Trudna walka o honor syna

    Trudna walka o honor syna

    Eliza Głowicka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Porucznik rezerwy Krzysztof Kaśkos z Wrocławia zginął w Iraku w czerwcu 2004 r. Dopiero po pięciu latach od jego śmierci prezydent Polski Lech Kaczyński przyznał mu pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Krzyża Wojskowego i Gwiazdę Iraku za udział w misji.
    Wreszcie odczuwam ulgę i satysfakcję. Nie walczyłam o pieniądze, tylko o honor i pamięć syna - Natalia Kaśkos kładzie na stole dwa czerwone pudełeczka ze złotym orzełkiem. W środku są długo wyczekiwane medale.

    Odebrała je wraz z mężem 15 sierpnia z rąk prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Belwederze podczas uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. Gdy dziękowała prezydentowi, szefowej kancelarii i kolegom jej zmarłego syna, miała łzy w oczach. Krótkiego przemówienia nauczyła się z kartki na pamięć. Nie musiała, ale z tej radości przywiozła z Wrocławia prezydentowi Kaczyńskiemu album ze zdjęciami Panoramy Racławickiej.

    ***

    3 czerwca 2004. Zasadzka była świetnie przygotowana przez irackich terrorystów Abu Al-Zarkawiego. "Kaśka" i "Żuku", czyli Artur Żukowski, mieli pecha, bo jechali nieopancerzonym samochodem. Jeden z opancerzonych wozów zepsuł się Amerykanom, więc wsiedli do innego. Ich auto zostało obrzucone granatami i stanęło w ogniu. Na ocalenie nie mieli szans. Ich koledzy, którzy jechali opancerzonym wozem, przeżyli atak.

    Zaledwie trzy dni wcześniej por. Kaśkos odszedł z wojska. A konkretnie z elitarnej jednostki GROM, w której służył sześć lat. Był tam dowódcą jednostki szturmowej. Koledzy namawiali go, by nie odchodził, ale nie chciał zostać.

    - Był rozczarowany tym, co się dzieje w wojsku: słabe zarobki, braki w sprzęcie, złe traktowanie ludzi - opowiada Tadeusz Kaśkos, ojciec zmarłego komandosa. - Jeśli po misji wraca się z Iraku do kraju i widzi, jak traktują człowieka, to nie ma się co dziwić - dodaje matka.
    "Kaśka" i "Żuku", czyli Artur Żukowski, mieli pecha, bo jechali nieopancerzonym samochodem.
    Doskonale wyszkolony Krzysztof dostał propozycje pracy od amerykańskiej firmy "Black Waters" działającej na terenie Iraku. Już wcześniej Amerykanie proponowali mu pracę w elitarnej jednostce wojskowej "Delta", ale nie skorzystał. "Watersi" uważani są za największą prywatną armię świata: ochraniają firmy, ważne budynki i VIP-ów. Tragicznego dnia grupą mieli ochraniać wysokiego urzędnika amerykańskiego CIA. Były komandos mógł zarobić u nich pięć razy tyle, co w Polsce.
    - Bolało mnie bardzo, że po jego śmierci w mediach ludzie mówili o nim, że to najemnik, który pojechał do Iraku dla pieniędzy. A on życie oddał dla drugiego człowieka - denerwuje się matka "Kaśki". - Dopiero dziennikarka Dorota Warakomska powiedziała na głos, że takie wypowiedzi są niestosowne, bo tam do Iraku nikt nie jedzie dla przyjemności, a w każdej chwili można zginąć. I wtedy przestali gadać.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      artykuł

      Ja (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Zanim ukazał się materiał w Komandosie o wiele wcześniej, bo już w lipcu 2004 r. był jako pierwszy duży artykuł na ten temat w miesięczniku OMZ "Ochroniarz", w którym pisano m.in. o braku...rozwiń całość

      Zanim ukazał się materiał w Komandosie o wiele wcześniej, bo już w lipcu 2004 r. był jako pierwszy duży artykuł na ten temat w miesięczniku OMZ "Ochroniarz", w którym pisano m.in. o braku właściwego, pozytywnego odzewu w polskich mediach i środowiskach. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      To Blackwaters i CIA

      POdPiS (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 116 / 85

      Powinni dać mu tego Orła Białego made in Hong Kong

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama