"Tu Radio Solidarność

    "Tu Radio Solidarność Wrocław..."

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Jedenaste piętro bloku przy ulicy Sokolej. Pięciu 47-latków z Wrocławia gramoli się przez okno przy suszarni na dach. Dwóch nie chce podejść do barierki i spojrzeć w dół. - Lęk wysokości - kwitują. - O tam, naprzeciwko, przy Orlej, robiliśmy pierwszą akcję, a tam, przy Powstańców, kolejną - wskazują na dachy najwyższych budynków Wrocławia, po których skakali 25 lat temu.
    Materiały podobne
    Lata 1982-85, Sokola, Sudecka, Hubska, Buska, Świdnicka, Pereca, Nankiera, pl. Czerwony... Ci sami faceci, tyle że dwudziestoletni, błyskawicznie montują na dachu anteny i nadajniki połączone z magnetofonami i timerami - w postaci radzieckich budzików.

    Tym razem na rękach mają chirurgiczne rękawiczki. Choć bywało, że zastępowały je prezerwatywy. Najważniejsze - nie zostawić odcisków palców. Luźne ciuchy i trampki. Nie chodzi o jogging: nic nie może przeszkadzać w ucieczce. Namierzają ich nie tylko światowej klasy sprzętem radiolokacyjnym (SB dostawała od STASI nawet sprzęt firmy Hewlett-Packard), krążącymi po mieście milicyjnymi sukami z antenami, ale nawet "antyradiowym" śmigłowcem.

    Około godz. 21, kiedy grupa "Krzysztofa" (Marek Girulski), "Kuny" (Wiesław Kuncewicz), "Gonza" (Jacek Węgrzynowski), "Stacha" (Robert Starzec), "Igora" (Pietraszewski) i "Maradony" (Mariusz Murzyński) i inne zespoły stawiaczy czekają pod swoimi blokami na demontaż nadajników, w radioodbiornikach wrocławian rozbrzmiewa "Rota".

    Przy niej dostraja się fale UKF, na których za chwilę usłyszą zwrot: "Tu Radio Solidarność Wrocław...", a potem newsy, przemówienie szefów dolnośląskiej Solidarności - Frasyniuka, Bednarza lub Piniora - czy analizę sytuacji, przesłaną z więzienia przez Karola Modzelewskiego. SB dostawała szału. Przecież poszukiwała ich listami gończymi, a oni "byli w radiu".

    Hasło
    Szczepan Rudka, który przygotowuje książkę o opozycyjnych radiostacjach, zauważa, że Wrocław był fenomenem. Niezależnie od siebie nadawały tu trzy radia: Solidarności Walczącej, NZS-u i RKS-u.

    - Konkurencja, jak dzisiaj między RMF-em a Radiem Zet - uśmiecha się Jerzy Karwelis, spiritus movens powstania Radia RKS-u. - Tylko do tego "spiritus" się przyznaję: organizowałem redakcję i stawiaczy, ale go nie prowadziłem.

    Poza tym gdyby nie trzecia grupa utalentowanych techników, takich jak Ryszard Wojtasik, Zygmunt Pelc, Marek Gonczarek czy Ryszard Wroczyński, którzy w konspiracji "produkowali" nadajniki i wyznaczali miejsca nadawania, 20-letni "frontmani" nie mieliby czego montować na dachach. Techniczne i redakcyjne grupy kontaktowały się z szefostwem Solidarności tylko przez łącznika.
    - Nasze radio nie miało szefa i było robione przez szczelnie zamkniętą grupę ludzi. Dlatego nigdy nie było wpadki - wyjaśnia Karwelis.
    1 3 4 5 6 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama