Biurokraci górą

    Biurokraci górą

    Hanna Wieczorek

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa ze Zbigniewem Wójtem, pułkownikiem rezerwy Wojska Polskiego.
    Po śmierci polskiego oficera w Afganistanie pojawiły się zarzuty, że nasi żołnierze na misjach nie mają odpowiedniego sprzętu. Burzę wywołały spostrzeżenia gen. Waldemara Skrzypczaka, który skrytykował system zakupów sprzętu w MON. Czy to słuszne zarzuty?

    Zgadzam się z generałem, z którym współpracowałem w wykonywaniu niejednego zadania. Najwyższa pora dokonać zmian w systemie procedur regulujących tryb zakupów sprzętu w ministerstwie, szczególnie na misje o charakterze wojennym.
    Nie mamy zbyt wielkiego doświadczenia w misjach, w takich krajach jak Afganistan czy Irak. Nasz sprzęt nie jest przystosowany do działań w takich rejonach. Powinniśmy więc czerpać z doświadczeń innych armii - francuskiej czy brytyjskiej. Nigdzie na świecie nie dziwi takie "podglądanie" i uczenie się od innych przed wyjazdem na misję. A u nas budzi zdumienie.

    Dlaczego w Polsce wzorowanie się na doświadczeniach innych nie jest standardowym postępowaniem?

    Ponieważ większości wydaje się, że nasi żołnierze jadą do Afganistanu nie na wojnę, a na poligon. A ja pytam: jaki poligon? I tak natykamy się na barierę braku wyobraźni. Jedną z najpoważniejszych przeszkód, z jakimi mają do czynienia wojskowi.

    Żołnierze wyjeżdżający na zagraniczne misje, takie jak w Afganistanie, Czadzie czy Iraku, są źle do nich przygotowani?
    Wojska radzieckie stacjonujące w Polsce bodajże w latach 70. przeszły z zaopatrywania wojennego na pokojowe.
    Są na tyle dobrze przygotowani, na ile pozwoliły im warunki. A czy to znaczy, że dobrze? Myślę, że śmierć kapitana Ambrozińskiego pokazała, że nie najlepiej.

    Czyja to wina? Dowódców?

    Nie podejrzewam o złą wolę dowódców. Myślę raczej, że to biurokraci oderwali się od ziemi i nogami przebierają gdzieś tam w powietrzu. Bo u nich święte są plany i procedury. Nawet jeśli są śmieszne i dziwne.

    Co to znaczy dziwne?


    Wojska radzieckie stacjonujące w Polsce bodajże w latach 70. przeszły z zaopatrywania wojennego na pokojowe. Jaka to jest różnica? Ano taka, że na wojennym mówisz i masz. Na pokojowym najpierw myślisz, potem mówisz, a i tak od urzędnika zależy, czy dostaniesz potrzebną rzecz w możliwie krótkim czasie, czy też w ogóle jej nie dostaniesz. I tu jest pies pogrzebany. Trzeba się przebić przez urzędników. Nie tylko cywilnych, ale też tych w mundurach. Jeszcze w lutym, kiedy odchodziłem do rezerwy, z cudem graniczyło dopisanie czegoś ekstra do planu zakupów. Nawet na wyposażenie pododdziałów jadących na misje poza granicami kraju.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama