Szpitale mają kłopot przez pijaków

    Szpitale mają kłopot przez pijaków

    Katarzyna Wilk, współpraca: JB, PG, GSZ

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W Jeleniej Górze i Wałbrzychu brakuje izby wytrzeźwień.
    Najbardziej odczuwają to szpitale w obu miastach. Bo policjanci czy ratownicy pogotowia nie mają co zrobić z zamroczonym alkoholem, leżącym na ulicy człowiekiem.

    - Jeśli taka osoba jest kontaktowa to funkcjonariusze odwożą go do domu - mówi podinspektor Edyta Bagrowska z Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze. - Ale jeśli nie są w stanie stwierdzić jaki jest stan jego zdrowia, muszą go zawieźć do szpitala - wyjaśnia.
    A to powoduje, że jeleniogórski Szpitalny Oddział Ratunkowy prawie każdego dnia przyjmuje pijanych ludzi.

    W szpitalu lekarze zajmują się nimi w pierwszej kolejności. To oznacza, że inni pacjenci czekają w kolejce. Tak było kilka dni temu, kiedy w ciągu kilku godzin na szpitalny oddział trafiło trzech pijaków. Tymczasem 13-letni chłopiec ze złamaną ręką czekał na przyjęcie ponad dwie godziny. Bo lekarze muszą sprawdzić czy upojonemu alkoholem nic nie jest i dokładnie przebadać. A to spory wydatek.

    Podobny problem istnieje w Wałbrzychu, gdzie sześć lat temu zlikwidowano izbę wytrzeźwień. Do szpitala zwłaszcza w weekendy policjanci także przywożą uciążliwych pacjentów. - Docierają do mnie takie sygnały od dyrektorów szpitali - mówi Małgorzata Sadowy-Piątek, rzecznik praw pacjenta we Wrocławiu. Jak dodaje, tacy ludzie nie mają często ubezpieczenia zdrowotnego i potem trudno obciążyć ich kosztami za pobyt w szpitalu.
    Ratownicy pogotowia nie mają co zrobić z zamroczonym alkoholem, leżącym na ulicy człowiekiem.

    - Z drugiej strony nie można każdego leżącego na ulicy traktować jak zwykłego pijaka, bo może rzeczywiście potrzebuje pomocy - zauważa Sadowy-Piątek.
    Takich kłopotów nie ma w innych dolnośląskich miastach, w których działają izby wytrzeźwień. Tak jest m.in. w Legnicy, Głogowie i Lubinie.

    - To ogromny problem - przyznaje Stanisław Woźniak, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Jeleniej Górze.

    Alkoholicy są przywożeni do szpitala przez policjantów lub pogotowie ratunkowe i przyjmowani w pierwszej kolejności. Tymczasem pacjenci potrzebujący pomocy muszą czekać po kilka godzin.
    Kłopotem są także koszty, jakie lecznica wydaje na badania. Średnio na jednego pijanego jest to kwota około dwóch tysięcy złotych. A na całą dobę działalności SOR-u szpital dostaje z Narodowego Funduszu Zdrowia tylko 9 tys. zł. I za taką kwotę powinien obsłużyć stu pacjentów.

    - Przecież naszym celem jest leczenie ludzi, którzy tego naprawdę potrzebują - zżyma się Stanisław Woźniak.
    Na dyżurze przez całą dobę pracuje dwóch lekarzy, którzy muszą swój czas dzielić na pacjentów i alkoholików. Ci drudzy przysparzają dodatkowej pracy, bo trzeba ich umyć i doglądać, aby nie zadławili się wymiocinami.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nietrzezwi

      Toni (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 18 / 21

      Wylaczyc spod prawa wszystkich powyjej okreslonej granicy np. 2 promile i dac im spokojnie lezec gdzies pod dachem. Kto przezyje to jego sprawa, reszte oddac rodzinie albo pogrzebac zbiorowo.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama