Przemysław Bluszcz: W każdej rzeczy, którą robię, musi być...

    Przemysław Bluszcz: W każdej rzeczy, którą robię, musi być sens

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z Przemysławem Bluszczem, kiedyś aktorem legnickiego Teatru im. Modrzejewskiej, znanym między innymi z ról w "Balladzie o Zakaczawiu" i "Koriolanie", który dziś występuje w filmach i Teatrze Ateneum w Warszawie.
    Byłeś w wojsku?

    No coś ty, oczywiście, że nie. Miałem już prawie bilet w ręku, występowałem o służbę zastępczą. Uciekałem, uciekałem, aż uciekłem. Jestem pacyfistą.

    Ale w "Operacji Dunaj", jako kapral Romek Kwaśny, musiałeś kierować czołgiem.


    To było traumatyczne przeżycie. Zgadzam się z Maćkiem Stuhrem (w filmie zagrał działonowego Floriana Sapieżyńskiego - przyp. red.), który mówi, że siedzenie w środku maszyny do zabijania sprawia, że coś złego może stać się z głową.

    Film nie do końca jest komedią?

    Oczywiście, to lekka, wywołująca uśmiech opowieść. Ale mówi przecież o bardzo trudnej sprawie: sierpniu 1968 roku i "bratniej pomocy" Czechom i Słowakom ze strony członków Układu Warszawskiego. Myślę, że warto było się starać, by film powstał, żeby przypomnieć, co zrobiliśmy swoimi czołgami czeskim drogom, a przede wszystkim ludziom.

    Może nie "zrobiliśmy", bo Ciebie nie było wtedy na świecie.
    Debiutowałem u Roberta Czechowskiego w "Jak wam się podoba" Szekspira jako Książę wygnany i Fryderyk.
    Nie. Nie czuję się więc winny, ale trochę mi wstyd.

    Nie żal Ci czasów debiutu i późniejszych w legnickim teatrze? Grałeś w sztukach, które do dziś pamiętam: Tullusa Aufudiusza w "Koriolanie", Kordiana, ojca Jacka w "Weselu raz jeszcze", Benka Cygana w "Balladzie o Zakaczawiu".

    Debiutowałem u Roberta Czechowskiego w "Jak wam się podoba" Szekspira jako Książę wygnany i Fryderyk. Ale dziś myślę o przyszłości. Cieszę się z tamtego fantastycznego czasu, świetnego nie tylko dla mnie, ale dla legnickiego teatru. Najważniejsze były spotkania z ludźmi.

    Które ciągle trwają, skoro zagrałeś w filmie Jacka Głomba.

    Są takie artystyczne przyjaźnie, zawiązywane na całe życie. Jednej rzeczy nauczyłem się od Jacka Głomba: cokolwiek robisz w sztuce, to musi mieć jakiś sens. Myślę, że wszystkie rzeczy, które zdarzają mi się podczas pracy w filmie, Teatrze Ateneum, telewizji, są sensowne. Mogą być mniej lub bardziej udane, ale przystępując do pracy nad nimi, wierzę w to, co robię. Oczywiście, nie wszystkie udają się tak, jakbym chciał, ale to jest wpisane w mój zawód. Wiary w to, co się robi, nauczyłem się w Legnicy.

    W filmie debiutowałeś w wieku 34 lat, zagrałeś Tadka w obrazie "W dół kolorowym wzgórzem" Przemysława Wojcieszka.

    Wcześniej było mnóstwo ról w teatrze.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama