We Wleniu ciepłe kaloryfery to luksus

    We Wleniu ciepłe kaloryfery to luksus

    Rafał Święcki

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    We Wleniu nie chcą już olejowej kotłowni. Rachunki za ciepło z niej są astronomiczne.
    Mieszkańcy Wlenia odcinają się od miejskiej kotłowni. Powód? Astronomiczne rachunki za ciepłe kaloryfery.
    Wielu z nich za ogrzewanie podczas ubiegłej zimy musi dopłacić od kilku do kilkunastu tys. zł. Mieszkańcy spodziewają się, że w nadchodzącym sezonie grzewczym rachunki mogą jeszcze wzrosnąć.

    Wszystko przez ekologiczną kotłownię, opalaną olejem. Gdy otwierano ją w połowie lat 90., litr oleju kosztował ok. 90 groszy. Dziś, przez akcyzę, kosztuje powyżej 2,30 zł.
    Do tego co roku powiększa się grupa osób, które odcięły się od miejskiej sieci ciepłowniczej. Koszty rozkładają się więc na coraz mniejszą liczbę odbiorców. Obecnie do sieci podłączonych jest tylko ok. 70 mieszkań.

    - Znajomy zapłacił 14 tysięcy złotych za ogrzewanie 56-metrowego mieszkania. Po czym sprzedał je i wyniósł się do innego miasta - mówi Adam Gil. On sam zrezygnował z ciepła z kotłowni i ogrzewa się żeliwnym piecykiem. Jest taniej. Mimo to ciepłownia wystawia mu rachunki. - Chcą, bym płacił za dwie rurki, które przebiegają przez moje mieszkanie do sąsiada. Rocznie 500 zł. Nie ma mowy - oburza się.

    Ci, którzy nie odłączyli się od sieci, oszczędzają, by nie zaskoczyła ich olbrzymia dopłata. - Zimą mam w mieszkaniu 18 stopni Celsjusza. Odkręcam tylko jeden kaloryfer, bo nie stać mnie na taki luksus, jak ciepłe mieszkanie - opowiada nam emerytka Danuta Malinowska.

    Burmistrz Wlenia Bogdan Mościcki przyznaje, że ceny ciepła są wielkim problemem miasta. By jakoś ratować sytuację, nie zezwala na odłączenia mieszkań komunalnych. Jednak właścicielom innych lokali nie może tego zabronić. Przyznaje też, że opłaty za rurki przechodzące przez mieszkanie to forma kary, którą mieszkańcy muszą ponosić za odcięcie się od miejskiej sieci.
    - Funkcjonowanie centralnej kotłowni jest tu nieuzasadnione. Ja tę sytuację zastałem i muszę się w niej jakoś odnaleźć - tłumaczy burmistrz.
    Mieszkańcy spodziewają się, że w nadchodzącym sezonie grzewczym rachunki mogą jeszcze wzrosnąć.
    Jego zdaniem jedynym wyjściem jest likwidacja kotłowni i przejście mieszkańców na indywidualne ogrzewanie.
    Ucierpi na tym jednak ekologia, a to w trosce o nią właśnie przed laty likwidowano kotłownie węglowe. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który finansował te inwestycje na Dolnym Śląsku, preferował kotły zasilane gazem. Gdy go jednak nie było, montowano piece olejowe.
    - Ze względu na cenę paliwa wiele z tych kotłowni przerobiono później na gaz lub ekologiczny, wysokokaloryczny węgiel - mówi Stanisław Wedral z WFOŚ.

    Kosztowna kotłownia olejowa pracuje jeszcze przy szkole w Łomnicy, w gminie Mysłakowice. - Gdy zostanie tam doprowadzony gaz, to ją przeprojektujemy - mówi wójt Zdzisław Pietrowski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama