Walczą, by pieniądze dostali potrzebujący

    Walczą, by pieniądze dostali potrzebujący

    Małgorzata Moczulska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    MOPS zabiera zasiłki tym, którzy je tracą na alkohol. W Świdnicy oszczędzili ćwierć miliona złotych.
    - Nie powinno się rozdawać pieniędzy, a pomagać tym, którzy naprawdę tego potrzebują - mówi rodzina Turków z Wałbrzycha.

    Do podobnego zdania dochodzą coraz częściej urzędnicy ośrodków pomocy społecznej i walczą z nadużyciami. Efekty są - w Świdnicy, gdzie w ubiegłym roku wprowadzono zmiany (ruchome godziny pracy, pracownicy częściej w terenie i wspólny z urzędem pracy system wymiany informacji o potrzebujących) wstrzymano lub odebrano kilkaset zasiłków. Dzięki temu miasto zaoszczędziło aż 250 tys. zł.

    Zmiany wymusiło coraz więcej sygnałów, że pomoc niekoniecznie trafia do tych osób, które rzeczywiście jej potrzebują. Świdniczanie wiedzieli, że wizyt pracowników socjalnych mogą spodziewać się w godzinach przedpołudniowych, więc w ich domu było czysto i schludnie, nikt nie pił alkoholu. Warunki były wzorowe.

    - To się zmieniło. Wydłużone godziny pracy w terenie sprawiły, że osoby, które zamierzały pozorować swoją trudną sytuację, mają z tym kłopot - mówi Wojciech Burdek, dyrektor MOPS w Świdnicy, i dodaje, że coraz częściej urzędnikom pomagają sąsiedzi. - Ludzie nie boją się już informować o nieprawidłowościach w wydawaniu pieniędzy z pomocy społecznej - tłumaczy Wojciech Burdek.

    Również w innych miastach starają się walczyć z nadużyciami. W Żarowie dzień-dwa po wypłacie zasiłków pracownicy socjalni w asyście policjanta odwiedzają podopiecznych w domach. Kiedy okazuje się, że zamiast na chleb czy mleko dla dzieci, pieniądze są przeznaczane na alkohol, odbierane są zasiłki lub pieniądze zamieniane na pomoc rzeczową - dzieci mają wykupione obiady w szkole, a rodzina dostaje żywność.

    Podobnie działa placówka w Świebodzicach. Tam nazywa się to "niezapowiedzianą wizytą wieczorną".
    - Mieliśmy skargi od sąsiadów naszych petentów. Mówili, że zaraz po tym, jak ludzie dostali pieniądze, po kilka dni chodzili pijani - tłumaczy Małgorzata Gruszka, kierownik ośrodka. Dwa razy w miesiącu pracownicy w towarzystwie strażnika miejskiego odwiedzają mieszkanie każdej rodziny, która korzysta z pomocy. Wizyta jest niezapowiedziana i po godz. 18.


    Ponad 200 mln

    W ubiegłym roku na Dolnym Śląsku z pomocy społecznej korzystało regularnie ponad 140 tysięcy osób, a do ich kieszeni trafiło w sumie ponad 200 mln zł. Wiele ośrodków pomocy społecznej stosuje też swoisty szantaż - my ci znajdziemy pracę, a jeśli odmówisz jej podjęcia, stracisz zasiłek. Tak dzieje się np. w Lwówku Śląskim, gdzie urzędnicy typują osoby, które mogłyby pracować, ale im się nie chce i dostają propozycję pracy. Jeśli odmówią, to tracą zasiłek.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama