Taki mały wytrych

    Taki mały wytrych

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Przypis na ekranie na końcu filmu albo w programie teatralnym, że wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji jest zupełnie przypadkowe, pozwala autorowi fikcję upodobnić do rzeczywistości albo odwrotnie. Jest trochę wytrychem, trochę strachem i trochę kompromisem.
    Jakieś dwa miesiące temu rozpętała się awantura, gdy rozeszła się gminna wieść, a zaraz potem oficjalne informacje, że szykuje się premiera monodramu zatytułowanego "Cieślak". W dużym skrócie była to opowieść Agnieszki, córki Ryszarda Cieślaka, aktora wrocławskiego Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego, który odniósł światowy sukces.

    Autorzy tego przedsięwzięcia wykorzystali fragmenty autentycznego wywiadu, nie pytając bohaterki tego scenariusza o zgodę na wykorzystanie jej słów i wizerunku. Ta niezręczność, fakt, że nie celowa, sprawiła, że premierę odwołano.

    Przyznam się, że sam próbowałem prowadzić pertraktacje. Agnieszka Cieślak w rozmowie ze mną, która nie ukazała się drukiem, wyznała jak najszczerzej, że nie chciałaby już wracać do wydarzeń i wspomnień związanych ze śmiercią jej ojca, które były kanwą teatralnej opowieści.
    W minioną sobotę odbyła się premiera monodramu "Aktor" w wykonaniu Karoliny Zajdel, który napisał Remigiusz Lenczyk, a wyreżyserował Stanisław Melski. Ta sama trójka w tych samych rolach brała udział w opisanym wyżej przedsięwzięciu.

    Scenarzysta "Aktora" pozbierał tym razem życiorysy kilku córek wybitnych postaci naszej kultury. Myślę o córkach Jacka Kaczmarskiego, Agnieszki Osieckiej, Stanisława Dygata i tytułowego bohatera wspomnianej już wyżej próby. Nowy scenariusz nie ma takiej siły jak poprzedni, oparty na faktach, utkany autentycznymi listami. Być może dla kogoś, kto obejrzy "Aktora" nieobciążony świadomością poprzedniej realizacji, która nie doczekała się premiery, będzie on ciekawy i wzruszający, bo też ma bardzo wyraźny melodramatyczny cień. Artystę oglądamy oczami dziecka, które nie chce się pogodzić z brakiem ojca. Ma poczucie niesprawiedliwości i mocny syndrom odrzucenia jego miłości.
    Scenarzysta "Aktora" pozbierał tym razem życiorysy kilku córek wybitnych postaci naszej kultury.
    Autor wysyła nas do domu z dylematem - czy artysta ma prawo porzucić rodzinę i poświęcić się sztuce. Ci, którzy pochylą się nad rodziną, znajdą w tym porzuceniu tylko zło. Tych, których sztuka owego artysty zafascynowała, będą krzyczeli, że nie można się przejmować egoistycznymi bachorami, bo wielka sztuka zmienia naszą cywilizację i korzystamy z niej wszyscy.

    Mnie te dwie próby upewniły w tym, że życie pisze lepsze scenariusze niż autorzy, a uniwersalizm nie ma takiego impetu w naszej świadomości. "Aktor" na premierze nie miał odpowiedniej temperatury.
    Karolina Zajdel, grająca wymyśloną Izę, nie zagrała jej jeszcze w stanie podgorączkowym, ale wierzę, że w ciągu paru prób będzie miała gorączkę i spektakl nabierze większej mocy.
    Za parę dni, 15 czerwca, minie dziewiętnasta rocznica śmierci Ryszarda Cieślaka, o którym pamiętają dziś tylko najzagorzalsi teatromani, zwłaszcza ci, który widzieli go na scenie.

    Szkoda, że wyszło tak jak wyszło, bo pomysłodawcom pierwszego monodramu chodziło o to, by przypomnieć tego wrocławskiego artystę, przed którym klękała publiczność na wszystkich kontynentach.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama