Straż pożarna nie na każde wezwanie

    Straż pożarna nie na każde wezwanie

    Urszula Romaniuk

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Strażacy nie ściągną gniazda os z altany na działce. Do ich usunięcia trzeba wezwać fachowca i zapłacić.
    W zeszłym tygodniu lubińscy strażacy usunęli osy, które za-gnieździły się w ociepleniu przedszkola. Spryskali całą powierzchnię płynem owadobójczym i zakleili otwór pianką. Podobnie zrobili ich koledzy z Polkowic, których wezwano do roju os w pniu drzewa przy placu zabaw i do restauracji. Ale gdy właściciel budynku prywatnego w Głogowie wezwał strażaków do gniazda szerszeni, usłyszał, że sam ma się tym zająć. Choć oczywiście nie własnoręcznie.

    Choć strażacy reagują na każde zgłoszenie, to w niektórych sytuacjach nie mają już obowiązku usuwania owadów. W połowie lipca zmieniły się zasady postępowania w takich wypadkach. - Interweniujemy tam, gdzie jest zagrożenie zdrowia lub życia, gdzie są dzieci albo osoby niepełnosprawne - wymienia Paweł Dziadosz z głogowskiej straży pożarnej i do tej listy dodaje jeszcze budynki użyteczności publicznej, np. szkoły. Inaczej jest we Wrocławiu. Tam gmina uznała, że zapłaci strażakom za każdą taką interwencję na terenie miasta.

    W regionie gniazd os i szerszeni z altanek czy stodół strażacy już nie usuwają. Pouczają właścicieli lub zarządców o zasadach bezpieczeństwa. A dyżurny podaje numery telefonów do firm lub osób zajmujących się usuwaniem takich zagrożeń. - W naszym mieście mamy dwie firmy, które w tym się specjalizują - dodaje Paweł Dziadosz.
    Choć strażacy reagują na każde zgłoszenie, to w niektórych sytuacjach nie mają już obowiązku usuwania owadów.
    Ale takie usługi kosztują od 80 do 150 zł. - Cena zależy głównie od stopnia trudności wykonania takiej pracy, bo czasem trzeba się nagimnastykować, żeby taki kokon z owadami ściągnąć - wyjaśnia Jan Zygnerski z głogowskiej firmy, który tylko w zeszły piątek miał cztery zgłoszenia z miasta. - Jeden z dzwoniących był zdziwiony tym, że straż pożarna nie przyjedzie do niego na działkę, by usunąć owady - dodaje.

    Trochę inaczej jest z pszczołami. W takich wypadkach rozwiązaniem jest współpraca straży pożarnej czy miejskiej z pszczelarzami. Tak jest w Lubinie i Polkowicach.
    - Wczoraj usuwałem rój ze szkoły - mówi Stanisław Krzak z Koła Pszczelarskiego w Lubinie. - Nie pobieramy opłat.

    Podobnie jego kolega z klubu Zbigniew Marut z Obory. A także Marek Woś z Polkowic, którego z kolei wzywają strażnicy miejscy. Każdy z nich złapane roje pszczół zabiera do siebie.
    Od czerwca do 21 sierpnia dolnośląscy strażacy interweniowali 1135 razy. A w kraju było ok. 70 tys. wyjazdów. W Komendzie Głównej PSP uznano, że tak duże zaangażowanie w usuwanie gniazd owadów może osłabić jednostki.

    Warto wiedzieć
    Od 80 do 150 złotych trzeba zapłacić za usunięcie gniazd os i szerszeni.
    W przypadku pszczół, hodowcy, wezwani przez straż pożarną, wyłapują roje, najczęściej bezpłatnie, i zabierają do pasiek.


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama