Kogo to rozrywa

    Kogo to rozrywa

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Od czasu do czasu ktoś mnie lekko przymusi i obejrzę w telewizji jakąś mieszankę kabaretową. Jaki jest poziom telewizyjnej rozrywki, każdy widzi.
    Z kolei zerkając z ukosa na słupki oglądalności, namiętnym telewidzom najbardziej podobają się najgłupsze programy. Nie ma już takich wskaźników wyznaczających poziom, jak niezapomniany Kabaret Starszych Panów Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego czy Kabareciki Olgi Lipińskiej, ale też krakowskie "Spotkania z balladą", programy Jerzego Gruzy i Jacka Fedorowicza "Spotkajmy się" oraz "Małżeństwo doskonałe". A to czyste i własne, krajowe telewizyjne wytwory.

    Kiedyś było można mądrze i bardzo śmiesznie, a teraz nie da rady, bo słupki nie skaczą. Był przez chwilę Mann z Materną, a teraz rej wodzą - maszerując przez wszystkie stacje - Piotr Bałtorczyk i Jerzy Kryszak.

    Z radia rozrywka zniknęła zupełnie. Jedynie program III PR docenia wartość inteligentnego żartu, gry skojarzeń i aluzji. Reszta jest milczeniem, raczej muzyką sprzedawaną z metra, czyli bez wyboru. Zatęskniłem za Ilustrowanym Tygodnikiem Rozrywkowym, magazynem "60 minut na godzinę" i całą plejadą twórców związanych z tymi audycjami, jak Jonasz Kofta, Jacek Fedorowicz, Andrzej Zaorski, Stefan Friedmann, Maciej Zembaty itd., itd...
    Nie lubimy być "rozrywani"? Nie potrafimy się cieszyć mądrym żartem? Nie wierzę.
    Takie oczywistości przyszły mi do głowy, gdy zacząłem grzebać w historii wrocławskiej rozrywki. Przypomniały mi się poranne felietony Andrzeja Waligórskiego we wrocławskim radiu czy jego autorskie, dźwiękowe pocztówki z różnych wrocławskich dzielnic, które firmowały takie wymyślone postaci, jak Anzelm Pukałko i Herakliusz Mordęga, a wcielali się w nie już zapomniani wrocławscy aktorzy Henryk Pukałko i Ryszard Michalik.

    Audycje Studia 202 od lat siedemdziesiątych zaczęły się pojawiać na ogólnopolskiej antenie coraz częściej i tak jest do dziś, choć już bez słowa częściej. Nawet w "Trójce" rozrywka nie ma już takiego impetu. Rano, przed dziewiątą, lecą w eter "Urywki z rozrywki", po dzienniku o 13 prawie godzinna "Akademia rozrywki", w ramach której zawsze jest parominutowa "Powtórka z rozrywki" - często z udziałem wrocławskich autorów ze Studia 202. Parę dni temu śmiałem się z przypomnianych tam "Rycerzy trzech", oczywiście z Andrzejem Waligórskim jako Zagłobą.

    Radio Wrocław tyle miejsca nie znajduje dla prześmiewców. Twórczość słynnego w całej Polsce Studia 202 zredukowano do dwudziestu minut w niedzielę o trzynastej trzydzieści. Panowie Leszek Niedzielski, Jerzy Skoczylas i Stanisław Szelc mają jeszcze parominutowe wstawki od poniedziałku do piątku. Co tu komentować?

    Może to temat raczej dla socjologa niż mizernego felietonisty. Nie lubimy być "rozrywani"? Nie potrafimy się cieszyć mądrym żartem? Nie wierzę. Wiem na pewno, że redaktorzy układający ramówki wierzą tylko w słupki.

    Gdy ponad czterdzieści lat temu robiłem pierwszy wywiad z Andrzejem Waligórskim, obok biurka wznosił się prawie do wysokości blatu ogromny stos przebitek A4 z różnorodnymi tekstami gospodarza:
    - Niech się pan nie dziwi, to moja produkcja z ostatnich kilku miesięcy. Ludzie lubią się śmiać, to ja piszę.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama