Krzyki w parku Południowym

    Krzyki w parku Południowym

    Leszek Niedzielski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Zapomnieliśmy już o tym (jak to się szybko zapomina!), że jeszcze nie tak dawno (tak niedawno jeszcze dzieci, a już się srebrzy włos!)...
    Jak tak będę odbiegał od tematu, to nigdy nie skończę, a nawet nie zacznę o jakichś krzykach w parku Południowym... O czym to ja chciałem mówić? Zapomniałem... Aha... Zapomnieliśmy już o tym, że jeszcze nie tak dawno, jeszcze jakieś 20 lat temu, chcąc cokolwiek kupić, trzeba było odwiedzić wiele sklepów i wrócić do domu z pustymi rękami. Mądrzejsi nie chodzili wtedy do sklepów. Nie mówię już o tym skrajnym przypadku, gdy w sklepach były tylko ocet i musztarda. Teraz to nawet dzieci nie mogą sobie wyobrazić, żeby całe Tesco było zapełnione tylko octem i musztardą. Sklepy mięsne wyglądały w owych czasach jak pusta szatnia bez płaszczy. Kto miał jakieś znajomości, dostawał czasem coś spod lady. Z angielska: spod lejdi.

    Na niektóre artykuły były ceny komercyjne, parokrotnie wyższe niż normalnie, gdyby można było mówić o normalności. Tylko po co wspominać puste półki sklepowe. Owszem, były pełne półki, ale z filmami "półkownikami" zatrzymanymi przez cenzurę. Wtedy cenzura puszczała filmy, teraz puszcza je operator obsługujący projektor. Teraz problemów z zakupami nie ma. Półki sklepowe uginają się pod wszelkim dobrem i złem. Każdy ojciec, choćby i wielodzietnej rodziny, zawsze znajdzie dla swoich pociech, dla żony i dla siebie różne artykuły pierwszej lub drugiej potrzeby. Często kupi też coś bez potrzeby.

    Jeszcze trochę, a w sklepie spożywczym będzie można kupić żywego lwa. I wszystko można dostać w jednym tak zwanym markecie. Nie trzeba latać za zakupami z wywieszonym językiem po całym mieście. Ani nawet po wsi. Wystarczy zrobić sobie na kartce papieru spis potrzebnych w danym dniu artykułów i dostać je w jednym sklepie. I nie trzeba od razu jechać do wielkiego magazynu, gdzie można się zagubić i stracić niepotrzebnie wiele godzin na przeglądanie różnych artykułów.

    Wszystko to dostanie ojciec rodziny w małym nawet sex-shopie. Skoro w Ameryce znaczki pocztowe można kupić w aptece, to dlaczego u nas miałoby zabraknąć czegokolwiek w sex-shopie. I ów wspomniany ojciec rodziny kupi w tymże sex-shopie dla siebie, dla żony i dzieci, w kolejności alfabetycznej, takie artykuły pierwszej i drugiej potrzeby, jak:
    - akumulator z prostownikiem do ładowania
    - banany (często z przyrządem do prostowania bananów)
    - baloniki na druciki
    - blenda
    - biustonosz
    - czepek gumowy
    - dziadek do orzechów
    - figi (majtki)
    - flet prosty (instrument)
    - futerał (na takiż instrument)
    - gicz
    - jajka na twardo
    - jajka z dwoma żółtkami
    - jabłko Adama
    - konik na biegunach (bujany)
    - kostium Robin Hooda
    - kostium Zorro
    - lalka gumowa Barbie
    - mały konik dmuchany
    - młoteczek pneumatyczny
    - maść rozgrzewająca
    - odciągacz mleka
    - odkurzacz do włosów
    - rękawiczki gumowe
    - spinacz do nosa
    - trzepaczka do jajek.
    Trzeba jednak ze smutkiem stwierdzić, że w tym spisie bardzo mało jest artykułów spożywczych. Ale jak mówił poeta: "Gdy żyjesz w kryzysie, nie przebieraj w jadłospisie".

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama