia się z dzieckiem między autami. Chcemy placów zabaw zamiast miejsc postojowych - ripostuje jego sąsiadka Marzena Kryska.
    Urzędnicy z ZZK zamierzają rozpocząć debatę na ten temat. - Czekamy na racjonalne propozycje rozwiązania tej sytuacji. Chcemy pogodzić interesy wszystkich - zapewnia Korzeniowska.

    Napisz do autora: j.krzeszowski@gazeta.wroc.pl

    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (6)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      totalna bzdura i sciemnianie obywateli.

      mieszkaniec (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 29 / 23

      Zamiana podworek, gdzie sa parkingi od lat, na place zabaw ?!!!
      Ktos chce mi wmowic, ze na kazdym podworku miasto Wrocław zrobi plac zabaw ???
      Takie place istnieja, i wcale nie ma ich mało. Nie...rozwiń całość

      Zamiana podworek, gdzie sa parkingi od lat, na place zabaw ?!!!
      Ktos chce mi wmowic, ze na kazdym podworku miasto Wrocław zrobi plac zabaw ???
      Takie place istnieja, i wcale nie ma ich mało. Nie widze ani powodow, ani mozliwosci technicznych aby zamieniac drogi dojazdowe na place zabaw. Bo tak to wychodzi.
      Do mojej klatki prowadzi slepa uliczka. Auta parkuja wzdluz niej.
      Teraz jakis kretyn ograniczyl szerokosc chodnika poprzez wstawienie slupkow. Chodnik ma teraz 60 cm. Co ogranicza ruch pieszych, uniemozliwia prawidlowe bezproblemowe zaparkowanie w zatoczkach. Bo mozna slupek zawadzic. Co gorsza, teren "zielony" to kszaki, ktore sa tylko wychodkiem dla pieskow, a rozrosciete wchodza na chodnik.
      Efekt jest taki, ze z chodnika nikt nie korzysta, nie mowiac o tym, ze auta tez zaparkowac nie mozna po staremu, oszczedzajac miejsce. Niepelnosprawni na ktorych sie wszyscypowoluja, maja utrudniona droge do domu.... bo chodnik waski, i trzeba manewrowac pomiedzy slupkami.
      Pozatym, zapytam sie, dla czego mieszkancy nie moga parkowac za darmo na ulicy ??? ktos zbiednieje ?
      Mysle, ze chodzi o to, aby wieloletnich mieszkancow starowki zmusic do wyprowadzenia sie.
      Ciekawe kto szykuje interes na tym ?

      A tak przy okazji, juz radni, ktorzy to zatwierdzaj - nie moga liczyc na moj glos.
      A co do interwencji strazy miejskiej .... to nie mieszkancy zastawiaja bramy i wjazdy na wlasnych podwotkachzwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kij i marchewka

      mlodywroclaw.pl (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 33 / 22

      Najważniejszy jest skutek, a nie podbudki. Zresztą teza jest nie prawdziwa. Po pierwsze opłaty parkingowe nie są istotnym źródłem przychodów budżetu miasta i nigdy nie będą. Po drugie urzędnicy to...rozwiń całość

      Najważniejszy jest skutek, a nie podbudki. Zresztą teza jest nie prawdziwa. Po pierwsze opłaty parkingowe nie są istotnym źródłem przychodów budżetu miasta i nigdy nie będą. Po drugie urzędnicy to nie jakieś roboty, lecz właśnie wrocławianie (nazwy mieszkańców miast pisze się z małej litery).
      Powód jest prosty - Wrocław się blokuje komunikacyjnie, a doświadczenia miast w całym cywilizowanym świecie są takie, że jedynym sposobem na walkę z korkami jest ograniczenie ilości samochodów. Metodą kija (płatne miejsca parkingowe, zwężanie ulic na rzecz komunikacji zbiorowej i rowerowej, strefy tempo30, ruch jednokierunkowy, wyłączanie starówek z ruchu drogowego) i marchewki (więcej połączeń komunikacji zbiorowej, wydzielone pasy ruchu KZ, drogi rowerowe i infrastruktura towarzysząca, parkingi przy węzłach komunikacyjnych na obrzeżach). zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      I byłoby pięknie...

      neron13 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 22

      I byłoby pięknie, gdyby urzędnikom faktycznie zależało na jakości otoczenia, w którym mają mieszkać Wrocławianie. Ale prawdopodobnie chodzi o co innego. Aby móc złupić kierowców z opłaty za...rozwiń całość

      I byłoby pięknie, gdyby urzędnikom faktycznie zależało na jakości otoczenia, w którym mają mieszkać Wrocławianie. Ale prawdopodobnie chodzi o co innego. Aby móc złupić kierowców z opłaty za parkowanie. A kazuistycznie sprzeda się to jako walkę o ekologię.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Miasto dla ludzi, nie dla samochodów

      mlodywroclaw.pl (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 24

      W teorii rozwiązanie typu "Bogu świeczkę i diabłu ogarek" wydaje się atrakcyjne i sensowne. W praktyce jednak jest nierealne. Żyjemy w państwie prawa i zarówno zasady tworzenia parkingów, jak i...rozwiń całość

      W teorii rozwiązanie typu "Bogu świeczkę i diabłu ogarek" wydaje się atrakcyjne i sensowne. W praktyce jednak jest nierealne. Żyjemy w państwie prawa i zarówno zasady tworzenia parkingów, jak i placów zabaw są określone - to wymaga przestrzeni, której między kamienicami nie ma. Poza tym umiejscowienie jednego przy drugim nie jest bezpieczne ani dla dzieci, ani dla samochodów.
      Zasada powinna być prosta - stać cię na samochód, to powinno cię być stać również na garaż lub miejsce do parkowania. Inaczej sprzedaj samochód i jeździj taksówką, komunikacją miejską lub rowerem.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Parkingi i Place Zabaw

      J. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 25

      Uważam, że skoro istnieją dwie grupy:
      1. potrzebujących miejsca na parkowanie
      2. potrzebujących miejsca z zielenią
      potrzeby obu grup powinny być zaspokojone.

      Czy nie można przeznaczyć połowy...rozwiń całość

      Uważam, że skoro istnieją dwie grupy:
      1. potrzebujących miejsca na parkowanie
      2. potrzebujących miejsca z zielenią
      potrzeby obu grup powinny być zaspokojone.

      Czy nie można przeznaczyć połowy placu na parking, a połowy na plac zabaw z zielenią?
      Dlaczego jedna grupa ma cierpieć? Obie powinny być zadowolone. Przecież w jednej rodzinie, mieszkajacej na danym osiedlu, może być i dziecko i samochód. I co wówczas - konflikt wewnetrzny w rodzinie?

      Kompromis jest zwykle najlepszym rozwiązaniem.
      Parking, zajmujący jedną połowę placu - powinien być płaski (bez krawężników), tak aby łatwo było po nich przejechać matkom z wózkami lub inwalidom na wózkach. Miejsca parkingowe mogą być po prostu namalowane. Nie muszą być namalowane białą farbą, aby bardzo rzycały się w oczy. Mogą być namalowane zieloną farbą, aby komponowały się z otoczeniem.
      Place zabaw, zajmujcy drugą połowę placu - powinien być ogrodzone niskim płotkiem (choćby 20 centymetrowym), co zapobiegło by wieżdżaniu na nie samochodów. Ta przestrzeń posiadałaby trawę, plac zabaw, ławki, krzewy.

      Nie twórzmy "wojen domowych". Uczmy się wspólnie żyć na jednym podwórku.
      Tylko w ten sposób możemy żyć w przyjaźni i zrozumieniu dla potrzeb innych.

      Pozdrawiam serdecznie.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Źłe zagospodarowanie podwórek...

      e. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 22

      .. to główny powód awantury. Podwórka są beznadziejne zagospodarowane, a wręcz można mówić o braku zagospodarowania. Mnóstwo terenu się marnuje na byle co - ani to trawnik, ani plac zabaw, ani...rozwiń całość

      .. to główny powód awantury. Podwórka są beznadziejne zagospodarowane, a wręcz można mówić o braku zagospodarowania. Mnóstwo terenu się marnuje na byle co - ani to trawnik, ani plac zabaw, ani parking. Rezultat tego taki, że ani się parkuje, ani bawią dzieci, ani tez nie można nazwać tego kawałkiem zieleni. Świetnym przykładem może być tutaj podwórko przy blokach między Grabiszyńską a Lelewela, gdzie skrajnie beznadziejnie zagospodarowany teren jest powodem konfliktów zmotoryzowani - reszta sąsiadów. Ludzie mieszkający w tych budynkach nie mają gdzie postawić samochodu, więc ściskają się jak sardynki w puszce, a gdy braknie miejsca na rzekomych parkingach, to zastawiają kolejno chodniki i plac zabaw, który nigdy placu zabaw i tak nie przypominał. Pikanterii dodaje fakt, że pracownicy sąsiedniego biurowca z parkingu mieszkańców uczynili sobie firmowy i skutecznie zastawiają miejsca należne mieszkańcom. Żeby tego było mało - jedna z furtek ograniczających wjazd zamykana na klucz ma popsuty zamek, dzięki czemu jest dla każdego otwarta, a w dodatku słupek blokujący jej ominięcie po chodniku jest już dawno wyrwany. I tak oto dochodzimy do kuriozum, że lokatorzy niezmotoryzowani mają pretensje do zmotoryzowanych, że zastawiają chodnik, a zmotoryzowani odpierają zarzuty tym, że nie mają gdzie zaparkować, bo jest za mało miejsc. Totalna porażka. Zapewne więcej jest takich miejsc jak podwórko przy Grabiszyńskiej.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama