Barbara Zdrojewska: Węgorzyk z Kraju Basków

    Barbara Zdrojewska: Węgorzyk z Kraju Basków

    Barbara Zdrojewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Wakacje: W kraju czy za granicą? Pytamy znanych Dolnoślązaków.
    Właściwie wszystko mi jedno, gdzie spędzam wakacje - w Polsce czy poza jej granicami. Nie mam swoich ulubionych miejsc, do których wracałabym co roku.

    Najważniejsze, żeby pogoda dopisała, a miejsce gwarantowało zachowanie prywatności. Bo właśnie spokój pozwala mi najlepiej naładować baterie. Wystarczy nawet tydzień ucieczki w spokojne miejsce, żebym się zrelaksowała. Niestety, ostatnio udaje mi się wyrwać najczęściej tylko na siedmiodniowe wyjazdy. Prywatność nie oznacza całkowitej ucieczki od ludzi: zdarza się, że z mężem spędzamy wakacje w towarzystwie przyjaciół. Czasem towarzyszy nam jedno z dzieci.

    Lubię aktywny wypoczynek. Sporo czasu poświęcam więc na zwiedzanie zabytków, muzeów - miejscowych atrakcji. Na przykład w Grecji wybrałam się z córką w krótką podróż katamaranem. Nawet jeśli wyjeżdżamy gdzieś tylko na tydzień, zawsze mam wcześniej zaplanowane wypady na zwiedzanie okolic.

    Zwiedzamy zresztą nie tylko zabytki- staramy się także poznać smaki innych krajów. Kuchnię regionalną, miejscowe wino. Moje zagraniczne wyjazdy ograniczają się na razie do Europy, trudno więc powiedzieć, że poznałam szczególnie egzotyczną kuchnię. Ta zwykle przecież kojarzy nam się z Azją czy Afryką.

    O dziwne i niespotykane potrawy lepiej byłoby więc zapytać mojego męża. Choć on dość ostrożnie podchodzi do egzotyki na talerzu, na przykład do frutti di mare. Natomiast ja najdziwniejszą potrawę, jaką pamiętam, jadłam w Kraju Basków. Był to talerz naprawdę maleńkich węgorzyków podanych na ciepło. Tam też uraczono nas wspaniałą zupą rybną.
    Najważniejsze, żeby pogoda dopisała, a miejsce gwarantowało zachowanie prywatności.
    Jakie wakacyjne wydarzenie najbardziej zapadło mi w pamięć? Chyba wspinaczka (z pełnym alpinistycznym wyposażeniem) na jeden z wyższych alpejskich szczytów: Wildspitze, w towarzystwie znanego austriackiego himalaisty Petera Habelara.

    Podczas wspinaczki na Wildspitze było wszystko, czego się oczekuje po wyprawie w wysokie góry - łącznie z lodowcem. Wyprawa była naprawdę męcząca fizycznie, wymagała dużego wysiłku. Ale sprawiła mi też wiele radości - warto było się trochę pomęczyć. Góry mnie nie przerażają, dobrze się w nich czuję. Lubię górskie wędrówki, choć przyznaję, że ostatnio coraz rzadziej się w nie wybieram.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama