Dolny Śląsk: Polowanie na anglistów

    Dolny Śląsk: Polowanie na anglistów

    Agata Grzelińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Wakacje to czas intensywnych poszukiwań nauczycieli języka angielskiego. Najbardziej brakuje ich w wiejskich szkołach.
    - Dlatego, że są to małe placówki, więc jest mało godzin - wyjaśnia Mieczysław Słonina, wójt gminy Zagrodno w powiecie złotoryjskim. Anglisty szuka podległa gminie podstawówka w Radziechowie.
    - Gdy nie uzbiera się pełen etat, pracę w jednej szkole na wsi trzeba łączyć z nauczaniem w innej. Niewielu ludzi chce dojeżdżać - dodaje wójt.

    Michał Sękowski jest jednym z wyjątków. Mieszka w Lubinie. Codziennie dojeżdża do pracy w Gimnazjum nr 1 w Głogowie. Po siedmiu latach nie widzi się w innym zawodzie. Ale rozumie młodszych kolegów, którzy nie chcą uczyć w szkole.
    - Nawet jeśli przychodzą, uciekają po miesiącu czy dwóch - opowiada anglista. - Przede wszystkim dlatego, że przez pierwszych kilka lat, dopóki nie zdobędzie się stopnia nauczyciela mianowanego, pensja jest bardzo niska, a wymagania duże.

    Wielu absolwentów anglistyki woli więc pracę w prywatnych szkołach językowych albo w firmach, jako tłumacze.
    Brak nauczycieli angielskiego to stary problem. Ale teraz będzie się on nasilał. Wprawdzie przybywa absolwentów anglistyki, ale szkoły potrzebują większej armii nauczycieli niż dotychczas. Po pierwsze dlatego, że nauczanie języka obcego rozpoczyna się już w pierwszej klasie podstawówki. Po drugie, w gimnazjach od września obowiązkowe będą dwa języki (na razie tylko w pierwszych klasach).
    - Mowa jest o językach obcych, niekoniecznie o angielskim - podkreśla Bożena Skomorowska z Ministerstwa Edukacji Narodowej. - Jednak większość rodziców chce, by ich dzieci uczyły się właśnie angielskiego.
    Wielu absolwentów anglistyki woli więc pracę w prywatnych szkołach językowych albo w firmach, jako tłumacze.
    Gminy przyciągają więc fachowców różnymi metodami. W Radkowie Kłodzkim kuszą ich możliwościami rozwoju zawodowego.
    - Nie żałujemy na oświatę - mówi burmistrz Jan Bednarczyk. - Przede wszystkim uważamy, że ludzi można przyciągnąć dobrą bazą. Jeśli szkoła jest dobrze wyposażona, można się skupić na nauczaniu. Poza tym, Karta nauczyciela nie może być wyrocznią. Nie naruszając jej, staramy się zachęcać nauczycieli funduszem motywacyjnym czy dofinansowywaniem dokształcania.

    Efekt jest taki, że do pracy w podlegającej gminie szkole w Ścinawce Średniej udało się namówić rodowitego Anglika, który przyjechał z Wielkiej Brytanii, by uczyć angielskiego w wiejskiej szkółce.
    Nie wszystkie gminy stać na kuszenie ludzi pieniędzmi, tym bardziej że angliści są wymagający. Jedna z kandydatek do pracy w Gimnazjum w Budziszowie Wielkim w gminie Jawor chciała dojeżdżać do pracy z Wrocławia, pod warunkiem że szkoła pokryje koszty dojazdu.

    - Nie mamy na to pieniędzy - mówi dyrektorka Anna Lachmirowicz. - Szczęśliwie udało nam się znaleźć kogoś mniej wymagającego.
    Gdy nie ma wykwalifikowanych nauczycieli, szkoła - za zgodą kuratorium - może zatrudnić studenta lub osobę po kursach językowych, nie- mającą pełnych kwalifikacji.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wymagania nauczycieli

      A4 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 61 / 67

      (cyt.) Nie wszystkie gminy stać na kuszenie ludzi pieniędzmi, tym bardziej że angliści są wymagający. Jedna z kandydatek do pracy w Gimnazjum w Budziszowie Wielkim w gminie Jawor chciała dojeżdżać...rozwiń całość

      (cyt.) Nie wszystkie gminy stać na kuszenie ludzi pieniędzmi, tym bardziej że angliści są wymagający. Jedna z kandydatek do pracy w Gimnazjum w Budziszowie Wielkim w gminie Jawor chciała dojeżdżać do pracy z Wrocławia, pod warunkiem że szkoła pokryje koszty dojazdu. - Nie mamy na to pieniędzy - mówi dyrektorka Anna Lachmirowicz. - Szczęśliwie udało nam się znaleźć kogoś mniej wymagającego. (cyt.)

      Co za bzdury! To nie są żadne wymagania! Jeśli nauczyciel zarabia w takiej szkole kilkaset złotych, a niewiele mniej będą wynosić dojazdy, to jaki ma interes w takiej pracy? Skandalem jest to, co mówi ta pani. Ciekawe, czy gdyby miała połowę, albo chociaż dziesiątą część swoje pensji przeznaczyć na dojazdy, zdecydowałaby się na taką pracę. Wymagania, bo chce zwrotu kosztów dojazdu, też coś!zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama